Elena stała obok Shin i popatrzyła na Claire, jakby właśnie zobaczyła ducha. Szczerze, to po prostu nie była przyzwyczajona do takich rozmów, w takim stylu. Zwykle siadała przy stole, dyskutowała, a nie była po jednej czy po drugiej stronie lufy karabinu. Tak czy siak, Claire chciała jej opinii, a Elena, będąc osobą, która dosyć dobrze dopasowuje się do różnych sytuacji, wolała pozostać w ciele nienaznaczonym kulami, więc pokiwała głową. Zawsze bezpieczniej będzie pozostać po tej samej stronie i dalej dyskutować, niż ich antagonizować, prawda?
Claire na szczęście miała więcej dobrych pytań do zadania, na co mężczyzna po drugiej stronie powiedział:
“ Tamta kobieta, z nami. To jej syn, krewny, pobiegła go szukać. Cóż, lepszego argumentu wyjaśniającego to, że tam jest, nie znajdę! ”
Dodał, lekko podniesionym głosem. Zależało mu na tym, żeby było go dobrze słychać. Następne słowa tylko zapewniły go w przekonaniu, że jakoś to się uda. Jakoś to będzie. Elena ruszyła do wozu, jednak słysząc słowa Shin, lekko się zmartwiła. Nie, żeby coś, nie była matką tej młodej ani nic w tym rodzaju, jednak czuła, że skoro jest już w ich drużynie, to powinna w jakimś sensie ją chronić. Ot, taka krótka myśl, której jednak Doktor Sinclair nie chciała przeobrazić w cokolwiek innego. Poszła z Claire do wozu, jednak zanim siadła, wyjęła karabiny z bagażnika.
Powiedziała, siadając grzecznie na fotelu pasażera.
Powtórzył po Ashley i zajął miejsce kierowcy, a następnie odpalił silnik. Rzucił jeszcze okiem za siebie, by upewnić się, że młoda jest na pace, i ruszył.
Ashley w tym czasie poderwała swojego drona. Mogła bardzo, bardzo wyraźnie zobaczyć wszystko, co było na miejscu akcji. Znaczy... wiadomo, były to głównie ciepłe punkty w różnych miejscach na termowizji. Pomimo dobrej obsługi drona, cała sytuacja jednak nie wyglądała na szczególnie przyjazną. Ekipa z konwoju była porozstawiana przy samochodach, a po chwili wsiedli i zaczęli jechać w innym kierunku, dalej od nich. Mieli farta, bo był to przeciwny kierunek niż ten z któego szła horda trupów. W okolicy widać było sporo trupów, naprawdę sporo. Ashley zobaczyła, że po ostatnim dosyć sporo się zmieniło — horda zaczęła się formować z małych grup oddalonych od siebie o kilkadziesiąt metrów, zwabiona fajerwerkami i strzałami. Praktycznie większość trupów z okolicy szła w tamtym kierunku, więc przejazd tam od ich strony to jak pakowanie się w paszczę potwora. Zdecydowanie niebezpiecznie. Mogła pożegnać Noah i Rose, którzy teraz pewnie byli jednymi z tych ciepłych kropek, zmierzających w stronę... Cóż, prawdopodobnie śmierci. Od ich strony praktycznie nie było żadnego przejazdu w tamtym kierunku z uwagi na trupy. Chyba że mieli zamiar się przebijać, albo jechać totalnie off-road? Wtedy... Być może mogliby wyminąć niektóre trupy nieco lepiej, jadąc polami. Jednak nie było to coś, co uda się ich towarzyszom z tyłu, w ich samochodziku. Albo mogli też zrobić coś innego, może odwrócić stronę, w którą szła horda? Zawsze mogli też próbować objechać tę całą imprezę jeszcze szerszym łukiem i jechać w tamtą stronę, gdzie ma zamiar zmierzać konwój — mogli ich śledzić, jednak to zajmie im sporo czasu. Tak czy siak, strzelanina tam dobiegła końca i cholera wie, co dalej.
@Claire Williams @Shin Satou @Ashley Blackwood