Zdrowa
Nóż myśliwski, beretta m9 + 2 magazynki (30 naboi), zdjęcie rodzinne, stary, zmodyfikowany iPod, słuchawki douszne, krótkofalówka, plecak trekkingowy, ładowarka Dynamo, prowiant (batonik miodowo-żurawinowy, kawałek suchego mięsa, czekolada - 1 RŻ), latarka, karabinek Ruger 10/22-FS kal .22LR + 3 magazynki (23 naboje)
Pokiwała głową do Eleny. Skoro chce prowadzić, to droga wolna. Oczywiście nie widziała jeszcze nigdy, jak prowadzi, a przynajmniej nie zwracała na to uwagi, bo zazwyczaj nie jeździła w jednym samochodzie z Sinclair. Skoro jednak czuła się pewnie, to zakładała, że nie powinno być kłopotu. Wsiadła więc z przodu na siedzeniu pasażera, obok lekarki. Zerknęła do tyłu, by się upewnić, że Shin także jest z nimi usadowiona. Wtedy kiwnęła głową do Eleny, że mogą jechać. W międzyczasie Claire poświęciła moment, by zapiąć pasy. Nawet po końcu świata należy pamiętać o bezpieczeństwie! Komunikaty ze swojego radia przyjęła kiwnięciem głową, bo na razie nie widziała sensu, by cokolwiek transmitować.
Kiedy zapytała się (nie zapytała) Shin o jej dołączenie się do ich ekspedycji, to nie zawiodło ją to, że kobieta postanowiła trochę o tym opowiedzieć. Tak więc zwiadowczyni wysłuchała jej wypowiedzi. Jej wzrok był cały czas skupiony albo na drogę przed nimi, albo na widok rozciągający się za boczną szybą po jej prawej stronie. Można było zauważyć, że pokiwała czasami głową, słuchając Shin. Absorbowała jej słowa i przyjmowała do wiadomości. Dopiero postanowiła zerknąć kątem oka do tyłu, gdy Azjatka wspomniała o jakimś argumencie dyplomatyczny. Wtedy to Williams spostrzegła, że chodziło jej o kałacha, którego miała przy sobie. Claire uśmiechnęła się lekko, lewym kącikiem ust.
— Widzę, że jesteś gotowa na potencjalne 'agresywne negocjacje' — zapożyczyła powiedzenie, jakie usłyszała dawniej dawno, oglądając Gwiezdne Wojny. Nie był to sarkazm, czy wyśmiewanie. Jeśli już, to w spojrzeniu Claire można było dostrzec... aprobatę. W dzisiejszych czasach lepiej jest być przygotowanym na wszystko. Zwłaszcza na ewentualność, że trafi się na niezbyt przychylnych obcych ludzi. Williams mogłaby się nawet kłócić, że to właśnie żywi ludzie byli często większym zagrożeniem od trupów. Z zarażonymi to przynajmniej wiadomo, o co chodzi. Łatwo ich przewidzieć. Z ludźmi? Niezbyt. Kiedy Shin zadała ostatnie swoje pytanie, o Malcolma i pozostałych, to uśmiech zniknął z twarzy Claire. Zastąpiony został przez kamienny wyraz twarzy.
— Nie ma mowy, że kogokolwiek zostawimy — powiedziała absolutnie poważnie, szczerze i tonem, który nie pozostawiał w jej mniemaniu pola do dyskusji. Oczywiście miała nadzieję, że nie dojdzie do tego, ale gdyby ktoś jej zasugerował, że mieliby porzucić ich ludzi, zwłaszcza Malcolma, czy siostry DeShawn, to Claire urwałaby łeb. Zwłaszcza z Malcolem, który zaryzykował wszystko, by pojechać z nią w piekło Denver i wrócił. Claire odwróciła się ponownie do przodu, obserwując drogę.
— Ale wątpię, by do tego doszło. Ufam Malcolmowi i jest jednym z ludzi, którzy mają łeb na karku. Jeśli ktokolwiek jest w stanie sprowadzić naszych bezpiecznie do domu, to on — dodała po chwili, kładąc łokieć na bocznych drzwiach i opierając na swojej pięści prawy policzek, wzrok wciąż skupiony na drodze przed nimi.
— Elena, kojarzysz czy... możesz mi przypomnieć, czy wiemy, jak długo się jedzie na tę farmę? — zapytała się, odrobinę zmieniając pozycję głowy, by móc zerknąć na kierowcę ich pojazdu.
@Mistrz Gry Maggie @Shin Satou