Awatar użytkownika

Wyt

1

Sil

1

Zmy

1

Cha

1

Zre

1

Int

1

Szc

0

wszystko i nic
Boli głowa

Przy sobie:

wszystko i nic
Boli głowa
11
Boli głowa
wszystko i nic
Poranek, 7 lipca

Nikt nie spodziewał się, że cała ta sytuacja potoczy się w tym kierunku. Oliver i Marshall zostali praktycznie sprzedani jak worek ziemniaków innej grupie. Kto właściwie tak robi? Jakim potworem trzeba być, żeby kupić drugiego człowieka w ten sposób? Wyglądało na to, że grupa pod zagadkową nazwą Aerosec. W większości składali się z bandy gówniarzy, która myślała, że uda im się zwojować cały świat, wymachując na lewo i prawo bronią, którą uzyskali wcześniej z Akademii Lotniczej. Nazywali się w ten sposób, ponieważ w przeszłości tam mieszkali i bardzo często wspominali o tym, że owo miejsce zostało im bestialsko odebrane. Zostali przy tym zabici cywile, jak i jakaś część ich "braci", przyjaciół w całej tej niedoli. Wyglądało na to, że grupa ostrzyła sobie zęby na wojnę, chcąc koniecznie odbić to miejsce i znów tam żyć, jednak ponoć grupa, która tam siedzi, nie jest specjalnie chętna na zwrócenie im ich własności. Dlatego też muszą wziąć ją siłą i z tego względu są gotowi szkolić cywilów, by w przyszłości zapewnić im godne życie tam, w murach akademii. Tylko wpierw trzeba ten cały dom odzyskać, a to zamierzają zrobić wspólnie... Oczywiście niezbyt interesuje ich wola innych ludzi, którzy wpadli w ich sidła. Tacy delikwenci są zwykle obijani i manipulowani, by zasilić jednak ich szeregi, bo i tak "nie mają gdzie pójść". W ostateczności zostaną użyci podczas oblężenia Akademii jako mięso armatnie, wszystko im jedno. A cywilów gotowych i zdolnych do walki i tak mają dosyć sporo, wyjeżdżają poza miasto na częste treningi z obsługi broni, a poza tym mają sporo wojskowego sprzętu, więc mogą się w to bawić. Jednak chcą więcej i potrzebują więcej.

Utrzymywanie takiej grupy cywilów łatwe nie jest, więc grupa współpracuje z innymi grupami z Colorado Springs, przy czym wszystkie z nich są w większości innymi typami zbirów i ludzi, którzy oddadzą drugiego człowieka za paczkę ryżu. Ale jakoś sobie oni wszyscy radzą...

Oliverowi i Marshall ciężko było się przekonać do tego miejsca, jednak ta druga nieco lepiej się przystosowała. Podczas opieki nad ich samochodami znalazła kilka trików, którymi będzie w stanie się zabezpieczyć na przyszłość. Oliver miał mniej szczęścia, będąc w wiecznym buncie. Doprowadziło to nie tylko do tego, że Oli wiecznie miał poobijaną twarz, ale też stracił oko. Nawet teraz był obecny na kozetce u Owena, który oczyszczał jego oko, a raczej to, co z niego zostało. Dociskał gazę w tamtym miejscu, nasączoną jakimś wywarem. Chłopak nie był jakoś specjalnie pewny w swoich ruchach, więc Olivera bolało trochę bardziej. Owen nie należał do najlepszych medyków... Jennifer już nawet była lepsza i bardziej delikatna w swoich poczynaniach!

Wtem Oliver zobaczył, że korytarzem zmierza Marshall w towarzystwie Janelle. Jakimś cudem ich dwójka, pomimo tego że trafili tutaj razem, miała zupełnie inne przeżycia w tym miejscu. Marshall wydawała się w nich wtapiać, pracując na samochodach, a Oliver? Oliver wciąż był obijany i maltretowany przez Manny'ego.

Owen uśmiechnął się lekko, widząc Janelle, która zagadała do niego i do Olivera.
Wygląda na to, Oliver, że może teraz będziesz mógł zobaczyć naszą sytuację z innej perspektywy.
Skomentowała, unosząc brwi i spoglądając na Marshall. Młoda dziewczyna często z nią rozmawiała... Może czasem szukała w niej oparcia? W tej sytuacji przede wszystkim chciała walidacji swojego dowcipu. Owen się nie śmiał.

@Marshall Roosevelt @Oliver Langley
Awatar użytkownika

Wyt

1

Sil

2

Zmy

0

Cha

2

Zre

0

Int

1

Szc

0

Plecak, woda, strzelba (1 kula w magazynku), pistolet (10 naboi), scyzoryk, nóż, ubranka Connora, podstawowe przybory do opieki nad dzieckiem, koc, przybory do pisania, szkicownik
Pobity BrakOka SpuchniętaTwarz

Przy sobie:

Plecak, woda, strzelba (1 kula w magazynku), pistolet (10 naboi), scyzoryk, nóż, ubranka Connora, podstawowe przybory do opieki nad dzieckiem, koc, przybory do pisania, szkicownik
Pobity BrakOka SpuchniętaTwarz
12
Pobity BrakOka SpuchniętaTwarz
Plecak, woda, strzelba (1 kula w magazynku), pistolet (10 naboi), scyzoryk, nóż, ubranka Connora, podstawowe przybory do opieki nad dzieckiem, koc, przybory do pisania, szkicownik
Oliver siedział na kozetce, z dłońmi zaciśniętymi na krawędzi materaca. Rana bardzo bolala, chociaż nie był to ostry ból, a raczej ciągłe, nieprzyjemne pieczenie i ucisk, który nasilał się za każdym razem, gdy Owen dociskał gazę. Za każdym dotknięciem rany Brytyjczyk poruszał się niespokojnie. Chciał powiedzieć, że boli, ale zamiast tego zaciskał zęby i wstrzymywał oddech. Drugie oko przymknął, bo łzawiło mimo woli.

Kiedy medyk na moment odsunął opatrunek, wypuścił powietrze przez zaciśnięte zęby.
-Kurwa…- Mruknął cicho.-Trochę boli. Możesz uważać?- Zapytał, bez pretensji i agresji wyczuwalnych w prośbie.

Przy Owenie Oliver zachowywał się inaczej niż przy reszcie Aerosec. Potrafił z nim rozmawiać normalnie, jak z kimś, kto nie jest częścią tego całego syfu. Traktował go bardziej “po swojemu”, jak kogoś, przy kim mógł sobie pozwolić na trochę normalności. A przynajmniej chciał, żeby Owen właśnie tak to odbierał. Zauważył, że chłopak nie do końca pasuje do reszty i zamierzał to wykorzystać.

Gdy tylko dostrzegł ruch w korytarzu, natychmiast się spiął. Wyprostował plecy, a jego spojrzenie stało się czujne, jakby chciał być w pełnej gotowości.
-Bardzo, kurwa, śmieszne.- Odpowiedział na słowa Janelle.-Przyszłaś tu usprawiedliwiać swoje skurwysyństwo?
Na panią Marshall nawet nie spojrzał. Nie przywitał się - był na nią zły i nie zamierzał tego ukrywać.

Kiedy Owen znów przyłożył gazę, syknął i złapał go za nadgarstek.
-Oddaj. Sam to zrobię. Daj mi jakieś lusterko...- Mruknął. Był zmęczony.

@Marshall Roosevelt @Mistrz Gry Maggie
Awatar użytkownika

Wyt

0

Sil

1

Zmy

0

Cha

2

Zre

0

Int

2

Szc

0

- Stare plany budowlane (?)
- Nóż myśliwski
- Pół opakowania leków przeciwbólowych
- Notes, pełen notatek i kilku starych zdjęć & ołówek z gumką
- Rękawice robocze
- Podwędzone z konwoju podstawowe narzędzia
Zdrowa

Przy sobie:

- Stare plany budowlane (?)
- Nóż myśliwski
- Pół opakowania leków przeciwbólowych
- Notes, pełen notatek i kilku starych zdjęć & ołówek z gumką
- Rękawice robocze
- Podwędzone z konwoju podstawowe narzędzia
Zdrowa
13
Zdrowa
- Stare plany budowlane (?)
- Nóż myśliwski
- Pół opakowania leków przeciwbólowych
- Notes, pełen notatek i kilku starych zdjęć & ołówek z gumką
- Rękawice robocze
- Podwędzone z konwoju podstawowe narzędzia
Nie była pewna, czy obecność Janelle u jej boku była czymś dobrym, czy złym. Zdecydowanie wolałaby zostać pozostawioną bez większego nadzoru, ale z dwojga złego, ciemnowłosa przynajmniej pałała do niej większą sympatią, niż reszta kręcących się w okolicy dzieciaków. Obecność Olivera u medyka nie była niczym nowym. Roosevelt doskonale wiedziała, jak często chłopak padał ofiarą maltretowania. To, co zastanawiało ją bardziej to czy Janelle specjalnie ją tu zaciągnęła, żeby wspólnie popatrzeć na ich ostatni wyczyn.

Langley wyglądał źle. Bardzo źle. Oko..? Nie spodziewała się, że posuną się tak daleko. Skrzywiła się w duchu, instynktownie unosząc dłoń do własnego oka, jakby upewniając się, że nadal tam jest. Co to dziecko zrobiło tym razem..?

Na słowa Olivera automatycznie położyła dłoń na ramieniu Janelle. Choć mógł to być gest odebrany jako przyjazny i chęć dodania jej otuchy na zaczepkę chłopaka, jednak jej cel był nieco bardziej przyziemny. Żart Janelle nie był zabawny, zwłaszcza dla niej, ale raczej nie mogła dać po sobie poznać, że nie bardzo śmieszyło ją rozczłonkowywanie jej ‘podopiecznego’. Plus… Nie chciała, aby dziewczyna w odpowiedzi na pyskówkę wyrwała się do przodu i próbowała “postawić chłopaka do pionu”, strzelając mu z liścia lub robiąc coś podobnego. Był wystarczająco poobijany - nie mówiąc już o jego nowej ranie. Młoda McCallister umiała być równie okrutna, co jej koledzy. Czasem nawet bardziej… jak gdyby próbowała coś udowodnić.

- Kto cię tak załatwił? - spytała chłopaka, starając się zignorować nieprzyjemny ucisk w klatce piersiowej. Oliver nie raczył nawet na nią zerknąć. Miał pełne prawo zachować się w ten sposób po ich ostatniej “rozmowie”, jednak nie zmieniało to faktu, że Marshall czuła na wpół poczucie winy, na wpół irytację. Gdyby tylko posłuchał się jej bez zadawania pytań! Nie siedziałby teraz na kozetce. Bez oka. Czy to dziecko chciało wrócić do brata bez oczu, uszu i palców..? Gdyby tylko siedział spokojnie, Marshall w końcu by ich stąd wyciągnęła. Jej plan powoli przynosił rezultaty… jeszcze trochę i może dadzą radę się stąd wynieść.
Lub raczej może daliby, gdyby nie to, że ciągłe bunty chłopaka jedynie zwiększały czujność, z jaką członkowie Aerosec go obserwowali. O ile Marshall krążąca po bazie stała się mniej więcej codziennym widokiem, Langley, zwłaszcza mocno uszkodzony zdecydowanie wyróżniał się z tłumu. Nie ma mowy, żeby dali radę się stąd wyrwać razem, przynajmniej nie bez jakiegoś większego bałaganu…

- Dziecinko, jeśli będziecie go aż tak maltretować i skończy się na tym, że i tak do niczego się wam nie przyda.
- rzuciła do Janelle, starając się, aby jej głos brzmiał spokojnie. Spokojniej, niż faktycznie się czuła.

@Mistrz Gry Maggie @Oliver Langley
Awatar użytkownika

Wyt

1

Sil

1

Zmy

1

Cha

1

Zre

1

Int

1

Szc

0

wszystko i nic
Boli głowa

Przy sobie:

wszystko i nic
Boli głowa
14
Boli głowa
wszystko i nic
Boli głowa
wszystko i nic
Owenowi trzęsły się ręce, więc nic dziwnego, że cała ta akcja bolała o wiele bardziej, niż musiała boleć. Oliver mógł to zauważyć drugim okiem, gdy nieszczęsny medyk próbował mu pomóc. Owen ewidentnie nie zdążył jeszcze złożyć przysięgi Hipokratesa... Westchnął, zdecydowanie przytłoczony tą sytuacją i smutny reakcją Olivera. Nie miał sił na agresję... Nie chciał jej. Chciał mu po prostu pomóc! Odsunął się od chłopaka, oblizując usta i zagryzając wargi ze stresu. Ewidentnie robił to często.
Dobra, dobra, stary, spoko...
Powiedział, chcąc brzmieć, jakby miał to wszystko pod kontrolą, co oczywiście było dalekie od prawdy. Oliver widział Owena, jednak ewidentnie brakowało mu perspektywy, nie widział tak jak wcześniej. Ciężko było mu ocenić, jak blisko lub daleko coś lub ktoś był. Trochę czasu zajmie mu, żeby się do tego tak na serio przyzwyczaić... Jak będzie strzelał?

Janelle prychnęła pod nosem w odpowiedzi na komentarz Olivera.
Usprawiedliwiać? Serio? To był tylko żart. Ale jak ci nie pasi, to mogę przynieść chusteczki. Chociaż wiele ich nie będziesz potrzebował.
Jan przyłożyła sobie dłonie do oczu, imitując płacz. Ewidentnie chciała tutaj nieco podkopać Olivera po tym, jak Manny rozwalił mu znów twarz. Lubiła go lekko maltretować, a jej postawa imponowała chłopakom pokroju Manuela właśnie. Szkoda, że go tutaj nie było.

Jan poczuła dłoń na ramieniu, należącą do Marshall, a wtedy zamilkła. Spojrzała na kobietę, jakby była to jej mama, karcąca ją. Ewidentnie szanowała Marshall bardziej niż inni. Aczkolwiek nadal, kobieta była dla nich kimś w rodzaju matki, której nie dało się ot tak stłamsić jak innych. Może był to jej wiek? Chociaż o wiele bardziej chodziło tutaj o umiejętności praktyczne w kwestii naprawy samochodów. Nie mieli tutaj innych mechaników, więc Marshall była istotną osobą... Pewnie dlatego zachowała oczy i godność. Nie wszyscy mieli tyle szczęścia.
Jeśli będzie bezużyteczny, to nie przez nas, tylko przez to, że od początku był tchórzem i nie potrafi współpracować.
Odpowiedziała niczym obrażone dziecko i splotła ręce na wysokości ramion.
I tak ma szczęście, że tylko oko. Manny nie ustąpi, i jeśli będzie tak dalej, to nie będzie miał niczego w gębie i pomiędzy uszami.
Odparła i spojrzała na Marshall, jakby to ona miała przemówić do Olivera i powiedzieć mu, żeby z nimi współpracował, czy coś.
Ej… może… może byście dały mu chwilę, co? Nie że was wypraszam, tylko… no… on jest zestresowany, a ja próbuję… znaczy, on powinien odpoczywać.
Wtrącił się "medyk", podając Oliverowi lusterko.



@Oliver Langley @Marshall Roosevelt
Awatar użytkownika

Wyt

1

Sil

2

Zmy

0

Cha

2

Zre

0

Int

1

Szc

0

Plecak, woda, strzelba (1 kula w magazynku), pistolet (10 naboi), scyzoryk, nóż, ubranka Connora, podstawowe przybory do opieki nad dzieckiem, koc, przybory do pisania, szkicownik
Pobity BrakOka SpuchniętaTwarz

Przy sobie:

Plecak, woda, strzelba (1 kula w magazynku), pistolet (10 naboi), scyzoryk, nóż, ubranka Connora, podstawowe przybory do opieki nad dzieckiem, koc, przybory do pisania, szkicownik
Pobity BrakOka SpuchniętaTwarz
15
Pobity BrakOka SpuchniętaTwarz
Plecak, woda, strzelba (1 kula w magazynku), pistolet (10 naboi), scyzoryk, nóż, ubranka Connora, podstawowe przybory do opieki nad dzieckiem, koc, przybory do pisania, szkicownik
Kiedy Janelle zaczęła udawać płacz, Oliver spojrzał na nią mrużąc zdrowe oko. Skrzywił się i lekko pokręcił głową. Na tyle, na ile pozwalał mu ból w oczodole.
-Ale ty jesteś głupia, Janelle.- Powiedział bez większych emocji.-Nadajesz się tylko do obciągania małych ptaszków tym wszystkim typom wokół ciebie. Do niczego innego nie jesteś przydatna.- Odwrócił głowę i wyciągnął rękę po lusterko, jakby zupełnie stracił zainteresowanie dziewczyną. Domyślał się, że zignorowanie jej dalszego gadania i podkopanie samooceny, zaboli ją bardziej, niż dalsza wymiana zdań.

Gdy Owen zaproponował, żeby obie kobiety sobie poszły, sięgnął po brudną gazę i rzucił nią w stronę Janelle. Specjalnie spudłował, chociaż w jego stanie na pewno nie było to trudne.
-Nie zapomnij chusteczki. Będziesz miała usta pełne roboty.- Dodał cicho.

Wiedział, że sobie grabi, ale przez myśl mu przeszło, że może dziewczyna jednak nie pójdzie się poskarżyć. Donoszenie oznaczałoby, że nie poradziła sobie z kimś takim jak on - kaleką. A jeśli go uderzy, to będzie mógł ją wyśmiać, o ile pozbiera się po tym z podłogi.

-Dziękuje.- Mruknął do Owena, kiedy podał mu lusterko. Będzie musiał go przeprosić. Do tej pory nie wciągał go w swoje konflikty i nie wykorzystywał jego protekcji, żeby się komuś odgryźć.

Jeśli chodziło o panią Marshall, zignorował jej pytanie. Nie chciał z nią rozmawiać. W końcu była po stronie "tamtych".

Nie poczuł się ani trochę lepiej przez tę wymianę zdań, ale może Janelle poczuła się gorzej. A przynajmniej taką miał nadzieję.

@Marshall Roosevelt @Mistrz Gry Maggie
Awatar użytkownika

Wyt

0

Sil

1

Zmy

0

Cha

2

Zre

0

Int

2

Szc

0

- Stare plany budowlane (?)
- Nóż myśliwski
- Pół opakowania leków przeciwbólowych
- Notes, pełen notatek i kilku starych zdjęć & ołówek z gumką
- Rękawice robocze
- Podwędzone z konwoju podstawowe narzędzia
Zdrowa

Przy sobie:

- Stare plany budowlane (?)
- Nóż myśliwski
- Pół opakowania leków przeciwbólowych
- Notes, pełen notatek i kilku starych zdjęć & ołówek z gumką
- Rękawice robocze
- Podwędzone z konwoju podstawowe narzędzia
Zdrowa
16
Zdrowa
- Stare plany budowlane (?)
- Nóż myśliwski
- Pół opakowania leków przeciwbólowych
- Notes, pełen notatek i kilku starych zdjęć & ołówek z gumką
- Rękawice robocze
- Podwędzone z konwoju podstawowe narzędzia
Zdawała sobie sprawę ze swojego szczęścia. Tylko ze względu na swoje umiejętności i fakt, że nikt w Aerosec kompletnie nie znał się na mechanice, miała w ogóle szansę zabrać się za swój plan. Ktoś, kto mniej więcej wiedział, jak to wszystko działa dość szybko zorientowałby się, że praca Marshall pozostawiała wiele do życzenia. To, że ostatnimi czasy wszystkie pojazdy podejrzanie szybko potrzebowały ponownego tankowania mogła bezpiecznie zrzucić na wietrzejącą benzynę (co z resztą nie było kompletnym wymysłem), a grupka grzecznie kiwała głowami, że “no tak, oczywiście. Przecież doskonale zdają sobie z tego sprawę”.

Żałowała, że nie mogła powiedzieć o tym Oliverowi. Chłopak na pewno uspokoiłby się nieco, a tym samym oszczędził sobie bólu, gdyby wiedział, że ich ucieczka - lub przynajmniej utrudnienie życia ich “właścicieli” powoli wchodzi w życie.

Jak dzieci. Marshall miała wrażenie, że efekt tego wszystkiego był identyczny, jak gdyby byli bandą ośmiolatków. Tylko ośmiolatki raczej nie biegałyby w koło z bronią i wyłupywały sobie oczy… chociaż? Kto je tam wie. Zarówno Oliver, jak i Janelle zachowywali się jak wytykające sobie nawzajem język małolatki, przerzucając się obrazami i okrutnymi żartami.

Mimo tego, na kolejne słowa Olivera absolutnie spiorunowała go wzrokiem.
Doskonale rozumiała jego stanowisko. Był zmęczony, rozgoryczony i w ogromnym bólu. Do diaska, stracił oko! Nie powstrzymało to jednak fali absolutnego lodowatego obrzydzenia, które przelało się w jednej chwili przez niemal całe ciało Marshall.
W życiu nasłuchała się wielu podobnych komentarzy, obrzydliwych zaczepek rzuconych w jej stronę tylko i wyłącznie dlatego, że była kobietą. Przecież nikt nie rzuciłby czegoś takiego do faceta - była święcie przekonana, że nawet Oliver trzymał się z daleka od tego typu wyzwisk w stosunku do męskiej części dowództwa Aerosec.
Przez chwilę spojrzała na chłopaka z tak wykrzywionym przez obrzydzenie wyrazem twarzy, jakby to ona, a nie Janelle, miała mu przyłożyć.

Jej dłoń na ramieniu dziewczyny zacisnęła się, choć tym razem było to spowodowane jej własną próbą uziemienia się.

- Janelle, dziecinko. Nie mówiłaś wczoraj przypadkiem, że chciałaś mi coś pokazać? - spytała przez zaciśnięte zęby, cofając się o krok w stronę drzwi pomieszczenia, lekko ciągnąc młodą kobietę za sobą. Czy faktycznie miały taką rozmowę? Szczerze mówiąc nie pamiętała, czy McCallister wspominała cokolwiek tego typu, ale sugestia Owena wydawała się mieć sens. Powinny wynieść się stąd zanim ktoś - zwłaszcza Marshall, straci cierpliwość.

@Mistrz Gry Maggie @Oliver Langley
Awatar użytkownika

Wyt

1

Sil

1

Zmy

1

Cha

1

Zre

1

Int

1

Szc

0

wszystko i nic
Boli głowa

Przy sobie:

wszystko i nic
Boli głowa
17
Boli głowa
wszystko i nic
Janelle spojrzała na niego i przewróciła oczami. Następnie dodała:
To wszystko?
Spytała, unosząc brwi, a następnie patrząc na Marshalla. Nie wyglądało na to, że ruszały ją te przekomarzanki od Olivera, i raczej to jego tutaj bardziej bolało i on był bardziej poirytowany. A dla Janelle to był cel osiągnięty, więc odhaczyła to z listy i uśmiechnęła się do siebie.
Myślałam, że będzie gorzej. Smutne.
Dodała po chwili. Następnie pokiwała głową do Marshalla, zgadzając się z nią. Tak, miały gdzieś iść, a spotkanie Olivera to był tylko taki przystanek, bo go zobaczyła. Nie spodziewała się w sumie, że straci oko i będzie w aż tak złym stanie... Owen nie wyglądał na kogoś, kto był zdolny do postawienia tego biednego dzieciaka na nogi. Dlatego też w sumie jakiekolwiek rany czy inne kontuzje były tutaj... problematyczne. Co prawda, Owen jeszcze nikogo nie zabił, ale często nie wiedział, co począć w trudniejszych przypadkach.
Chodźmy więc, Marshall. Szkoda czasu.
Stwierdziła, a następnie poszła wraz z kobietą, idąc w swoją stronę, gdzieś dalej. Miała zamiar zjeść coś z Roosevelt w kantynie, więc kobiety skierowały się w stronę stołówki motelu, żeby znaleźć coś na ząb.
Marshall, czy on taki zawsze był?
Spytała kobietę.

W tym samym czasie zaś Owen został z Oliverem... Chłopak zdecydowanie zamarł na sekundę, kiedy tamci sobie poszli i rozmowa się skończyła. Widać było, że oczywiście słyszał każde słowo, jednak nie należał do takich, którzy od razu wskakiwali w konfrontacje. Palce lekko mu zadrżały, gdy oddawał lusterko Oliverowi.
Oliver… stary, weź… po co ty tak…
Przełknął ślinę, nerwowo miętosząc w dłoniach pasek od torby medycznej, żeby właściwie zająć czymś ręce. Owen był taką osobą, która uuuwielbiałaby jakieś zabawki typu fidget!
Możesz jej nie lubić, okej. Możesz się wkurwiać. Ale… nie musisz jej tak… rozjeżdżać. To nic nie zmienia. Tylko… tylko robi gorzej.
Wyjaśnił, nie nawiązując z chłopakiem kontaktu wzrokowego. Czuł się niekomfortowo, mówiąc mu to wszystko, i nie wiedział w sumie, jak to powiedzieć, dlatego jąkał się raz na jakiś czas.
Jestem tu, żeby ludzi składać, i wiesz… Nie chcę, żebyśmy się nawzajem dobijali.
Powiedział, nadal patrząc w bok. Miał nadzieję, że Oliver się nie domyśli, że Owen nie jest najlepszym doktorem i tak jakby... składa go już od jakiegoś czasu, a potem Langley wraca od Manny'ego jeszcze bardziej poharatany i poturbowany! Tego typu pacjenci są najgorsi, bo cholera wie, czy ma coś złamane, czy jest krwotok wewnętrzny, czy co. Nawet z tym okiem Owen głównie je opatrzył i modli się, że wszystko będzie OK. Jednak wiedział też, że gdyby powiedział komukolwiek, że tak w rzeczywistości to niewiele wie o tym wszystkim, to wtedy zaczęłaby się panika!
Jak chcesz, to możesz być chujem dla niej. Ale… nie wciągaj mnie w to. Proszę.
Powiedział cichym głosem. Przez wciąganie go w to Owen oczywiście miał na myśli konieczność udzielania chłopakowi pomocy medycznej, jednak zdecydowanie nie wysłowił się tutaj zbyt dobrze i raczej ciężko zgadnąć, o co mu rzeczywiście chodzi. No i zdecydowanie łatwiej mu było powiedzieć to Oliverowi, niż powiedzieć to Janelle i ryzykować napięte kontakty w ich grupie "liderów".



Informacja od Mistrza Gry
Kolejka rozdzielona!
@Oliver Langley @Marshall Roosevelt
Awatar użytkownika

Wyt

1

Sil

2

Zmy

0

Cha

2

Zre

0

Int

1

Szc

0

Plecak, woda, strzelba (1 kula w magazynku), pistolet (10 naboi), scyzoryk, nóż, ubranka Connora, podstawowe przybory do opieki nad dzieckiem, koc, przybory do pisania, szkicownik
Pobity BrakOka SpuchniętaTwarz

Przy sobie:

Plecak, woda, strzelba (1 kula w magazynku), pistolet (10 naboi), scyzoryk, nóż, ubranka Connora, podstawowe przybory do opieki nad dzieckiem, koc, przybory do pisania, szkicownik
Pobity BrakOka SpuchniętaTwarz
18
Pobity BrakOka SpuchniętaTwarz
Plecak, woda, strzelba (1 kula w magazynku), pistolet (10 naboi), scyzoryk, nóż, ubranka Connora, podstawowe przybory do opieki nad dzieckiem, koc, przybory do pisania, szkicownik
Kiedy został sam z Owenem, wyraźnie się przygarbił. Opuścił ramiona i położył lusterko na kolanach, nawet nie próbując go ustawić pod dobrym kątem. Patrzył na swoje odbicie jak przez mgłę, marszcząc lekko brwi. Widok był gorszy, niż się spodziewał. Jedno oko zabandażowane, twarz opuchnięta, skóra podrapana i sina.
Skutki dzisiejszego spotkania z Mannym, odczuje pewnie dopiero za kilka godzin, bo prawdziwy ból przyjdzie w nocy. Tak było zawsze. Noce były najgorsze. I tak - bał się tego, bo często nie mógł spać ani nawet usiedzieć w miejscu, przez co był dodatkowo wykończony.

Na słowa o Janelle prychnął cicho i uniósł kącik ust w gorzkim, krótkim uśmiechu, który nie miał w sobie nic z rozbawienia. Nie chciało mu się tłumaczyć, że dziewczyna jest jednym z powodów, że wygląda jak wygląda. Że jej komentarze, jej zachowanie i to, komu przyklaskuje, mają realne wpływ na to, co mu się przydarzyło.
“Oburzenie” pani Marshall i Owena sprawiły, że poczuł się jak główny bohater bardzo nieśmiesznej komedii.

-No tak.- Rzucił bez entuzjazmu, obracając lusterko w palcach.-Spoko. Przepraszam. To przecież twoja kumpela.- Brzmiało to bardziej jak ironia niż realne przeprosiny.-Jeszcze powiedz, że ci się podoba.- Zerknął na niego spod przymrużonego oka.

Gdy chłopak zaczął mówić o swojej roli w tym całym burdelu, Oliver odłożył lusterko na bok. Przesunął się na kozetce i oparł plecami o ścianę.
-Skoro jesteś tu, żeby składać ludzi…- Zaczął spokojnie, bez podnoszenia głosu.-... to może powiedz swoim kumplom, żeby przestali mnie rozkładać na części. Albo niech pozwolą mi stąd odejść. Chyba, że też uważasz, że mogą robić ze mną co chcą i trzymać mnie tu na siłę, bo za mnie zapłacili?- Zapytał, obserwując chłopaka na tyle, na ile pozwalało mu zdrowe oko.-Wiesz… to nie ja ci podsyłam kolejnych pacjentów. Ja tylko wracam. I naprawdę nie chcę tu zostać. Nie mogę.- Schylił nieco głowę i przetarł dłonią czoło.-Co byś zrobił na moim miejscu, hm? Masz tutaj kogoś bliskiego? Gdyby nagle rozłączono cię z kimś, kto jest dla ciebie ważny i kogo bardzo kochasz, to po prostu przyjąłbyś to na klatę? Stwierdził, że trudno, że najwyżej zginiesz przy kopaniu rowów albo wybijaniu śmierdzieli, bo jakiś Manny cię do tego zmusza?

Przez moment przemknęła mu przez głowę myśl, że mógłby wstać z tej kozetki, zabrać coś ostrego i dokończyć robotę, którą zaczął Manny. Po prostu się dobić. Zamieniłby się w zgniłka i ugryzłby kogoś z głównej ekipy, zanim by go odstrzelili.

-Siadaj.- Poklepał dłonią miejsce obok siebie.-Postaram się… ogarnąć język, kiedy jest w pobliżu, okej? W sumie to jako jedyny tutaj mi pomagasz i jesteś w porządku.- Mruknął.

@Mistrz Gry Maggie
Czy Oliver zauważył, że Owen chuja się zna na medycynie?

Rzut na inteligencję (1)

2

[2]+1 = 3

Nie udało się, ale... (dodatkowa korzyść)
Awatar użytkownika

Wyt

1

Sil

1

Zmy

1

Cha

1

Zre

1

Int

1

Szc

0

wszystko i nic
Boli głowa

Przy sobie:

wszystko i nic
Boli głowa
19
Boli głowa
wszystko i nic
Oliver sporo się zmienił od czasu, kiedy był jeszcze razem z konwojem. Cholera, nawet sporo dzieliło go od tego czasu, kiedy dołączył do Breckenridge z małym Connorem. Czas zapierniczał do przodu i nie brał jeńców, to zdecydowanie.
Nie... To nie jest moja kumpela, przecież to widać. Zresztą, my serio ledwo się znamy.
Wyjaśnił od razu, jak zwykle używając przy tym więcej słów, niż rzeczywiście potrzeba. W tej jednak sytuacji nie chodziło o to, że Owen coś kręcił i było mu wstyd. Ten słowotok był czymś, czym już się charakteryzował.
Ja nie wiem, co mogą robić, czy czego nie mogą robić. Nie wiem, Oliver! Chodzi mi po prostu o to, że... No rany, mogłoby być nam po prostu prościej, nam obu, gdybyś... No nie wiem, trochę spuścił z gazu?
Wyjaśnił, mając nadzieję, że te słowa nie będą na niego jak płachta na byka czy coś, a właśnie w drugą stronę... Ale co on tam wiedział? Zmarszczył czoło, zastanawiając się nad tym wszystkim, a finalnie jedyne, co mógł z siebie wydusić, to zmęczone westchnienie. Nie chodziło tutaj o to, że był on znudzony czy zmęczony. Po prostu czuł, że nieważne co powie, zrobi i tak dalej, i tak będzie na przegranej pozycji. Świat się skończył i wszyscy byli w dupie. Ale przynajmniej w tej dupie było w miarę bezpiecznie, mieli broń, samochody, łóżka i coś do zjedzenia...
Nie, nie mam tu nikogo… takiego jak ty mówisz. Ale mam rodzinę. Albo miałem. I właśnie dlatego… nie wiem, czy dałbym radę po prostu to przełknąć. Pewnie bym się rozsypał, podobnie jak ty teraz.
Stwierdził, mówiąc całkiem szczerze. Oliver pewnie widział, że Owen też był dzieciakiem, tylko po drugiej stronie tego wszystkiego. Ich różnica była taka, że Owen już od dawna był złamany. Chłopak zawahał się przez chwilę, ale po chwili usiadł obok Olivera. Zbyt blisko, jak na swój komfort, ale nie cofnął się. Wyglądało na to, że chce mu coś powiedzieć.
Manny mnie przeraża. I twoi ludzie mnie też przerażają, wiesz. I w sumie… to całe to miejsce mnie przeraża. Ale nie chcę, żebyś myślał, że jesteś tu sam przeciwko im wszystkim.
Wyjaśnił cichszym głosem, a to, co miał na myśli, jak zwykle było lekko skomplikowane i nie do końca wiedział, czy Oliver zrozumie, o co mu chodzi.
Nie wiem, jak cię stąd wyciągnąć, Oliver. Naprawdę nie wiem. Ale jak ktoś ma cię tu składać i zszywać, to… wygląda na to, że ciągle będę to ja. Pewnie nawet jak będziesz trzymał się za język, to i tak tu wrócisz. A ja i tak i tak będę musiał cię zszyć. Więc chyba już jesteśmy na siebie i tak skazani.
Stwierdził smutnym głosem. Oliver nie mógł ocenić, jak wiele Owen mógł wiedzieć o medycynie, jednak pewnie domyślał się, że chłopak nie należy do ludzi, którzy są pewni siebie, nieważne o jaką dziedzinę życia chodzi.


@Oliver Langley
Awatar użytkownika

Wyt

1

Sil

2

Zmy

0

Cha

2

Zre

0

Int

1

Szc

0

Plecak, woda, strzelba (1 kula w magazynku), pistolet (10 naboi), scyzoryk, nóż, ubranka Connora, podstawowe przybory do opieki nad dzieckiem, koc, przybory do pisania, szkicownik
Pobity BrakOka SpuchniętaTwarz

Przy sobie:

Plecak, woda, strzelba (1 kula w magazynku), pistolet (10 naboi), scyzoryk, nóż, ubranka Connora, podstawowe przybory do opieki nad dzieckiem, koc, przybory do pisania, szkicownik
Pobity BrakOka SpuchniętaTwarz
20
Pobity BrakOka SpuchniętaTwarz
Plecak, woda, strzelba (1 kula w magazynku), pistolet (10 naboi), scyzoryk, nóż, ubranka Connora, podstawowe przybory do opieki nad dzieckiem, koc, przybory do pisania, szkicownik
Oliver popatrzył na Owena i na chwilę go zatkało. Widać było, że to co powiedział chłopak, nie było mu obojętne. Zawsze czuł się jak chodzący “problem”. Najpierw dla ojca, który chciał założyć sobie nową rodzinę, a potem dla Breckenridge, bo nie potrafił się dostosować i pracować na rzecz obozu bez Connora uczepionego do nogi.
Później został wciągnięty w chorą grę szalonego doktora, wybuchł pożar i wtedy się załamał. Odżył dopiero w Instytucie, ale tylko na moment, dzięki Ethanowi, któremu nie potrafił przyznać się, że coś do niego czuje i którego nie potrafił traktować we właściwy sposób.

A teraz? Teraz wpadł w takie gówno, że nawet dr Pickman wydawał mu się błahostką. Nie zmieniło się tylko jedno - dla kogoś zawsze był problemem.
-Prościej?- Odezwał się w końcu cicho.-Nie. Dla mnie nie będzie prościej. Jak “spuszczę z gazu”, to nic się nie zmieni, bo to już zaszło za daleko. Nadal będą mnie bić, tylko że rzadziej. Więc… no, tobie będzie prościej. Więc jeśli nie chcesz mnie składać z powrotem do kupy, to nie musisz. Serio. I tak już padło, że tu zdechnę.- Wzruszył ramionami.-Albo stąd ucieknę, albo tutaj zdechnę.- Powtórzył głucho i spojrzał na lusterko, które trzymał na kolanach. Podświadomie czuł, że skończy się na tym drugim.

-Nie rozsypałem się.- Mruknął, chociaż nie było to prawdą, bo kiedy tylko zostali we dwoje, jego mowa ciała mówiła zupełnie co innego.


-Też mnie to przeraża. Nigdy nie wiem, co Mannemu albo reszcie strzeli do głowy. Myślałem, że już wszystko ze mnie wycisnęli, że już mnie ukarali na każdy możliwy sposób, ale widzę, że im się po prostu nie kończą pomysły.- Przyłożył dłoń do opatrunku.-Kurwa, pewnie w nocy dopiero zacznie boleć… dasz mi coś na to? Nie wiem, antybiotyk, coś na ból? Cz-czy ci nie wolno?- Wciągnął powietrze nosem i wypuścił ustami. Nawet mówienie zaczynało być niekomfortowe. Mimo to spróbował się lekko uśmiechnąć, kiedy chłopak usiadł obok. Obserwował go kątem zdrowego oka.

-Moi ludzie cię przerażają?- Zapytał, trochę zdziwiony, bo ta myśl była dla niego absurdalna. Ściszył głos.-Ludzie z byłego Breckenridge? Oszalałeś? Malcolm, nasz lider przyjmuje każdego. Serio. I nikt nikogo do niczego nie zmusza. Jasne, trzeba pomagać i pracować, bo inaczej się nie da, ale jeśli nie masz siły albo jesteś ranny, to nikt cię nie wyrzuci ani nie zostawi. Jak chcesz odejść, możesz odejść.- Przerwał na moment, żeby zebrać myśli.-Nie wszystkich lubię, raczej mało kogo, ale to nie znaczy, że sobie nie pomagamy. Każdy pilnuje każdego. Jest pan Moore ze swoją żoną, ona ma demencję, więc żeby pomóc doglądają dzieci. Jest sporo osób w naszym wieku - Mia, Axel, Ethan. Ich lubię.- Jak wspomniał o tej trójce, to zrobiło mu się jakoś tak lżej na sercu.-Dużo wojskowych, Jen jako pielęgniarka. I tak jak mówiłem, jest trochę dzieci. M-mój brat…- Chrząknął cicho, bo poczuł że głos mu się łamie.-Connor… niedługo skończy dwa lata. Pewnie nie rozumie, dlaczego mnie nie ma…- Urwał na sekundę, żeby opanować głos.-Chciałbym go jeszcze raz zobaczyć… muszę.- Uniósł posiniaczoną dłoń i ścisnął nią lekko dłoń Owena.-Skoro i tak jesteśmy na siebie skazani, to ucieknijmy razem. Malcolm na pewno cię przyjmie. Obiecuję ci to.

Brytyjczyk widział w Owenie kogoś, kogo znał aż za dobrze - przestraszonego, niepewnego chłopaka, który próbuje robić to, co uważa za słuszne, nawet jeśli kompletnie go to przerasta…

@Mistrz Gry Maggie
ODPOWIEDZ

Wróć do „MIEJSCA”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 3 gości

Zaloguj się