Boli głowa
wszystko i nic
Nikt nie spodziewał się, że cała ta sytuacja potoczy się w tym kierunku. Oliver i Marshall zostali praktycznie sprzedani jak worek ziemniaków innej grupie. Kto właściwie tak robi? Jakim potworem trzeba być, żeby kupić drugiego człowieka w ten sposób? Wyglądało na to, że grupa pod zagadkową nazwą Aerosec. W większości składali się z bandy gówniarzy, która myślała, że uda im się zwojować cały świat, wymachując na lewo i prawo bronią, którą uzyskali wcześniej z Akademii Lotniczej. Nazywali się w ten sposób, ponieważ w przeszłości tam mieszkali i bardzo często wspominali o tym, że owo miejsce zostało im bestialsko odebrane. Zostali przy tym zabici cywile, jak i jakaś część ich "braci", przyjaciół w całej tej niedoli. Wyglądało na to, że grupa ostrzyła sobie zęby na wojnę, chcąc koniecznie odbić to miejsce i znów tam żyć, jednak ponoć grupa, która tam siedzi, nie jest specjalnie chętna na zwrócenie im ich własności. Dlatego też muszą wziąć ją siłą i z tego względu są gotowi szkolić cywilów, by w przyszłości zapewnić im godne życie tam, w murach akademii. Tylko wpierw trzeba ten cały dom odzyskać, a to zamierzają zrobić wspólnie... Oczywiście niezbyt interesuje ich wola innych ludzi, którzy wpadli w ich sidła. Tacy delikwenci są zwykle obijani i manipulowani, by zasilić jednak ich szeregi, bo i tak "nie mają gdzie pójść". W ostateczności zostaną użyci podczas oblężenia Akademii jako mięso armatnie, wszystko im jedno. A cywilów gotowych i zdolnych do walki i tak mają dosyć sporo, wyjeżdżają poza miasto na częste treningi z obsługi broni, a poza tym mają sporo wojskowego sprzętu, więc mogą się w to bawić. Jednak chcą więcej i potrzebują więcej.
Utrzymywanie takiej grupy cywilów łatwe nie jest, więc grupa współpracuje z innymi grupami z Colorado Springs, przy czym wszystkie z nich są w większości innymi typami zbirów i ludzi, którzy oddadzą drugiego człowieka za paczkę ryżu. Ale jakoś sobie oni wszyscy radzą...
Oliverowi i Marshall ciężko było się przekonać do tego miejsca, jednak ta druga nieco lepiej się przystosowała. Podczas opieki nad ich samochodami znalazła kilka trików, którymi będzie w stanie się zabezpieczyć na przyszłość. Oliver miał mniej szczęścia, będąc w wiecznym buncie. Doprowadziło to nie tylko do tego, że Oli wiecznie miał poobijaną twarz, ale też stracił oko. Nawet teraz był obecny na kozetce u Owena, który oczyszczał jego oko, a raczej to, co z niego zostało. Dociskał gazę w tamtym miejscu, nasączoną jakimś wywarem. Chłopak nie był jakoś specjalnie pewny w swoich ruchach, więc Olivera bolało trochę bardziej. Owen nie należał do najlepszych medyków... Jennifer już nawet była lepsza i bardziej delikatna w swoich poczynaniach!
Wtem Oliver zobaczył, że korytarzem zmierza Marshall w towarzystwie Janelle. Jakimś cudem ich dwójka, pomimo tego że trafili tutaj razem, miała zupełnie inne przeżycia w tym miejscu. Marshall wydawała się w nich wtapiać, pracując na samochodach, a Oliver? Oliver wciąż był obijany i maltretowany przez Manny'ego.
Owen uśmiechnął się lekko, widząc Janelle, która zagadała do niego i do Olivera.
Skomentowała, unosząc brwi i spoglądając na Marshall. Młoda dziewczyna często z nią rozmawiała... Może czasem szukała w niej oparcia? W tej sytuacji przede wszystkim chciała walidacji swojego dowcipu. Owen się nie śmiał.
@Marshall Roosevelt @Oliver Langley



