Eli zdecydowała się wykonać manewr, który wyszedł jej bezbłędnie. Mężczyzna upadł na ziemię z dość głośnym krzykiem. Wyglądało na to, że wszystko poszło całkiem gładko — prawdopodobnie doznał on jakichś kontuzji nóg. Elizabeth bez problemu go ominęła. Widziała, że był jeszcze w szoku i pewnie ma chwilę, zanim ten dobędzie broń i będzie próbował się odegrać za to, co Elizabeth mu zrobiła.
Ona jednak była już trochę dalej, wjechała za winkiel i spostrzegła uciekinierkę, którą gonił tamten. Gaby nie wyglądała wcale aż tak źle, jednak trzymała się w okolicach szyi. Jej ciało było pokryte krwią, która sączyła się z rany właśnie tam. Wyglądało na to, że jakaś kula drasnęła ją w tamtych okolicach, jednak przez nadmiar czerwonej cieczy, klejące się, rude włosy kobiety i oczywiście uciskanie w tamtych rejonach, Eli nie była w stanie stwierdzić, jak poważna była rana.
Gdy podjechała bliżej, Gaby, zdziwiona warczeniem silnika, odwróciła się. Wyglądała jak sarna na drodze, oświetlona reflektorami. Wydawała się nieco przerażona, jednak po chwili odetchnęła z ulgą, widząc, że to jej siostra była za kierownicą. Błyskawicznie odwróciła się, zabezpieczyła broń i podbiegła w jej stronę, pakując się na drugi fotel pasażera. Eli ją ocaliła, znów były tutaj razem.
Gaby spojrzała na siostrę i dodała:
Wtedy też odbezpieczyła swoją broń i sprawdziła ilość naboi. Była gotowa strzelać i atakować z okna, jeśli musiały. Eli będzie musiała się wycofać i przejechać obok tamtego faceta, zanim już totalnie się stąd ewakuują.
Jednak udało jej się. Nie wróci sama.
Marshall, w tym samym czasie, również nie była sama.
— A tam, żadna zabawa!
Powiedział, bo przecież na serio przedstawił się jako Marshall, tak na niego wołali, nie kłamał. Jednak skoro kobieta nie chciała mu wierzyć, to nie będzie się dalej produkował. Chciał nadal pozbyć się tego gnijącego ciała, jednak sytuacja w wozie robiła się coraz gorsza. Zupełnie tak, jakby ten trup wtopił się w siedzenie... Ruszając go, robiło się o wiele gorzej, a sekundy później oboje poczuli smród, jakiego jeszcze nie czuli.
Brak otwartych okien czy jakiejkolwiek klimatyzacji w połączeniu z tym gorącem na zewnątrz... To była dość wybuchowa mieszanka. Na całe szczęście, powoli dochodziło popołudnie i słońce zwijało się z tapety nieba. Jednak trup śmierdział nieubłaganie, a poruszanie całym tym cyrkiem na lewo i prawo, żeby wyprosić gościa z kabiny, było jeszcze gorsze. Zupełnie tak, jakby Habibi wsadził kij w mrowisko albo zaczął mącić ręką w jeziorze. Zrobiło się jeszcze gorzej, jeszcze brudniej. Swąd ciała dał się im jeszcze mocniej we znaki, a finalnie skończyło się to tym, że towarzysz Marshall zwymiotował. Może swąd jego własnego ciała był czymś, do czego mógł się przyzwyczaić. Jednak to było jeszcze gorsze. No i oczywiście nie dało się wyrzucić w całości umarlaka i nadal jechał z nimi na gapę.
Habibi trafił w większości w okno, jednak nie tak całkiem.
A w tym samym czasie zaś, Marshall cały czas musiała prowadzić wóz. Jazda taką bryką nie należała do najłatwiejszych. Niby prowadziła się dość podobnie, jednak gabaryt tego pojazdu sprawiał, że trzeba było planować wszystkie manewry nieco inaczej. Marshall mogła mieć z tym małe problemy, głównie przez brak wprawy i praktyki w przeszłości.
Przejazd nie był tak w całości bez problemów. W pewnym momencie Roosevelt jechała przed siebie, kierując się z pamięci tym, gdzie mniej więcej miała być owa farma, jak i poradami Henry'ego, który zgłosił się do niej na radiu. Kobieta musiała wykonywać pewne manewry, skręcać, wymijać wraki samochodów. W pewnym momencie jednak jej nie wyszło i wjechała ciężarówką w drzewo, stojące przy leśnej drodze.
Ona sama, jak i Habibi, lekko zaryli w okolice szyb czy kabiny, jednak nie było to nic aż tak poważnego. Marshall czuła tylko dość spory ból głowy i widziała jakiś dym pod maską wozu. W jakimś sensie ból spowodowany tym wypadkiem był przyjemny, bo odwracał jej uwagę od ogólnego bólu głowy związanego ze smrodem w kabinie. Nie wyglądało to najlepiej, ale Marshall żyła i powoli wracała do siebie.
Jednak nie tylko w tym sensie, że mogła się poruszać i niczego nie złamała. Poczuła smak krwi w ustach — zagryzła lekko język. Okolice jej łuku brwiowego krwawiły. Jednak chodziło też tutaj o coś więcej — Marshall wiedziała, kim była. Nieco lepiej niż wcześniej. Może szok nieco jej pomógł? W ostatnim czasie przypominała sobie coraz więcej, jednak ten moment mógł być przełomowy.
Kobieta na szczęście nie wjechała do żadnego rowu, a auto nie było w całości skasowane. Jednak zdecydowanie będzie potrzebowała trochę pomocy. Jej towarzysz zaś leżał na desce rozdzielczej, a jego głowa nie podniosła się tak, jak głowa Marshall.
Wtem, usłyszała klekotanie końskich kopyt na asfalcie. Nie była tutaj sama.
@Marshall Roosevelt dalej na:
viewtopic.php?t=540
zaś
@Elizabeth DeShawn dalej tutaj.