•  
    Ostatnio krążą następujące plotki:
    - Ashley, Logan i Gaby poszli poszukać benzyny
    - Shin i Lexie poszły na polowanie w okolicach Zoo
    - Malcolm wyruszył z Zoo z misją dyplomatyczną do Akademii Lotniczej
    - Ekipa w Akademii Lotniczej buduje pułapki i ogólnie szykuje się na wojnę

    Mmaggie

    Główny Mistrz Gry

    Morowsky

    Admin

    Plamczak66

    Admin

    Saycia

    Mistrz Gry

    Pogoda

    Wczesne południe, 7 lipca 2023

    Colorado Springs

    Częściowe zachmurzenie, burze
    Od 11° w nocy do 25° w dzień

    WHAT COMES AFTER

     

Podróż Instytut - Akademia Lotnicza

Awatar użytkownika

Wyt

1

Sil

1

Zmy

1

Cha

1

Zre

1

Int

1

Szc

0

wszystko i nic
Boli głowa

Przy sobie:

wszystko i nic
Boli głowa
1
Boli głowa
wszystko i nic
Przejście z: viewtopic.php?p=7522#p7522

Ekipa wyjechała z parkingu przy instytucie na drogę. Było już ciemno — oczywiście mogli sobie tylko i wyłącznie pomarzyć o latarniach i tak dalej. W sumie to rzadko kiedy podróżowali po ciemku, więc Malcolm musiał się dosyć mocno skupiać na drodze. Na szczęście Rosa za nim często wskazywała mu ewentualne przeszkody czy miejsca, na które powinien uważać. Lexie zaś siedziała cicho na pace i wpatrywała się w drogę za nimi. Było ciepło.
Ach, wybacz, jeśli się nie przedstawiłam. Rosa Miller.
Powiedziała kobieta i podała Camille dłoń, jak na przywitanie. Miller wydawała się dosyć konkretną babką i też potraktowała ją konkretnym uściskiem dłoni. Lexie milczała, bo siedziała na pace i nie przysłuchiwała się rozmowie — poza tym wiatr pewnie dzwonił jej w uszach i tak dalej, więc pani Miller wzięła na siebie przedstawienie jej:
To Lexie. Jest z nami prawie od początku. Jej partner został przygnieciony przez gruz zeszłej nocy i stracił dziś nogę. Ciężko jej się po tym pozbierać, ale jest dobra w tym, co robi — dobrze strzela, była w zwiadowcach.
Wyjaśniła Miller. Już na spotkaniu można było zrozumieć, że kobieta zawsze po prostu mówiła, jak jest, nawet jeśli część tych wiadomości to tylko domysły. Nie lubiła plotkować ani nic, ale jak ktoś pytał, to mówiła, co uważa.
Nigdy nie poznałam nikogo takiego. Wybacz, Camille. Jednak nie trać wiary, wiele osób znalazło swoje rodziny. Wygląda na to, że sporo ludzi ze stanu zmierza do Denver. Pewnie też ucieka od pożaru.
Zauważyła Rosa. Nie chciała oczywiście niczego obiecywać, lecz zdecydowanie prawdopodobieństwo odnalezienia rodziny wzrastało, gdy część stanu była pogrążona w ogniu.

Wieści z krótkofalówki były dobre, jednak też nie napawały aż takim entuzjazmem. Eli żyła, ciekawe jednak, co z Gaby? Pewnie mówiąc, że z kimś czeka, chodzi właśnie o nią.
Nie może chodzić... Więc z nimi nie wrócimy.
Odparła, marszcząc lekko czoło. Wiadomo — trzeba było spłacić ten cały dług i odnaleźć ukochaną Malcolma oraz jej siostrę. Jednak patrząc na to przez pryzmat chłodnej kalkulacji... Może lepiej było zostać w obozie? A, cholera wie.
I jaki mamy plan? Po prostu w pełni im ufamy, wchodzimy i rozmawiamy?
Spytała, żeby się upewnić.


@Malcolm Hopkins @Camille Whittman

Podróż Instytut - Akademia Lotnicza

Awatar użytkownika

Wyt

0

Sil

1

Zmy

2

Cha

2

Zre

2

Int

3

Szc

1

Pistolet + 3 magazynki (54szt), 2 noże wojskowe, latarka, papierosy, krótkofalówka, zapalniczka, pusty plecak medyczny.
Zdrowy

Przy sobie:

Pistolet + 3 magazynki (54szt), 2 noże wojskowe, latarka, papierosy, krótkofalówka, zapalniczka, pusty plecak medyczny.
Zdrowy
2
Zdrowy
Pistolet + 3 magazynki (54szt), 2 noże wojskowe, latarka, papierosy, krótkofalówka, zapalniczka, pusty plecak medyczny.
Nie mówił zbyt dużo. Skupiony był na ciągnącej się przed nim drodze, która majaczyła w ciemności. Pełną uwagę poświęcał otoczeniu – ewentualnym przeszkodom, niespodziewanym zakrętom, trupom, które wyłaziły zza rogów. Znów mechaniczna zmiana biegów, palce zaciskały się na kierownicy, noga pracowała na sprzęgle i gazie. Brakowało mu tego; prostych działań, wypraw poza mury, gdzie najważniejszym zadaniem było przeżycie tej małej grupy, w której się znajdował. Nie musiał decydować, odpowiadać na trudne pytanie, wygłaszać przemów, moralizować, błagać, planować, ustawiać, rozkazywać, ciąć, zszywać, pocieszać, udawać. Po prostu był, mocno zakotwiczony w rzeczywistości i najbliższych momentach, a nie dalekosiężnych wyobrażeniach.
Nie myślał o Gaby. Nie chciał. Nie powinien – stałby się zbyt emocjonalny. Musiał podejść do sprawy chłodno, jak najbardziej racjonalnie. Tylko to mogło ją uratować. Jeśli grupa z Akademii dowie się, że z kobietą łączy go coś więcej, żądania nagle się zwiększą. Odsuwał więc od siebie obraz DeShawn, wyłapując słowa Rosy, która przejęła pałeczkę i odpowiadała na pytania Camille.
— Nie było tu żadnego Felixa. Przynajmniej u nas. Ale świat lubi okazywać się bardzo małym miejscem. — Wzruszył ramionami i odetchnął głęboko gdy Miller zadała mu pytanie o plan. Nie miał go, bo nie wiedział z kim przyjdzie im rozmawiać. Jak chętni do współpracy okażą się ludzie z Akademii i jak wielkie będą ich wymagania?
— Nie wiem. Na pewno im nie ufam. Ale jeśli możemy załatwić to dyplomatycznie, musi tak być. Nie mamy szans w czwórkę. Najpierw rozmowa, później targowanie. Wolałbym pozostać w neutralnych stosunkach z grupą, która zapewne jeszcze da o sobie znać. — Jeśli dojdzie do otwarcia ognia, będą musieli uciekać, a siostry DeShawn zmienią się w zakładników z prawdziwego zdarzenia – o ile wciąż będą żywe. — Porozmawiamy, dowiemy się jakie mają żądania. Jeśli możemy pomóc sobie nawzajem, może narodzi się z tego trudna współpraca. Jeśli nie, damy im tyle, ile trzeba żeby odbić naszych, a później upewnimy się, że będziemy silniejsi, gdyby zamierzali do nas przyjść. — Spojrzenie wciąż twardo wlepione miał w teren za szybą.

@Camille Whittman @Mistrz Gry Maggie

Podróż Instytut - Akademia Lotnicza

Awatar użytkownika

Wyt

1

Sil

0

Zmy

1

Cha

0

Zre

1

Int

0

Szc

0

- Plecak 30l
- Nóż Ka-Bar
- Pistolet Beretta M9 + dwa magazynki.
- Karabin M4 + jeden magazynek.
- Mały zestaw do czyszczenia broni.
- Multitool.
- Latarka i zapas baterii.
- Kompas i mapa Colorado.
- Litrowa butelka na wodę oraz składana menażka.
- Linka 15 metrowa.
- Składana płachta.
- Ubranie na przebranie w tym peleryna przeciwdeszczowa.
- Osobisty notatnik, trzy ołówki i rodzinne zdjęcia.
- Jeden bandaż.
Pełnia zdrowia

Przy sobie:

- Plecak 30l
- Nóż Ka-Bar
- Pistolet Beretta M9 + dwa magazynki.
- Karabin M4 + jeden magazynek.
- Mały zestaw do czyszczenia broni.
- Multitool.
- Latarka i zapas baterii.
- Kompas i mapa Colorado.
- Litrowa butelka na wodę oraz składana menażka.
- Linka 15 metrowa.
- Składana płachta.
- Ubranie na przebranie w tym peleryna przeciwdeszczowa.
- Osobisty notatnik, trzy ołówki i rodzinne zdjęcia.
- Jeden bandaż.
Pełnia zdrowia
3
Pełnia zdrowia
- Plecak 30l
- Nóż Ka-Bar
- Pistolet Beretta M9 + dwa magazynki.
- Karabin M4 + jeden magazynek.
- Mały zestaw do czyszczenia broni.
- Multitool.
- Latarka i zapas baterii.
- Kompas i mapa Colorado.
- Litrowa butelka na wodę oraz składana menażka.
- Linka 15 metrowa.
- Składana płachta.
- Ubranie na przebranie w tym peleryna przeciwdeszczowa.
- Osobisty notatnik, trzy ołówki i rodzinne zdjęcia.
- Jeden bandaż.
Jak miło było prowadzić z kimś normalną rozmowę. Podała rękę, ściskając ją krótko, ale szczerze. Nie spodziewała się, że rozmowa z obcą osobą może dać jej tak chwilowy spokój.
Kiedy usłyszała opowieść Rosy, otworzyła szeroko oczy. Nie była pewna, co powinna powiedzieć. W głowie pojawiło się klasyczne „przykro mi”, ale słowa ugrzęzły jej w gardle. Sama zawsze miała wrażenie, że te słowa, wypowiadane przez obcych, brzmią pusto i automatycznie. Zamiast tego skinęła lekko głową, okazując ciszą coś na kształt współczucia i szacunku dla tego, przez co Lexi przeszła. Była pod wrażeniem, że w ogóle zdecydowała się do nich dołączyć. Camille miała wrażenie, że sama nie potrafiłaby się na to zdobyć, gdyby przeszła coś takiego. Zapewne zostałaby w tyle, zbyt przytłoczona tym, co się stało.
Nie mieliście łatwo, co? – zapytała cicho, nie naciskając na szczegóły, ale chcąc dać znać, że jej słucha.
Tak jak się spodziewała, nikt nie widział jej brata. Mimo to poczuła dziwną ulgę. W końcu mogli go widzieć – ale martwego. A tak jeszcze była nadzieja, że wciąż żyje, że znajdzie go w Akademii. Spojrzała na zdjęcie z bladym uśmiechem. Chwilę później wsunęła je z powrotem, by nie kusić losu i nie rozczulać się nad sobą w nieodpowiednim momencie.
To skończony idiota – mruknęła, a potem dodała z wymuszonym, nerwowym śmiechem– Tacy ludzie zazwyczaj mają dużo szczęścia. Pewnie się upił i gdzieś zgubił.
Śmiech brzmiał pusto, ale pozwolił jej powstrzymać łzy.
To jedyna większa grupa w okolicy oprócz was? – zapytała po chwili. W jej głosie słychać było nie tyle ciekawość, co ostrożność. Potrzebowała wiedzieć, czego jeszcze powinna się spodziewać w tej okolicy.
Jestem pod wrażeniem, że udało wam się zorganizować – powiedziała szczerze wciąż się uśmiechając, choć w jej głosie dało się wyczuć nutę smutku. – U nas zapanował taki chaos. Ludzie zrobili sobie grę o tron. Każdy każdemu wrogiem.
Nie dodała nic więcej. Nie wspominała o wojsku. Nie chciała, by ktokolwiek wiedział, że kiedyś należała do tej instytucji. Patrząc teraz na zorganizowaną grupę przed sobą, miała wrażenie, że to zupełnie inny świat. Nie idealny, na pewno niebezpieczny, ale przynajmniej nie pogrążony w tym samym absurdzie, w którym tkwiło jej dawne otoczenie.

@Mistrz Gry Maggie @Malcolm Hopkins

Podróż Instytut - Akademia Lotnicza

Awatar użytkownika

Wyt

1

Sil

1

Zmy

1

Cha

1

Zre

1

Int

1

Szc

0

wszystko i nic
Boli głowa

Przy sobie:

wszystko i nic
Boli głowa
4
Boli głowa
wszystko i nic
W porządku. Wesprę cię, gdy tylko będę mogła. Masz ogólnie nasze wsparcie, Malcolm. Obozu. Wszystko to nie spoczywa tylko na twoich barkach, pamiętaj. Jesteśmy w tym razem.
Stwierdziła pani Miller i jakimś cudem nie brzmiało to jakoś specjalnie rozczulająco, osobiście czy po prostu zbyt "słodko". Miller taka nie była, więc kiedy wychodziły od niej tego typu słowa, były one po prostu szczere. Była w stanie stanąć za Malcolmem i nie bała się przyznać do tego, że po prostu zaakceptuje jego decyzje, jakie by nie były. Potrzebowali silnego lidera, który właśnie takie decyzje podejmie, a nie będzie zwlekać aż do końca.
Tłoczno się robi w tym Colorado. To musi być przez pożar, prawda?
Spytała i w sumie było to nieco pytanie retoryczne. To musiało być przez ogień. Ludzie, którzy chowali się po lasach i okolicach, byli teraz zmuszeni migrować w specyficznym kierunku. Z opowiadań innych w bazie wynikało, że ludzi wokół tylko coraz więcej. Nie podobało jej się to. Breckenridge wydawało się wyizolowane, a tutaj? Wciąż ktoś, coś.

Na stwierdzenie Camille, Rosa tylko wzruszyła ramionami.
Wszyscy nie mieli łatwo.
Przyznała. Gdzie tylko się nie popatrzyło, wszędzie była jakaś tragedia i nie było w tym niczego zaskakującego.
Wygląda na to, że jest tutaj jeszcze więcej grup. Jedni z naszych zwiadowców spotkali jeszcze innych ludzi. Też w ciągu ostatnich dni odbieraliśmy sporo przekazów radiowych, więc nie... nie jesteśmy jedyni i oni też nie są. Roi się tutaj od ludzi.
Stwierdziła pani Miller, spoglądając w okno. Było ciemno, ciężko było cokolwiek zobaczyć bez latarni i tak dalej.
Też mieliśmy swoje wzloty i upadki.
Stwierdziła, przewracając oczami. Nie chciała, żeby Camille miała błędne pojęcie o ich ekipie — w rzeczywistości to było... różnie. Raz lepiej, raz gorzej. Gdyby Whittman mogła zobaczyć, co mieli w Breckenridge...

@Malcolm Hopkins @Camille Whittman

Podróż Instytut - Akademia Lotnicza

Awatar użytkownika

Wyt

0

Sil

1

Zmy

2

Cha

2

Zre

2

Int

3

Szc

1

Pistolet + 3 magazynki (54szt), 2 noże wojskowe, latarka, papierosy, krótkofalówka, zapalniczka, pusty plecak medyczny.
Zdrowy

Przy sobie:

Pistolet + 3 magazynki (54szt), 2 noże wojskowe, latarka, papierosy, krótkofalówka, zapalniczka, pusty plecak medyczny.
Zdrowy
5
Zdrowy
Pistolet + 3 magazynki (54szt), 2 noże wojskowe, latarka, papierosy, krótkofalówka, zapalniczka, pusty plecak medyczny.
Jesteśmy w tym razem. Oczywiście, że byli. Wierzył, że ludzie wciąż mu ufali i chcieli, by próbował naprawić to, co zostało zepsute, ale czy na pewno potrafił? Zmieniał się, widział to doskonale. Jak wiele czasu minie, zanim stanie się kolejnym despotycznym głosem, który zagubi się w obowiązkach i obietnicach? Mógł mieć wokół siebie ludzi, którzy pomogą mu unieść ciężar podejmowanych decyzji, ale nie ochronią go przed samym sobą. I tym, czym może się stać, jeśli tylko struna cierpliwości zostanie przerwana.
— Wiem — odpowiedział tylko, nie patrząc na Rosę. Cieszył się, że nie musiał tego robić. Oczy wlepione w drogę za szybą przeskakiwały pomiędzy kolejnymi punktami, próbując wyłapać istotne szczegóły. Nie myślał zbyt wiele o tym, co ma nadejść. I tak nie mógł się przygotować – lepiej, by nie układał w głowie scenariuszy, które nigdy nie dojdą do skutku. Zajmował więc umysł słuchaniem rozmowy prowadzonej przez kobiety. Faktycznie, ostatnimi czasy wpadali na coraz większą liczbę obcych frakcji, co zdecydowanie wzbudzało niepokój. Im więcej ludzi na tym samym terenie, tym większe tarcia o zapasy. Nawet jeśli w jakiś sposób uda im się dogadać, konflikty nie zostaną zażegnane – zawsze będzie coś, o co zmuszeni będą walczyć.
— Każdy chce dobrze dla swoich ludzi. Jesteśmy więc w impasie. Albo nauczymy się funkcjonować obok siebie, albo nie będziemy mieli tu żadnego życia. — Zerknął na Camille, która siedziała tuż obok. — Ostatnio mieliśmy w większości upadki. I nie pozwolę na to, by ciągnęło się to dalej. Wszscy jesteśmy ze sobą blisko, ale każdy w końcu osiąga limit. — Wydawał się łagodniejszy, niż na początku. Wciąż drażliwy i dziwnie zacięty, ale widocznie zaczął zwracać się do kobiety cieplej. W końcu nic z tego co się działo nie było jej winą. Próbowała przeżyć, jak oni wszyscy.

@Camille Whittman @Mistrz Gry Maggie

Podróż Instytut - Akademia Lotnicza

Awatar użytkownika

Wyt

1

Sil

0

Zmy

1

Cha

0

Zre

1

Int

0

Szc

0

- Plecak 30l
- Nóż Ka-Bar
- Pistolet Beretta M9 + dwa magazynki.
- Karabin M4 + jeden magazynek.
- Mały zestaw do czyszczenia broni.
- Multitool.
- Latarka i zapas baterii.
- Kompas i mapa Colorado.
- Litrowa butelka na wodę oraz składana menażka.
- Linka 15 metrowa.
- Składana płachta.
- Ubranie na przebranie w tym peleryna przeciwdeszczowa.
- Osobisty notatnik, trzy ołówki i rodzinne zdjęcia.
- Jeden bandaż.
Pełnia zdrowia

Przy sobie:

- Plecak 30l
- Nóż Ka-Bar
- Pistolet Beretta M9 + dwa magazynki.
- Karabin M4 + jeden magazynek.
- Mały zestaw do czyszczenia broni.
- Multitool.
- Latarka i zapas baterii.
- Kompas i mapa Colorado.
- Litrowa butelka na wodę oraz składana menażka.
- Linka 15 metrowa.
- Składana płachta.
- Ubranie na przebranie w tym peleryna przeciwdeszczowa.
- Osobisty notatnik, trzy ołówki i rodzinne zdjęcia.
- Jeden bandaż.
Pełnia zdrowia
6
Pełnia zdrowia
- Plecak 30l
- Nóż Ka-Bar
- Pistolet Beretta M9 + dwa magazynki.
- Karabin M4 + jeden magazynek.
- Mały zestaw do czyszczenia broni.
- Multitool.
- Latarka i zapas baterii.
- Kompas i mapa Colorado.
- Litrowa butelka na wodę oraz składana menażka.
- Linka 15 metrowa.
- Składana płachta.
- Ubranie na przebranie w tym peleryna przeciwdeszczowa.
- Osobisty notatnik, trzy ołówki i rodzinne zdjęcia.
- Jeden bandaż.
Camille nie wtrącała się, kiedy Rosa zwracała się do Malcolma. Wpatrywała się w oświetloną reflektorami drogę, obserwując, jak światło samochodu tnie ciemność. Z każdą minutą czuła coraz większe zmęczenie. Ostatni raz spała na drzewie. Pamiętała dobrze, jak każdy nerw w plecach dawał jej o sobie znać. Teraz, gdy siedziała w ciepłym aucie z normalną szybą, miała wrażenie, że ciało zaczyna się poddawać. Gdyby tylko na chwilę przymknęła oczy, pewnie zasnęłaby natychmiast.
Nie wiem, czy to tylko wina pożaru – odezwała się w końcu – Nebraska to pustostan, zwłaszcza teraz. Bez prądu, bez wody…to miejsce nie ma już nic do zaoferowania. Twój sąsiad mieszkał kilka kilometrów dalej, dzieliły was pola, a łączyła jedna droga. Ludzie wariowali na takich pustkowiach. Nie było dokąd uciec, gdzie się schować. Myślę, że większość z nich zaczęła stamtąd znikać jeszcze zanim wszystko się posypało.
Ziewnęła, zasłaniając usta dłonią. Jej powieki stawały się cięższe, a głowa coraz częściej opadała w stronę szyby. Jednostajny dźwięk drogi działały jak kołysanka.
Pokonałam sporo kilometrów zanim na kogoś wpadłam. Emei i Jacob byli pierwszymi ludźmi, których spotkałam od dawna – kontynuowała, próbując utrzymać rozmowę, żeby nie zasnąć. – Dlatego trochę mnie zaskoczyło, że was tu tylu jest. Jacob… – zawahała się. – Przedstawił się jako Ryan. Kiedy Gaby go zobaczyła, była w szoku. A ja…cóż, ja zaczęłam na niego wrzeszczeć, a on po prostu odszedł. Może nie uciekł, ale wyglądało to jak ucieczka. Myślałam, że chciał im pomóc. Obie były ranne. Dobrze zrozumiałam, że zmarł mu ktoś bliski? Mam lekkie wyrzuty sumienia, że wrzeszczałam na niego.
Skrzywiła się na wspomnienie zakrwawionych dłoni i widoku Eli, której blada twarz nie dawała spokoju. Przesunęła palcami po dłoniach, czując zaschnięte plamy krwi. Miała nadzieję, że kobiety żyją, że przynajmniej teraz są bezpieczne. Myślała też o tamtym.
Jasne, każdy chce dobrze dla swoich ludzi – powiedziała po chwili ciszy. – Ale jakim kosztem? Porywać dwie ranne kobiety, by im pomóc tylko wtedy, gdy coś dostaną w zamian? To nie pomoc. To okup. To nie jest bycie dobrym dla swoich ludzi tylko tworzenie sobie wrogów.
Zorientowała się, że jej głos staje się ostrzejszy, niż chciała. Urwała w pół zdania i odetchnęła.
Może lepiej się zamknę – dodała ciszej.
Nie była osobą, która powinna kogokolwiek oceniać. Wszyscy zrobili coś, czego żałowali. Różnica była tylko taka, że kiedyś istniało prawo, które jeszcze trzymało ludzi w ryzach. Teraz już nic ich nie powstrzymywało.

@Mistrz Gry Maggie @Malcolm Hopkins

Podróż Instytut - Akademia Lotnicza

Awatar użytkownika

Wyt

1

Sil

1

Zmy

1

Cha

1

Zre

1

Int

1

Szc

0

wszystko i nic
Boli głowa

Przy sobie:

wszystko i nic
Boli głowa
7
Boli głowa
wszystko i nic
Ryan, ciekawe...
Odparła kobieta i przewróciła oczami. Camille pewnie powoli mogła budować sobie obraz tego człowieka i tego, jak został zapamiętany przez innych z tej grupy. Rosa nie była pod wrażeniem i niezbyt chciała o nim rozmawiać, a gdy Camille zadała pytanie, ta zagryzła usta i spojrzała na Malcolma. Mieli właściwie tyle czasu, żeby opowiedzieć o tym wszystkim Camille? Wcześniej Rosa była dosyć otwarta, ale teraz ta opowieść łączyła się też z jej prywatnymi przeżyciami i szybko okazało się, że tych Rosa nie chciała aż tak bardzo dzielić z nieznajomymi. Poza tym, to jakby Camille poznała całą tę historię, to mogłoby się to skończyć różnie...
Nie, mów, dobrze będzie... Jakoś to wszystko lepiej zrozumieć. Wiesz, przedyskutować i zobaczyć wszystkie opcje...
Wydukała i sama przetarła oczy. Musiała powiedzieć to na głos.
Przepraszam, jestem kompletnie wykończona. Cały dzień wrażeń.
Powiedziała, zakładając, że pewnie każde z nich mogłoby powiedzieć dokładnie to samo. Jednak taka była po prostu prawda — byli na skraju wytrzymania i w dodatku pakowali się w paszczę lwa. Rosa milczała już do końca podróży, dając Malcolmowi możliwość wypowiedzenia się i ocenienia przemyśleń Camille.

Grupa jednak zbliżała się coraz bliżej do miejsca, które określano jako Akademię Lotników. Wyglądała podobnie jak wcześniej, kiedy Rosa widziała to miejsce, i jak opisywała je innym.

Akademia Lotnicza Sił Powietrznych USA pojawiła się w ciemnościach, rozciągając się wręcz kilometrami wzdłuż zboczy okolicznych gór Kolorado. Położona była oczywiście niedaleko miasta Colorado Springs, którego jednak nie widzieli przez ciemność. Akademia ciągnęła się kilometrami, a potem znikała w mroku.

Zbliżając się do niej samochodem, ekipa mogła dostrzec kontury głównych budynków — wojskowe, ułożone w równych rzędach. Pomiędzy nimi były betonowe place apelowe z wyblakłymi liniami. Teren był dosyć zaniedbany, bo porastały go wysokie trawy. Jednak wiadomo, nie widzieli aż tak dużo — tylko to, co oświetlały reflektory.

Wokół było sporo hangarów, a niektóre były otwarte lub częściowo zablokowane jakimiś wrakami.

Zewnętrzne drogi prowadzące do kampusu były przejezdne, choć częściowo zarośnięte. Główna brama była zamknięta, ale gdy tamci zbliżyli się do tego miejsca, zobaczyli, że ktoś puszcza im sygnał przy użyciu latarki niedaleko wejścia.

@Malcolm Hopkins @Camille Whittman

Podróż Instytut - Akademia Lotnicza

Awatar użytkownika

Wyt

0

Sil

1

Zmy

2

Cha

2

Zre

2

Int

3

Szc

1

Pistolet + 3 magazynki (54szt), 2 noże wojskowe, latarka, papierosy, krótkofalówka, zapalniczka, pusty plecak medyczny.
Zdrowy

Przy sobie:

Pistolet + 3 magazynki (54szt), 2 noże wojskowe, latarka, papierosy, krótkofalówka, zapalniczka, pusty plecak medyczny.
Zdrowy
8
Zdrowy
Pistolet + 3 magazynki (54szt), 2 noże wojskowe, latarka, papierosy, krótkofalówka, zapalniczka, pusty plecak medyczny.
Nie tylko Rosa nie chciała rozmawiać o Jacobie. Malcolm również wolał nie zaprzątać sobie głowy jego osobą, nawet jeśli jego temat wciąż wracał, zupełnie jakby mężczyzna ten był cieniem, który wciąż za nimi podążał. Postanowił ich zostawić, choć przecież miał być odpowiedzialny – to zdecydowanie nie było coś, co łatwo odwrócić.
— Ryan, a raczej Jacob… nie jest warty twojej uwagi. Zależy mu głównie na sobie, co być może nie jest tak złym podejściem w dzisiejszych czasach. Po prostu zawiódł nasze zaufanie — odpowiedział zdawkowo, nie chcąc zagłębiać się w szczegóły. Zbliżali się do Akademii i nie mieli zbyt wiele czasu na snucie historii z przeszłości. Tym bardziej, że zachowanie Tate’a wobec Elizabeth i Gaby tylko potwierdzało, że nic w jego podejściu się nie zmieniło. Gdyby im pomógł – a jednak tego nie zrobił – zapewne szukałby w tym jedynie sposobu na uzyskanie korzyści. Jak widać nie tylko on kierował się tym tokiem myślenia. Otaczali ich ludzie, którzy próbowali łapać każdy kąsek, byleby tylko poradzić sobie w tych trudnych czasach. Hopkins obawiał się, że to coś, czego i oni muszą się w końcu nauczyć.
— Tak, to okup. Ale liczę, że jednak możemy się dogadać. Musimy, jeśli chcemy jakoś przetrwać. — Wzruszył ramionami, jakby był to fakt, który miał przyjąć. Skoro mleko zostało rozlane, musieli poradzić sobie z konsekwencjami, które nadeszły.

Akademia była miejscem, którego potrzebowali. Bezpiecznym, usytuowanym lepiej niż Instytut, zapewne samowystarczalnym. Mogliby tu zamieszkać, gdyby nie fakt, że było już zajęte. Mieszkańcy tego miejsca mogli okazać się sojusznikami (choć początki zdecydowanie nie należały do najprostszych) albo kolejną grupą, której powinni unikać. Poznawanie nowych ludzi zawsze wiązało się z ryzykiem, ale podejmowanie go wpisywało się w obecny porządek świata.
Brama nie otworzyła się, gdy podjechali pod ogrodzenie. Malcolm zmrużył oczy i już chciał wyciągnąć krótkofalówkę, by poinformować o swoim przybyciu, ale mrugające światło latarki przyciągnęło jego uwagę. Niemożliwe, że nie wiedzieli o ich przyjeździe – teren musiał być obserwowany. Czemu jednak próbowali skontaktować się z nimi w taki sposób?
— Sprawdzę to z Rosą, Camille poczekaj z Lexie w samochodzie.
Faktycznie opuścił wóz. Nie sądził, że cokolwiek im zagrażało, przecież żadna z grup nie chciała tworzyć sobie wrogów. Po co pomagaliby Elizabeth i Gaby, jeśli zamierzaliby rozstrzelać ich po przyjeździe na miejsce? Ale nawet jeśli pozornie byli tu gośćmi, ręka Hopkinsa usytuowana była blisko kabury – na wszelki wypadek.

@Mistrz Gry Maggie @Camille Whittman

Podróż Instytut - Akademia Lotnicza

Awatar użytkownika

Wyt

1

Sil

0

Zmy

1

Cha

0

Zre

1

Int

0

Szc

0

- Plecak 30l
- Nóż Ka-Bar
- Pistolet Beretta M9 + dwa magazynki.
- Karabin M4 + jeden magazynek.
- Mały zestaw do czyszczenia broni.
- Multitool.
- Latarka i zapas baterii.
- Kompas i mapa Colorado.
- Litrowa butelka na wodę oraz składana menażka.
- Linka 15 metrowa.
- Składana płachta.
- Ubranie na przebranie w tym peleryna przeciwdeszczowa.
- Osobisty notatnik, trzy ołówki i rodzinne zdjęcia.
- Jeden bandaż.
Pełnia zdrowia

Przy sobie:

- Plecak 30l
- Nóż Ka-Bar
- Pistolet Beretta M9 + dwa magazynki.
- Karabin M4 + jeden magazynek.
- Mały zestaw do czyszczenia broni.
- Multitool.
- Latarka i zapas baterii.
- Kompas i mapa Colorado.
- Litrowa butelka na wodę oraz składana menażka.
- Linka 15 metrowa.
- Składana płachta.
- Ubranie na przebranie w tym peleryna przeciwdeszczowa.
- Osobisty notatnik, trzy ołówki i rodzinne zdjęcia.
- Jeden bandaż.
Pełnia zdrowia
9
Pełnia zdrowia
- Plecak 30l
- Nóż Ka-Bar
- Pistolet Beretta M9 + dwa magazynki.
- Karabin M4 + jeden magazynek.
- Mały zestaw do czyszczenia broni.
- Multitool.
- Latarka i zapas baterii.
- Kompas i mapa Colorado.
- Litrowa butelka na wodę oraz składana menażka.
- Linka 15 metrowa.
- Składana płachta.
- Ubranie na przebranie w tym peleryna przeciwdeszczowa.
- Osobisty notatnik, trzy ołówki i rodzinne zdjęcia.
- Jeden bandaż.
Ich zdawkowe odpowiedzi tylko podsycały ciekawość Camille. Wcześniej Rosa rozmawiała z nią bez problemu, otwarcie. Teraz jednak zamilkła, a każde kolejne pytanie odbijało się od niej jak od ściany. Camille uwierzyła, że to kwestia zmęczenia, ale coś w zachowaniu kobiety nie dawało jej spokoju. Czuła, że w powietrzu wisi coś niewypowiedzianego. Malcolm też nie był wylewny. Sprawiał wrażenie, jakby nic nie zamierzał tłumaczyć, jakby cała ta rozmowa była dla niego tylko stratą czasu. Camille zastanawiała się, czy naprawdę był tak obojętny, czy po prostu nie chciał rozmawiać. Zawiódł nasze zaufanie — te słowa krążyły jej po głowie. Co to właściwie znaczyło? Czym mógł zawieść? Zrobił coś, co kosztowało kogoś życie? Zdradził? Nie chciała od razu wydawać wyroków, nie miała do tego prawa, ale umysł sam podsuwał najgorsze scenariusze. Morderstwo z premedytacją było tym, co przyszło jej do głowy jako pierwsze. To był według niej najgorszy scenariusz. Nie znała tego człowieka, a mimo to coś ją w nim niepokoiło. Może to tylko zmęczenie i napięcie, które rosło w niej od kilku dni, może zwykła intuicja. Nie wiedziała. Od tej dwójki niczego więcej się dziś nie dowie.
Trzeba będzie znaleźć kogoś innego, pomyślała. Kogoś, kto nie będzie tak zamknięty, kto powie jej coś o Jacobie — o tym, kim naprawdę był i dlaczego wszyscy mówili o nim z taką rezerwą. Była już zbyt głęboko w to wszystko wciągnięta, żeby teraz odpuścić.
Mogłyśmy się chwilę zdrzemnąć, a nie gadać – mruknęła w końcu zrezygnowana, z lekkim uśmiechem.
Gdy dojechali na miejsce, nie czekała, aż Malcolm coś powie. Od razu wysiadła z auta, rozciągając się po podróży. Stawy strzeliły cicho.
Poczekam, poczekam. Daj mi tylko kości rozprostować – odpowiedziała, gdy usłyszała, że ma zostać z Lexi.
Myślała, że będzie mogła wejść z nimi do środka, ale może faktycznie tak było lepiej. W środku i tak nie miałaby zbyt wiele do zaoferowania.
Uważajcie na siebie.

@Mistrz Gry Maggie @Malcolm Hopkins

Podróż Instytut - Akademia Lotnicza

Awatar użytkownika

Wyt

1

Sil

1

Zmy

1

Cha

1

Zre

1

Int

1

Szc

0

wszystko i nic
Boli głowa

Przy sobie:

wszystko i nic
Boli głowa
10
Boli głowa
wszystko i nic
Rosa pozwoliła Malcolmowi się wypowiedzieć i nie wtrącała się. Nie miała nic do dodania o tym człowieku, a poza tym nie chciała się już irytować na to wszystko. Rozmyślanie o Jacobie i rozmawianie o nim przyprawiłoby ją tylko o ból głowy, a już i tak była wkurwiona i zmęczona. Malcolm wydawał się o wiele bardziej dyplomatyczny, co — Rosa miała nadzieję — przyda się im później.

Rosa spojrzała na Camille, a następnie wyszła z pojazdu. Całe szczęście, że kobieta nie protestowała i posłuchała planu Malcolma. Kobieta lekko drżała, zamknęła za sobą drzwi i powiedziała kilka słów do Lexie, która zeszła z paki i dołączyła do Camille, która wyszła z wozu, żeby wreszcie rozprostować kości.

Podróż nie była jakoś specjalnie długa, ale zdecydowanie minęła im w napięciu. Na zewnątrz było cicho i ciemno, nie było słychać ptaków ani zwierząt, a w tle widać było miasto — Colorado Springs. W przeszłości dość mocno zaludnione, pełne ludzi i samochodów. Teraz jednak miasto duchów.

Azjatka zeszła z paki i stanęła przy Camille. Wydawała się zamyślona, może lekko nieobecna? Jednak czuła się też przytłoczona tą ciszą, więc westchnęła głośno, żeby jakoś zagaić do Whittman.
No to poczekamy sobie...
Stwierdziła, zarzucając jakąś oczywistością, żeby tak nie stały tutaj same, w ciszy. W okolicy nie słychać nawet było żadnych trupów ani kroków w ich stronę, ale wszechobecna ciemność przytłaczała.
Może lepiej będzie poczekać w wozie?
Spytała. Kobieta miała lekko podkrążone oczy i pufiaste policzki, czerwone. Ewidentnie był to dla niej ciężki dzień, jednak mimo to nadal trzymała przy boku karabin, gotowa je w razie czego obronić.

W tym samym czasie Rosa i Malcolm podeszli pod błyskające światło latarki. Miller się nie odzywała, bo w sumie co więcej mogła tutaj powiedzieć? O ile Malcolm niczego nie powiedział, to szli tak w milczeniu, zobaczyć, co tym razem sprezentuje im los.

Po drugiej stronie bramy stał starszy mężczyzna i kobieta w średnim wieku, oboje uzbrojeni zarówno w broń białą, jak i palną. Wyglądali na przygotowanych na tę całą apokalipsę, jak i na rozmowę. Mężczyzna zaczął. Lubił konkrety.
Widzę, że się nie spóźniacie z tymi zapasami. To dobrze. Twoje dziewczyny żyją. Dostały pomoc. Ale póki nie staną na nogi, zostają tutaj.
Powiedział, zwracając się bezpośrednio do Malcolma.
Żeby było jasne, nie robię z tego handlu żadnymi ludźmi, nigdy wcześniej tego nie zrobiliśmy. Ale nie wypuszczę rannych, które ledwo żyją.
Dodał po chwili. Jego słowa sprawiły, że Rosa była lekko zdezorientowana. Jakby wyciął te kwestie z dialogu, który prowadził z samym sobą w głowie. O co mu chodziło? Na szczęście kobieta dodała od razu:
Tak, tak. Dobrze was widzieć, Malcolm, prawda? To Walter, a ja to Sally. Wasze koleżanki żyją i mają się dobrze, z tego co wiem, zażywają kąpieli. Zresztą, sami możecie się przekonać — dostały jedzenie, leki, łóżko. Lepsze warunki, niż poniektórzy teraz mają. Ale póki są na naszych lekach i w naszej placówce, to my odpowiadamy za ich bezpieczeństwo. Rozumiecie? Więc nie będzie żadnego pośpiechu, kłótni czy szarpanin. Najpierw porozmawiamy, a potem się wymienimy. W porządku?
Wyjaśniła kobieta spokojnym głosem. Chciała nieco załagodzić tę sytuację i wyjaśnić, co Walter miał na myśli, co chciał im przekazać. Następnie była gotowa wpuścić ich do środka, przez główną bramę, by porozmawiać.
Możecie zostawić samochód w środku, za bramą.
@Malcolm Hopkins @Camille Whittman

Wróć do „WYPRAWY”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

Zaloguj się