Poparzenia_(poprawa)
Nóż M48 Cyclone, krótkofalówka, plecak (20l), latarka, kompas, mapa stanu Kolorado, papierośnica z papierosami (11 sztuk) oraz zapalniczka, M4A1 (60 naboi w dwóch magazynkach), saperka, suszone owoce, woda, bandaż
Że ziemniaki trzeba było posolić to oczywiste, ale na nadmiar tego proszku niby najgorszy możliwy wariant miał pomóc? To takich rzeczy uczyli w szkołach oficerskich? Jesus fking christ, może to i dobrze, że Vi nie dane było wylądować w akademii dla wojsk lądowych, ciul wie czego jeszcze napchaliby jej do łba...
- Niebawem zobaczymy, a raczej posmakujemy, co z tego będzie... - mruknęła pod noskiem w międzyczasie.
Przy płocie, jak widać, robota jakoś szła do przodu i o dziwo Caroline i Sinclair nie skakały sobie do gardła... tym razem. Widocznie, w końcu, znalazły wspólny temat i zgodny pogląd o tym, jak należało zabezpieczyć to miejsce. Druty, aplikowane na nie wnętrzności truposza... yummy! Zawsze to gwarant tego, że nawet jeśli zostaną rozjechani przez aerosac i ich flaki będą walać się po całym kompleksie, to przynajmniej parę osób więcej powinni zabrać ze sobą do grobu i to w mało przyjemnej formie. Miło to nie zabrzmi ale ostatnio, na przykładzie siostry Claire, dało się zobaczyć jak parszywy to los; marnieć z dnia na dzień i nie móc nijak temu przeciwdziałać, no chyba że kulką w łeb.
- Jasne - odparła i zabrała się do roboty, pomagając Harveyowi, a przynajmniej taki miała zamiar, bo zaraz Elena wyskoczyła z... kiepskim pomysłem oraz mieli towarzystwo, sztywne i capiące.
- Nah, zaraz się ściemni i w przeciwieństwie do niektórych, trochę tej roboty mam już dzisiaj za sobą. Szkoda byłoby obudzić się jutro z zakwasami... i śladami po turlaniu się w zasiekach - odparła bo też nie przyjrzała się temu gdzie położono nowe i tym bardziej od którego miejsca uwalono wszystko trupią mazią. Poza tym Sinclair była chujowym wyborem, jeśli szło o działania w terenie, o czym niektórzy zdążyli się już przekonać. Z resztą, nawet jeśli odjąć to, widok kobiety chcącej ubić trupa scyzorykiem... SCYZORYKIEM. Jako ostatnia deska ratunku, spoko, ale w obecnej sytuacji? Trochę to komiczne...
- Powinnaś zainwestować w nieco dłuższą broń - powiedziała i sięgnęła po własną kosę... chociaż nie, m48 cyclone ciężko nazwać konwencjonalnym nożem. Bliżej temu do wiertła, idealnego do pchnięć... i sprawienia, że rana zadana człowiekowi sprawi, że ten będzie krwawić niczym patroszony wieprz. W sam raz dla osoby, która wolała siłę niż finezję; w końcu przemoc rozwiązuje wszystkie problemy.
- Odsuń się - dodała po chwili, posyłać w kierunku trupa kwiecistą wiązankę słów, aby ten kierował się prosto na Tate. Jednocześnie Vi ustawiła się przy słupku, tak aby zwiększyć szansę na to, że zgniłek naprze na niego, a nie środek ogrodzenia. Wtedy wystarczy tylko wykonać jedno solidne pchnięcie, przez oczodół wgłąb łba..
... i może delikwent zrobi papa?
@Mistrz Gry Maggie @Harvey Scott