14 maja, skoro świt, Main Street

Awatar użytkownika

Lizzy

@Saycia | 10 postów

Wyt

0

Sil

0

Zmy

0

Cha

0

Zre

0

Int

0

Szc

0

Przy sobie

Mały różowy plecaczek wypełniony najcenniejszymi przedmiotami czterolatki
Pełnia zdrowia
1
Dzisiejszego ranka obudziłam się wraz z pierwszymi, nieśmiałymi promieniami słońca. To był ważny dzień - dzisiaj dorośli mieli wyjść za mur, na jakieś ważne wydarzenie. Do ostatniej też chwili miałam kłębki nadziei, że uda mi się zakraść do samochodu i wyruszyć razem z nimi.
Było jednak za późno.
Leniwie otworzyłam najpierw jedno oko, potem drugie. Na policzku czułam resztki zaschniętej śliny po spaniu z otwartą buzią. Jednak na łóżku obok widziałam tylko ładnie zaścieloną pościel.
Zerwałam się z łóżka. Część obozowiczów zapewne jeszcze chrapała, pozostali już wyrwali się do swoich codziennych obowiązków. A ja zostałam z wizją, że znowu zostałam zostawiona.
Zerwałam się z łóżka, zrzucając za sobą poduszkę i kołdrę. Sprawdziłam jeszcze dla pewności, czy Claire nie schowała się pod łóżkiem, albo nie skrywa się gdzieś w rogach baraku. Witała mnie jednak zwykła pustka tego miejsca.
Miałam na sobie dwuczęściową piżamkę, zapewne nieco za dużą jak na moje małe ciałko. Nawet nie głowiłam się tym, żeby założyć buciki, tylko w skarpetkach pognałam ku wyjściu z miejsca sypialnego.
Targałam nogawkami po ziemi, jeszcze przez chwilę wzbraniając się przed płaczem, co by nie wybudzić ostatnich śpiochów z tych kilku ostatnich minut snu. Wybiegłam na Main street, jednak nawet tutaj, przy bramach, nie byłam w stanie dostrzec żadnego auta. Dopiero teraz rozpacz zaczęła mnie rozrywać, a krokodyle łzy w towarzystwie łkania zaczęły spływać po moich policzkach.
Pobiegłam wzdłuż ulicy, w kierunku drugiej bramy, skąd wydawało mi się, że mogłam jeszcze słyszeć dźwięk silnika (a może była to moja wyobraźnia?). Obraz miałam rozmazany przez płacz, ciałko jeszcze nie zdążyło się dobrze wybudzić, więc pewnie przypominałam niejednego starszego pana wracającego z późnej popijawy, gdy stawiałam kolejne niezgrabne kroki. I wtedy musiało się to wydarzyć - potknęłam się o za długą nogawkę, lądując na ziemi, gdzie ostatecznie już wpadłam w histerię, płacząc na środku drogi.

@Kate Lawson

14 maja, skoro świt, Main Street

Awatar użytkownika

Wyt

1

Sil

1

Zmy

0

Cha

1

Zre

1

Int

0

Szc

1

Przy sobie

Ekwipunek widoczny:
- Kij baseballowy z aluminium
- Łuk bloczkowy
- 14 strzał kompozytowych w kołczanie
- Krotkofalówka

Plecak sportowy:
- Multinarzędzie
- 1 puszka konserwy
- 1 butelka wody
- Leki przeciwbólowe
- Mapa Breckenridge i okolic
Pełnia zdrowia
2
Od kiedy Lucy wybyła z obozu, Kate nie mogła sobie smacznie drzemać do normalnej godziny jak normalna osoba. Zamiast tego nabierała butelkę chłodnej wody z baru, wrzucała tam coś pokroju mięty albo jabłka, coś co nadałoby jakiś posmak tej wodzie i ruszała na obchód obozu. Zwykle była to robota Lucy, ale skoro jej nie było...to chociaż tak mogła wspomóc obóz gdy jej nie było. I wtedy zobaczyła z daleka małą Lizzy, latającą w piżamie po obozie jakby szukała kogoś. Stanęła zaciekawiona, jedynie spoglądając na nią, kiedy tak biegała po obozie, ale w końcu przystanęła...a raczej wyrżnęła się na glebę.

- Dzieci. - powiedziała zadowolona, jakby to słowo znaczyło w jej przypadku zupełnie coś innego, aniżeli każdy inny by tak powiedział. Podążyła w jej kierunku niepośpiesznie, bo raczej nie stało się nic poza rozwaleniem sobie nosa lub złamania zęba. Kate nie uważała to za powód do paniki. Gdy w końcu do niej dotarła przykucnęła i zatrząsnęła lekko jej ramieniem.

- Easy Lizzy. - powiedziała spokojnie chcąc ją uspokoić. No cóż, wedle 99% obozu Kate powinna trzymać się ze swoją osobą jak najdalej od dzieci, ale wiele się zmieniło w jej życiu od czasu posterunku. W dodatku może być świruską, ale dziecka by nie skrzywdziła...no chyba, że w samoobronie.

- Co jest młoda? Zgubiłaś zabawkę? - zapytała spokojnie.

@Lizzy
Obrazek

14 maja, skoro świt, Main Street

Awatar użytkownika

Lizzy

@Saycia | 10 postów

Wyt

0

Sil

0

Zmy

0

Cha

0

Zre

0

Int

0

Szc

0

Przy sobie

Mały różowy plecaczek wypełniony najcenniejszymi przedmiotami czterolatki
Pełnia zdrowia
3
Nie zwracałam uwagi na nic, co działo się ulicy, tak długo jak mijana osoba nie miała przypominać Claire, czy w oddali miałabym nie zauważyć jakiegoś odjeżdżającego auta. Mój umysł był teraz skupiony tylko na tym. Więc samo poczucie bezsilności całkowicie mnie rozkleiło. Chwilę tak leżałam na ziemi, nosem przytulona niemal do krawężnika, wciąż wydając z siebie tylko dźwięki płaczu.

Czując jednak szturchnięcie w razmię, podniosłam zasmarkaną buźkę, spoglądając na kobietę. Na jej komentarz o zabawce, jednak rozpoczałam się jeszcze bardziej, wyjąc już w niebogłosy.
- Nie-eeeee! - Zaoponowałam, uderzając zakrytymi przydługawymi rękawami piąstkami o ziemię. - Poje... Poje... chali! Sami! - Załkałam, znowu przybliżając główkę do ziemi. Ale może to i lepiej? Taka pozycja chociaż trochę mogła przytłumić moje nieprzyjemne piski, gdy wpadłam w tę nieopanowaną histerię.
Na pewno jedno było łatwo stwierdzić, nawet mimo mojej pozycji. Fizycznie, nic sobie nie zrobiłam. Nie było widać śladów krwi na kolanach czy łapkach, nos też miałam cały. Widać gruby materiał piżamki wystarczająco zamortyzował upadek przy tej zawrotnej prędkości osiągniętej przez ledwie wybudzoną czterolatkę. Jedynym problemem tutaj był tylko mój ryk.

@Kate Lawson
ODPOWIEDZ

Wróć do „Retrospekcje”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 0 gości

Zaloguj się