Scott pracował nad wszelkimi usprawnieniami w ich nowej bazie, czasem poważnymi, zasilaniem, komunikacją, naprawami ogrodzeń, czasem zupełnie prozaicznymi jak chociażby latarka czołówka czy większa grzałka do wody. Chętnie dzielił się swoimi zabawkami z każdym, kto ich potrzebował, zbierał też na bieżąco problemy i szukał dla nich rozwiązań, mniej lub bardziej intuicyjnych.
Obecne Wydarzenia
Wyt
1
Sil
0
Zmy
0
Cha
1
Zre
0
Int
1
Szc
0
Przy sobie:
nerka, plecak, ubranie (bielizna, wiązane białe adidasy, jeansy, czarna koszulka) | podstawowe narzędzia (płaski śrubokręt, pęseta, paczka śrubek i nakrętek różnej wielkości, kombinerki, zawiniątko drutu, próbnik prądu, klucze do nakrętek), portfel (plastry, przylepiec, gaza, tabsy przeciwbólowe (7) ), taśma izolacyjna, chustka bawełniana, karty do gry, puszka smaru (1/3), składany nożyk 5 cm, suwmiarka, pistolet CAT-9 + 12 naboi, rowerowa butelka na wodęScott pracował nad wszelkimi usprawnieniami w ich nowej bazie, czasem poważnymi, zasilaniem, komunikacją, naprawami ogrodzeń, czasem zupełnie prozaicznymi jak chociażby latarka czołówka czy większa grzałka do wody. Chętnie dzielił się swoimi zabawkami z każdym, kto ich potrzebował, zbierał też na bieżąco problemy i szukał dla nich rozwiązań, mniej lub bardziej intuicyjnych.
Łatwy rzut na inteligencję (1)
[3]+1+1 = 5
Udało sięObecne Wydarzenia
Wyt
0
Sil
1
Zmy
1
Cha
0
Zre
2
Int
1
Szc
1
- Podstawowy zestaw konserwatora: śrubokręt, młotek i parę gwoździ.
- Butelka z wodą.
Przy sobie:
- Nóż myśliwski.- Podstawowy zestaw konserwatora: śrubokręt, młotek i parę gwoździ.
- Butelka z wodą.
- Podstawowy zestaw konserwatora: śrubokręt, młotek i parę gwoździ.
- Butelka z wodą.
Sam czas podróży minął dziewczynie na pomocy Joe i próbie przyzwyczajenia jej do nowej rzeczywistości. Było to ciężkie dla nich wszystkich. Hiszpanka starała się podnieść dziewczynę na duchu i przemówić jej do rozumu, że gdyby była zbyt dużym ciężarem, to nikt by jej nie zabierał ze sobą. W końcu rozumiała ją w pewnym stopniu. Ten wspólnie spędzony czas spowodował, że Joe się przed nią otworzyła, a Mia jak to ona, poszła przekazać niepokojące informacje Maxowi.
Zadomowienie się w Zoo było ciężkie, chociaż widok żywych zwierząt był pokrzepiający. Już mniej fajnym faktem była obecność drapieżników. Zaczęła obserwować jak sytuacja Echo i Claire się pogarsza. Ich stan i przeciążenie odpowiedzialnością był widoczny. Gdy tylko pojawiła się wieść, że planują odłączyć się od głównej grupy, Mia mimo dylematów, ruszyła od razu za nimi, próbując przekonać Axela, aby dołączył do nich. Potrzebowała ich wszystkich przy sobie i nie pozwoli kobietom tak łatwo się jej pozbyć!
Docierając do chatki, trafili na łuk. Słabej jakości, ale dalej była to broń dystansowa, która pomogła jej odzyskać odrobinę stabilności. Mogła w końcu spełnić obietnicę, że nauczy Axela z niego strzelać. Nawet miała już teraz odrobinę odwagi, aby razem z nim chodzić po opuszczonych budynkach w poszukiwaniu zapasów! Starała znaleźć się też różne poradniki surwiwalowe i z odmętów pamięci wydobyła obejrzany kiedyś filmik, jak ktoś obrabiał szkło jak obsydian, przez co był w stanie zrobić grot do strzał, więc w miarę możliwości, próbowała rozpocząć produkcję własnych.
Głód i chęć zapewnienia posiłku swojej rodzinie pomógł jej też przełamać się, do pozbawiania zwierząt życia, mimo że dalej robiła to niechętnie.
Rzut na szczęście (1)
[3]+1 = 4
Udało się, ale... (dodatkowa niekorzyść)Obecne Wydarzenia
Wyt
0
Sil
0
Zmy
0
Cha
1
Zre
2
Int
0
Szc
0
Przy sobie:
wszystko i nicKolejne dni mijały na rozterce, ujawnić się albo i nie. Stanęło na tym drugim z powodu, którego Rayne nigdy nie wypowie na głos. Bała się. Po tych wszystkich latach i ostatnich miesiącach, gdzie świat się zawalił i przynajmniej część osób pogodziła się z utratą bliskich, zabrakło jej odwagi aby ujawnić własną tożsamość lub choćby i samo lico. Tłumaczyła i cały czas tłumaczy to sobie niechęcią do rozdrapywania ran po jej odejściu. Zniknęła z ich codzienności, zapewne straciła życie w przeciągu ostatnich miesięcy. Niech tak pozostanie, kolejne nazwisko na liście zaginionych już na zawsze.
Pomimo tego, co uświadomiła sobie po kilku dniach, zaliczyła dwie drobne wpadki. W czasie kłótni między Caroline i jedną z nowych badaczek, z irytacji przewróciła oczami w bardzo charakterystyczny sposób. To dawny nawyk, znany ze sprzeczek między nią i Gaby, gdy miała już dość wykładów starszej siostry. Powolny, teatralny, doskonale znany Eli, która jak na złość również była przy całym tym zajściu obecna. Co do najstarszej z rodzinnego stada, tuż przed jej odejściem do grupki z zoo, rzuciła jej na pożegnanie:
- Tylko razem postaraj się nie zgubić drugiego ucha, poruczniku.
Znała jej stopień wojskowy, lecz przez cały pobyt w Akademii nie poruszyli tego tematu po stronie Gaby.
Protekcjonalizm obudził się w Rayne i ta szybko znalazła pretekst aby kręcić się częściej i na dłużej w dawnej wojskowej placówce. Wojenka z aerosac wisiała w powietrzu, a ten olbrzymi kompleks wymagał zabezpieczeń. Tak się składało, że Sullivan miała kilka pomysłów z nimi związanych oraz ich realizacja była czasochłonna. Reszta stanowiła formalność, czyli współpraca oparta o wyżywienie, dach nad głową, korzystanie z dobrodziejstw w postaci kąpieli w znośnych warunkach oraz jakieś fanty na sam koniec. Z perspektywy Caroline nie było to niczym nowym oraz dzięki temu miała ona kolejny punkt do zaczepienia, związany z pracą dla nowych twarzy.
Z braku dostatecznej ilości mieszkańców, Akademia musiała niejako bronić się sama, co oznaczało stosowanie metod rodem z partyzantki. Długimi i żmudnymi godzinami, dzień za dniem, zespołowo rąbali drewno i ostrzyli je na pale, zasieki i zaostrzone kołki. Większe miały posłużyć do wilczych dołów, mających zostać ulokowanymi w co bardziej krytycznych przejściach. Kołki i potykacze rozlokowywano w trawie i to w sposób nieregularny. Regułą była prosta, im bliżej obiektów używanych przez grupę, tym więcej niespodzianek. Miało nie zabraknąć też drewnianych zapór i bardziej kłopotliwego w staranowaniu przez samochody metalowego złomu, mającego zostać dodatkowo obtoczonego drutem kolczastym. Ponadto to wszystko uzupełniały typowo defensywne struktury pokroju wzmocnienia drzwi oraz barykadowania okien, aby utrudnić ewentualnym przeciwnikom ich ciche sforsowanie. Całość jest przedsięwzięciem, które nie zostało w pełni wykonane i prace trwają do teraz.
- Możecie śmiało wylewać na wszystko co zaostrzone ekskrementy. Trupom będzie wszystko jedno, a nieostrożnych i żywych rabusiów te dodatkowo ukarzą.
Wyraziła się krótko po rozłożeniu pierwszych niespodzianek.
Tak jak dotychczas, Rayne nie stroniła od pomocy i w innych przedsięwzięciach. Skoro czasem tutaj spała, a teraz miała dodatkową motywację, to wolała spędzić ten czas w miarę bezpiecznie. Tym bardziej uwidaczniał się szerszy pakiet usług niż te zawarte w umowie werbalnej.
Sam wypad po drewno wymagał akcji opartych o zręczność, jeśli nie przekradania się między trupami, to neutralizacji takowych przy użyciu krótkiej broni białej. Rayne kilkukrotnie opuszczała mury Akademii, gdzie talenty do tego i m.in. ukrywania się przed potencjalnie wrogo nastawionym towarzystwem były koniecznością. Szczególnie wymarsze i pomniejsze wyprawki w rejon z którego nie tak dawno dochodziły fajerwerki należał do utrudnionych, z racji rozchodzącej się na cztery strony świata hordy. To kolejna rzecz, która wymagała położenia nacisku na dyskrecję.
Z bardziej osobistej strony, Sullivan niejednokrotnie widziano podczas treningów z szeroko pojętej sprawności fizycznej oraz walki.
- Dla zdrowotności i nie wypadnięcia z wprawy.
Wyjaśniała z pewną nutą tajemniczości, gdyż nie mówiła na głos o ciągle ją nękających problemach zdrowotnych. Zero komentarza, nawet gdy było widać po oczach lub mowie ciała, że w danej chwili coś ją mocniej zabolało.
Przy całości uruchomił się jej ponownie siostrzany instynkt, gdy za pierwszym razem wspomniała o przeszkoleniu chętnych przede wszystkim z walki wręcz i jej wzrok mimowolnie zatrzymał się dłużej na Elizabeth. US Space Forces zazwyczaj szybko odpadali w fizycznych konfrontacjach, czego chciała młodej oszczędzić. Z racji doświadczenia w sztukach walki opartych o siłę fizyczną, czyli przede wszystkim boksie, i dla jej zwolenników miałaby coś do zaoferowania.
I tak czasleciał i w końcu zastał ją świt 7 lipca. Dzień jak co dzień.
Czy aby na pewno?
Łatwy rzut na zręczność (2)
[6]+2+1 = 9
Udało się i... (dodatkowa korzyść)Obecne Wydarzenia
Wyt
1
Sil
0
Zmy
0
Cha
1
Zre
1
Int
2
Szc
1
Plecak: metalowa rurka, scyzoryk
Przy sobie:
Krótkofalówka, notes, ołówki, długopis, kilka plastrów, nóż, pasek na narzędzia a w nim: młotek, miarka, śrubokręt płaski i kombinerkiPlecak: metalowa rurka, scyzoryk
Plecak: metalowa rurka, scyzoryk
Pozytywem było to, że Malcolm i Claire wrócili do nich cali i zdrowi. Echo nie wiedziała, co by zrobiła, gdyby cokolwiek im się stało. Skoro nie mogła zapewnić bezpieczeństwa wszystkim w grupie, chciała przynajmniej mieć oko na najbliższych. Dlatego też bez gadania poszła za Malcolmem do zoo.
Miejsce to okazało się większym wyzwaniem niż początkowo jej się wydawało. Echo wiedziała, że będzie potrzebna ciężka praca, żeby stworzyć z niego miejsce do życia. Dziewczyna od razu gotowa była zabrać się do pracy. W końcu to tak ostatnio odsuwała wszystkie ciemne myśli krążące w jej głowie. Jej plan zmienił się jednak, kiedy powoli obserwowała, jak ciężar odpowiedzialności ciągnie Claire w dół. Echo, której zależało na dziewczynie, nie mogła patrzeć, jak tamta powoli się wykańcza. Dlatego też, kiedy tylko znaleźli chatkę, oddaloną nieco od zoo, zaproponowała, żeby się tam przeprowadziły. Argumentami Echo było to, że nadal byłyby niedaleko zoo, więc w razie czego mogły poprosić o pomoc. Byłyby jednak zdane same na siebie i Claire nie musiałaby czuć, że ma na barkach los całej wielkiej grupy. Echo zamierzała zadbać o to, żeby dziewczyna nie musiała w ogóle o nikogo się martwić.
Zrozumiałym było to, że w plan wkręciły też Mię. W końcu razem tworzyły niewielką, ale dbającą o siebie rodzinę. Jeżeli o rodzinie mowa, to niczym dziwnym nie było, że Mia zaprosiła do chatki też Axela. Echo żartowała, że dobrze, bo chociaż jeden facet im się tam przyda. Na jej nieszczęście okazało się, że tamten zabiera ze sobą Connora. Maskonur musiała jakoś przełknąć fakt, że jej wymarzona ucieczka będzie miała w programie dziecko.
Przeprowadzka do chatki przebiegła bezproblemowo, ale trzeba było trochę tam ogarnąć, żeby móc normalnie żyć. Echo, która potrzebowała poczuć się przydatna, wzięła na siebie zadanie ogarniania tego, jak funkcjonuje ich nowy dom. Zajęła się wszelkimi naprawami oraz usprawnieniami. Sprzątnęła składzik na drewno, sprawdziła, czy miejsce na zwierzynę jest odpowiednio zabezpieczone i sprawdziła, czy kominek nadal działa. W końcu na razie było ciepło, ale musieli być gotowe na zimniejsze noce. Jej największym przedsięwzięciem było zbudowanie zbieracza wody, żeby mieli wodę do picia. A jak zbiorą za dużo, to może nawet uda im się wziąć prysznic...
Rzut na inteligencję (2)
Ciekawe jaki poziom trudności ustawi MG?Obecne Wydarzenia
Wyt
0
Sil
0
Zmy
0
Cha
0
Zre
1
Int
3
Szc
1
- nóż bojowy
Przy sobie:
- Pistolet SigSauer P320 9mm + dwa magazynki (17 nabojów)- nóż bojowy
- Pistolet SigSauer P320 9mm + dwa magazynki (17 nabojów) [w Ferrari]
- nóż bojowy [zabrany]
Stopniowo więcej wychylała się z łóżka szpitalnego, a w ciągu paru dni odnalazła się w cyklu wspólnych posiłków. Miała chęci do działania, a że nieco stopniowano jej zapędy, w trosce o zdrowie, to sumarycznie odbierała to pozytywnie - bo nikt jej nie rozkazywał, bo ona sama w pierwszej kolejności emanowała zapałem do pracy, która nawet jeśli była błaha, nieraz okazywała się czasochłonna. Dni mijały, nowe miejsce było nowym domem; bo definicja domu znacząco uległa zmianie - dla Eli to było miejsce bezpieczne, umożliwiające przetrwanie. A tu czuła się bezpiecznie.
Choć momentami też tęskniła i potrzebowała paru rzeczy. Dostała je z czasem. Malcolm przywiózł jej Ferrari i rudego kocura, a Caroline oddała nóż i pistolet z amunicją. Zdołała nawet spotkać się po dłuższej przerwie z Vi, a potem jeszcze kilka razy.
Walter nie był pocieszony, gdy Eli domagała się misji w terenie. Uważał, że jest wciąż zbyt słaba, choć chyba zawsze już miał mieć w nawyku oceniać Eli niżej niż obiektywnie należało - zasłużyła sobie okolicznościami postrzału, głupotą całej akcji w hangarze. Ale szczęście też trzeba mieć, na przykład się z nim urodzić.
Przekonała go więc do tego, aby co jakiś czas udawała się do zoo i migrowała z zasobami, w ramach barterowej wymiany, a także celem uzyskiwania informacji, choć nie była to gra na dwa fronty, bo w obu miejscach nie brała udziału w naradach ani planowaniu kalendarza misji. Była kurierem.
Robiła postępy. Unikała spontaniczności, wsłuchiwała się w zasady, informowała od razu o rzeczach, które mogły być ważne dla Waltera i reszty. Miała w naturze obdarowywać ludzi dużym zaufaniem w krótkim czasie, a ludzie z Akademii to zapewne zauważyli. Pracowała nad rozmyślnym łączeniem faktów, braniem udziału w dyskusjach, wyuczaniu się asertywności wobec osób mniej jej tu znanych, a charakternie sprawiających wrażenie trudnych. W ostatnim tygodniu wiele razy zapuszczała się w dalsze rejony kompleksu, w potrzebie zwiadu, sprawdzenia stanu instalacji, ale też poznawaniu nowego domu, znalezienia miejsc dobrych na schadzki czy na udane łowy Garfielda na myszy. Znalazła też sobie miejsce na spokojne prace przy Ferrari - czyściła kokpit, pracowała nad montażem siatki zamiast przedniej szyby i polepieniem rozwalonego zderzaka. Walter obiecał jej, że znajdzie się opona na wymianę tej, która ucierpiała, ale póki co pompowała koło przed każdą wyprawa na miasto. A gdy domagała się opony, była dość przekonująca w argumentacji, w faktycznej użyteczności wozu. I jednocześnie nawet nie dała po sobie poznać, że planuje w kokpicie namiętnie romansować.
A z Caroline próbowała się zakumplować i wydawało się jej, że już są na dobrym gruncie. Starała się rozmawiać z nią rzeczowo, dawać celne uwagi i propozycje. Bała się w sumie jednego - że pewnego dnia zechcą ją zwrócić przeciwko grupie z zoo. Zmartwienie nadchodziło niektórymi wieczorami i niknęło w połowie nocy, przeganiane snami o kanionie Colorado i wycieczkami supercarem na obrzeża miasta. A po przebudzeniu wiedziała, że gdy nadejdzie taki moment, będzie gotowa by zaimponować im swoją postawą i tylko zyskać na uznaniu.
Na koncie ma też parę napraw instalacji elektrycznych, sprzętu elektronicznego i udanych misji w terenie.
Z kolei w zoo zdołała wszystkim zainteresowanym przedstawić pokrótce swoją rolę - łącznika, kuriera z akademią lotniczą - oraz wyrazić zadowolenie z pobytu tam i możliwości poznania dużego kompleksu militarnego. Nic im jednak wielkiego nie obiecywała, a Gaby i Malcolmowi powiedziała, że jeśli pewnego dnia któreś ugrupowanie nakazałoby jej wybierać, to prędzej dzień wcześniej ucieknie za miasto. Powiedziała też, że w zoo ma rodzinę, a w Akademii pracę.
Ale granice w rzeczywistości są trochę bardziej rozmyte.
Łatwy rzut na charyzmę (0)
[4]+1 = 5
Udało sięObecne Wydarzenia
Wyt
0
Sil
0
Zmy
0
Cha
0
Zre
0
Int
0
Szc
0
Przy sobie:
wszystko i nicJeszcze tego samego poranka, natknęły się na Maddie - kobietę, która od jakiegoś czasu bacznie obserwowała społeczność z Breckenridge, nawiązując już wcześniej kontakt z dziewczynkami. Tym samym zdąrzyła sobie zyskać ich sympatię, a być może - nawet zaufanie.
W kolejnych dniach kobieta sprawowała opiekę nad młodocianymi, chroniąc je przed truposzami, karmiąc, i zapewniając towarzystwo - do czasu, gdy na drodze natknął się na nie Axel.
Mimo początkowej paniki u kobiety, strachu przed utratą dzieci, ostatecznie wszyscy razem powrócili na teren zoo, które stało się nową ostoją społeczności.
W przeciwieństwie do dzieci, u dorosłych kobieta narobiła niezłego zamieszania. Stała się problemem, który trzeba było rozwiązać. Nie mogli jej porzucić, puścić wolno, ale nikt też nie chciał zrobić jej krzywdy. Podjęto decyzję, o jej zatrzymaniu i próbie pomocy, za którą stał głównie Malcolm oraz Axel.
Teraz kobieta przebywa w zamknięciu, jednak jej potrzeby w dużej mierze są zaspokajane. Niepokojący jest jednak fakt, jak reaguje na małego braciszka Olivera, od którego jest skutecznie separowana. Często słychać jej płacz i lament, gdy panikuje nad utratą syna i innych dzieci.
Czy ta decyzja okaże się słuszna, a kobiecie zostanie udzielona niezbędna pomoc, a może jednak jej obecność okaże się strzałem w kolano? To dopiero czas nam pokaże.
Obecne Wydarzenia
Wyt
1
Sil
0
Zmy
0
Cha
1
Zre
0
Int
1
Szc
0
-bielizna oraz ubrania na zmianę
-zapas podpasek i tamponów
-chusteczki nawilżające
-kilka opakowań leków przeciwbólowych
-bandaże
-spirytus salicylowy
-powieść "Wzgórze Przyśnień" Arthura Machena oraz tomik opowiadań grozy H.P Lovercrafta
-mała, drewniana, rozkładana szachownica
-karty do gry
-termos z filtrem przeczyszczającym
-konserwy
-kilka paczek chipsów i batoników
-mały misio, którego dostała od Pana Bennetta na urodziny
-fotografia rodziców
-notatnik i zeszyt
-długopisy i kredki
-kalkulator
-dowód osobisty
-środki czystości
-latarka
Przy sobie:
-plecak turystyczny-bielizna oraz ubrania na zmianę
-zapas podpasek i tamponów
-chusteczki nawilżające
-kilka opakowań leków przeciwbólowych
-bandaże
-spirytus salicylowy
-powieść "Wzgórze Przyśnień" Arthura Machena oraz tomik opowiadań grozy H.P Lovercrafta
-mała, drewniana, rozkładana szachownica
-karty do gry
-termos z filtrem przeczyszczającym
-konserwy
-kilka paczek chipsów i batoników
-mały misio, którego dostała od Pana Bennetta na urodziny
-fotografia rodziców
-notatnik i zeszyt
-długopisy i kredki
-kalkulator
-dowód osobisty
-środki czystości
-latarka
-bielizna oraz ubrania na zmianę
-zapas podpasek i tamponów
-chusteczki nawilżające
-kilka opakowań leków przeciwbólowych
-bandaże
-spirytus salicylowy
-powieść "Wzgórze Przyśnień" Arthura Machena oraz tomik opowiadań grozy H.P Lovercrafta
-mała, drewniana, rozkładana szachownica
-karty do gry
-termos z filtrem przeczyszczającym
-konserwy
-kilka paczek chipsów i batoników
-mały misio, którego dostała od Pana Bennetta na urodziny
-fotografia rodziców
-notatnik i zeszyt
-długopisy i kredki
-kalkulator
-dowód osobisty
-środki czystości
-latarka
Dziewczynka mimo iż dostrzegała tragiczny stan umysłu nieznajomej, postanowiła podjąć próbę skupienia całej jej uwagi na swojej osobie. Czuła się potwornie samotna. Maddie straciła syna a Neva rodziców. Może staną się dla siebie substytutem tego czego brutalnie pozbawiło ich życie. Rozmowy jednak skupiały się głównie na wspominkach o Connorze, co podbijało ponury nastrój nastolatki. Czuła narastającą do granic możliwości frustracje i nie omieszkała wyładować się na kilku napotkanych truposzach. Maddie sprawnie instruowała jak obezwładnić bezmózgie bestie, jednocześnie trzymając stosunkowo bezpieczny dystans.
Potem napatoczył się Alex i zaciągnął je do nowej ostoi jaką obrała sobie bardzo już teraz rozbita grupa.
Pochłonęła ją ciężka praca. Choć bardzo wielu rzeczy musiała się dopiero nauczyć to uwielbiała spędzać czas przy zwierzętach. Starła się również w miarę sposobności gotować ciepłe posiłki dla dorosłych. Była w tym całkiem niezła. Wolne chwile spędzała przy Maddie.
Czy Nevie udało się rozwinąc umiejętności samoobrony?
Rzut na zręczność (0)
[2] = 2
Nie udało sięObecne Wydarzenia
Wyt
0
Sil
0
Zmy
0
Cha
0
Zre
0
Int
3
Szc
0
Przy sobie:
Karabin M4A1 (60 naboi w 2 magazynkach i celownikiem z zoomem do x3), pistolet Colt M1911 (20 naboi w 2 magazynkach), nóż Glock 81, kamizelka z wkładkami balistycznymi, hełm wojskowy, okulary balistyczne, ochraniacze na łokcie i kolana, IPMED, torba z maską gazową, plecak wojskowy, papierosy i zapalniczka, klasyczny zegarek, krótkofalówka, woda i żarcie na dzień, notes, linijka, przyrządy do pisania, busola, latarka, dron zwiadowczyO uzbrojenie Akademii mogła być spokojna, zwłaszcza że mieli na pokładzie mającą łeb na karku gościówę z piechoty morskiej i fanatyczkę broni palnej; mimo że małolatę. W przypadku Zoo... nie widziała problemu w tym aby zerknąć na ich arsenał i zwyczajnie go obsłużyć (czyszczenie, ustawienie przyrządów celowniczych, usunięcie drobnych uszkodzeń). Może nawet poszczęściłoby się z uszkodzonym egzemplarzem M4, gdyby Malcolm dobił targu z Caroline; a ta miała część zamienną?
I skoro o Pani Taylor mowa... kwestia zapasów medycznych i tego co dało się z nich zrobić. Rayla zabrała się za poskładanie kilkunastu IPMEDÓW, czyli apteczek polowych wykorzystywanych przez trepostwo. Mało skomplikowane pakiety posiadające m.in. opaskę uciskową, bandaże, gazę, jednorazowe rękawiczki, nożyczki, marker... w większości rzeczy proste w obsłudze, zwłaszcza po prostym przeszkoleniu; te było dołączone do pakietu. I pozostając w sferze lekarskiej, działania prowizoryczne typu prowizoryczne opatrunki z prześcieradeł, tym też mogła się spokojnie zająć...
Bardziej prywatnie, nie omieszkała przyłączyć się do ćwiczeń oferowanych przez Rayne, skoro ta już im to proponowała. Kondycja Ashley i forma chociażby walki przy użyciu noża wołały o pomstę do nieba, a braki należało w końcu ponadrabiać... tym samym trochę potu na poletku treningowym to z siebie wytopiła! W wolnej chwili przeczesywała też Akademię, szukając dronów, jak nie w całości to w kawałkach, aby mieć ich zwyczajnie więcej do dyspozycji. No i to nie tak, że czasem subtelnie nie flirtowała z Loganem...
Tu praca umysłowa, tam wycisk kondycyjny, a do tego ciągłe przemieszczanie się między Akademią i Zoo; czasem zbaczając nieco z kursu aby znaleźć jakieś fanty albo dodatkowe żarełko. I jeśli zrobić z tego jakieś równanie, wspólnym mianownikiem była konieczność dogadywania się z innymi osobami... i to wieloma! Ashley stawała na głowie by być mile widzianą w obydwu grupach i jednocześnie pomagając jednym nie zrazić do siebie drugich, będąc niejako twarzą duetu który tworzyła z Loganem. Jeszcze więcej wysiłku włożyła w to, by stworzyć okazję do okazania swej przydatności w miejscach wymagających dostępu do kluczowych zasobów medycznych i mechanicznych. W końcu serwisowanie aut wymagało dostępu do sekcji warsztatowych, znajomości stanu flot i zapasu paliwa; analogicznie z uzbrojeniem. Podobnie zabawa z medykamentami, gdzie miałaby dostęp do większości, jak nie całego zapasu. To wymagało perswazji, gdzie obrała metodę kroczka po kroczku, czyli zaczynając od mniejszych robótek i stopniowo przechodząc do większych; bez względu na formę nadzoru. I to wszystko przy dodatkowej trudności, jaką stanowiło krótkie członkostwo w aerosac, czyli wrogu nr 1 zoo i akademii; choć fakt, pewne informacje o tejże grupie stanowiły dobry argument negocjacyjny...
Rzut na charyzmę (0)
Ciekawe jaki poziom trudności ustawi MG?Obecne Wydarzenia
Wyt
1
Sil
2
Zmy
0
Cha
1
Zre
0
Int
0
Szc
0
Przy sobie:
Nóż M48 Cyclone, krótkofalówka, plecak (20l), latarka, kompas, mapa stanu Kolorado, papierośnica z papierosami (11 sztuk) oraz zapalniczka, M4A1 (60 naboi w dwóch magazynkach), saperka, suszone owoce, woda, bandażJeszcze lepiej sprawdzała się w bardziej militarnych sprawach, czyli długich patrolach połączonych z eliminacją trupów, które dostały się na teren kompleksu przez którąś z dziur w płocie. Rozwalała je wręcz podręcznikowo, niezależnie od pory dnia, bez znaczenia czy jakiś trafił się na piątym lub dwudziestym kilometrze... Do tego nikt nie miał prawa narzekać na jej osobę w roli wartowniczki, zawsze czujna, nigdy z głową ułożoną na blacie, połączoną z pochrapywaniem. Powierzony jej sprzęt, zwłaszcza broń, szanowała i jak zdawała cudzy egzemplarz, ten był zawsze obsłużony.
Gdy szukano osób na wypad w teren, była z reguły pierwszą ochotniczką. To było jej ulubione zajęcie, pożyteczne i z adrenaliną! Lubiła szukać zapasów, zwalczać zgniłki i w razie wpadnięcia na wrogo nastawionego człowieka... cóż, tutaj Caroline i spółka mogli być spokojni, bo Tate nie wahała się z pociągnięciem za spust. Robiła też za ochronę ich rudowłosej łączniczki, przede wszystkim w trasie...
... a z uwagi na przezorność i w innych miejscach.
Vi można podsumować krótko, zdyscyplinowana i pracowita, czyli z cechami cenionymi przez Taylor. Z kolei to co sama u niej lubiła, to zdolność do organizacji grupy oraz wyznaczania i realizacji postawionych celów. Tego Tate brakowało, konkretnego kierunku działania i idącej za tym stabilizacji; na czym mocno skorzystała jej psychika. Brnąć w ten region straciła przyjaciółkę, znajomych, potem najbliższą rodzinę w ten czy inny sposób... ostatnie tygodnie były więc miłą odmianą.
Dobrze jej się żyje w Akademii, choć swobodniej czuje się podczas pobytu w Zoo, jadąc tam w ramach ochrony kurierki. Gdyby miała wybierać między jednymi i drugimi, pewnie postawiłaby na drugich...
... ALE.
Patrząc na to wszystko nieco z boku, szczerze dziwi się, że Caroline i Malcolm jeszcze się nie dogadali. Mają wspólnego wroga, Akademia jest potężnym kompleksem i każdemu znajdzie się robota, jak nie bojowa to chociażby przy sadzonkach; o co Taylor by zadbała. Z kolei Hopkins ma po swojej stronie tzw. manpower... I tutaj rodzi się drobny cel, by uzmysłowić obydwu matołkom, że gdyby zebrali się w jedną kupę to wszyscy na tym skorzystają...
... pomarzyć zawsze można.
Zmieniając temat, jeśli szło o pożytkowanie czasu wolnego, Vi trenowała... i to sporo. Masa miejsca do biegania, po lotnikach została siłownia, do tego na miejscu mieli fanatyczkę tego typu rozrywek, z którą Tate niejeden trening odbyła. No nie nudziła się. Zrobiła też przelotówkę po dawnych pokojach rekrutów dla zgarnięcia z nich jakiś komiksów, książeczek i gitary, by móc od czasu do czasu coś na niej brzdąknąć. Drobna rzecz, której z braku sprzętu nie była w stanie zrobić w Breckenridge...
Łatwy rzut na wytrzymałość (1)
[2]+1+1 = 4
Udało się, ale... (dodatkowa niekorzyść)


