Pełnia zdrowia
wszystko i nic
Zaczynając od rzeczy najciekawszych: Axel Cole. Wyglądał trochę jakby wrócił z wojny - zarówno przez to jak wyglądało jego dosztukowane, poniszczone i zabrudzone ubranie, przez liczne i wymagające uwagi rany, jak i charakterystyczny wzrok. Z drugiej strony, ubranie wyglądało na nowe i dzisiaj zniszczone, a Cole, jak i pozostali chłopacy wydawali się... wykąpani. Przy ciągłym braku wody kiedy ostatnio kąpał się Hopkins albo Dewer? Czy był to powód, żeby Axelowi zazdrościć? No cóż.
Ugryzień mieli medycy nie znaleźć. Bandaży na chłopaka nie szczędzono, ale i tak powoli sobie przeciekały. Po kolei jednak! Lewą dłoń i okolice nadgarstka Cole miał pociętą długimi szramami, jak miało się okazać od prób łapania noża. Pomiędzy łokciem a pachą, po wewnętrznej stronie ręki miał kilka, raczej płytkich (ale wciąż) punktowych ran głębokich na 1-2 cm. Lewy bok i brzuch miały mniej i bardziej sączących się plam. Miało to być siedem wartych odnotowania ran kłutych i jeszcze kilka ledwie dziabnięć na które wystarczy plaster. Czy dużo już z niego wyleciało? Ano niemało, bo...
Miller zdziwił się, że jest o coś pytany, a Axel nie jest... cholera wie, usypiany do jakiejś operacji, czy coś? Tak to się dzieje w szpitalu, prawda? Odstawili go, to teraz trzeba wyjść i nie przeszkadzać.
“No jak to co? Wyskoczyła na niego jakaś cipa z kosą! Nie widać? Kurwa, nie wiem, strzelałem się z jakimś łysolem, a potem grzałem gaz do podłogi, Langley go na tyle opatrywał. Jakieś... eee... no z dwadzieścia minut. Dwadzieścia pięć może, co nie? ”
Ostatnie zadał bardziej do Cole`a - to ten miał nowy zegarek, a patrzenie na zegarek to było ostatnie co Landon miał w głowie w trakcie strzelaniny i brawurowej jazdy. Swoją drogą, jak Hopkins wymienił te kilka słów, to zauważył też, że Miller jest... cóż... pobity. I to tak raczej solidnie, raczej pięściami, niż jakimś sprzętem. Oliver zresztą również, chociaż trochę mniej. Landon do tego był bardzo zniecierpliwiony. Do tego na pasku wisiał mu AK, którego nerwowo co chwilę poprawiał.
“Eee... no, ten... coś jeszcze?”
W sensie: czy coś jeszcze Hopkins chciał wiedzieć? Bo Landonowi jakby bardzo się gdzieś spieszyło.
Także: Czy Axel stracił dużo krwi? Tak. Czy zbyt dużo? Możliwe. Czy Malcolm miał doświadczenie z podobnych sytuacji z przeszłości, czy określał na oko i na wyczucie? Czy była szansa, że im się tu przekręci? Z tą ilością sprzętu, medyków i potencjalnych dawców była to raczej mała szansa. Takie przysłowiowe 10% - mało, ale nie zero. Bardziej rozbijało się to o kwestię: ile czasu zajmie chłopakowi dojście do siebie? Jak będą wyglądały blizny? Czy uda się uniknąć powikłań?
Albo jak by to określili pesymiści: dziesięciu na sto by nie uratowali w podobnej sytuacji.
Hopkins nosił coraz więcej czapek. Czapkę mężczyzny. Czapkę ocalałego z apokalipsy. Czapkę partnera w związku. Czapkę medyka. Czapkę członka Rady. Było tych czapek całkiem sporo, z czego kilka nowych. Różne z nich wywoływały różne myśli i pytania w głowie. Na przykład: co teraz się dzieje z Gaby? Albo: co, jak już zużyją ostatni zestaw chirurgiczny? A ostatnio pojawiało się nowe, nawracające regularnie pytanie: czy powinienem teraz zajmować się tym co właśnie robię?
Cole siedział sobie na stole... ktoś zaraz będzie chciał mu zdjąć bandaże... znaczy oderwać, bo przyschnęły = ból. Potem pewnie pomacać, posprawdzać = ból. Potem szycie, czyli przekłuwanie metalową igłą skóry = ból. Eh...
No... jeszcze go jakąś igłą kłują... a nie, to znieczulenie. To jednak zajebiście. Chociaż mogliby zapodać trochę więcej. Było dużo osób na małej przestrzeni. Ktoś niechcący przechodząc obok, żeby coś podać, ucisnąć albo wyjść, kopnął niechcący koc i Axel zauważył, jak materiał zsuwa się z pobladłej dłoni, którą ta sama osoba zaraz przykryła przepraszając. Chyba... chyba też tak nie skończy, prawda? A tak swoją drogą... był tu dla swojego dobra, czyż nie? Więc chyba pozwoliliby mu zapalić, skoro to by go zrelaksowało? Chyba mają trochę wyrozumiałości dla rannego?
Dr. Dewer ledwo zapoznał się z ciekawymi badaniami, a tu już coś nowego się działo! Istny chaos! Zwłaszcza w porównaniu do pracy samemu. Ale hej! Więcej pacjentów to więcej możliwości! Stanislawowi zdecydowanie lepiej analizowałoby się ten przypadek z aromatem tytoniu w ustach. Dostał polecenie przytrzymywania rany. Jeśli to zrobił, to czy ten chłopak wskakiwał w zakres osób, za które Dewer poczuwał się odpowiedzialny? Był jego pacjentem, pacjentem tego tutaj medyka, czy pacjentem ich obu? A tak w ogóle to kto to był? I jak to się stało, że doktorowi (nauk...) trafiło się zadanie z którym poradziłby sobie kulawy szympans? (Albo co gorsza, student.)
@Stanislaw Dewer
@Oliver Langley
@Axel Cole
@Malcolm Hopkins