•  
    Ostatnio krążą następujące plotki:
    - Ashley, Logan i Gaby poszli poszukać benzyny
    - Shin i Lexie poszły na polowanie w okolicach Zoo
    - Malcolm wyruszył z Zoo z misją dyplomatyczną do Akademii Lotniczej
    - Ekipa w Akademii Lotniczej buduje pułapki i ogólnie szykuje się na wojnę

    Mmaggie

    Główny Mistrz Gry

    Morowsky

    Admin

    Plamczak66

    Admin

    Saycia

    Mistrz Gry

    Pogoda

    Popołudnie, 7 lipca 2023

    Colorado Springs

    Częściowe zachmurzenie, burze
    Od 11° w nocy do 25° w dzień

    WHAT COMES AFTER

     

Główny komisariat policji w Colorado Springs

Awatar użytkownika

Wyt

1

Sil

1

Zmy

1

Cha

1

Zre

1

Int

1

Szc

0

wszystko i nic
Boli głowa

Przy sobie:

wszystko i nic
Boli głowa
1
Boli głowa
wszystko i nic
Boli głowa
wszystko i nic

Główny komisariat policji w Colorado Springs

Opis lokacji

Dziesięć miesięcy temu był to nowoczesny, dobrze wyposażony komisariat policji w centrum Colorado Springs. Dziś budynek pełni funkcję prowizorycznie ufortyfikowanej placówki handlowej i domu dla pięcioosobowej grupy ocalałych. Parter obłożono lekko rdzewiejącymi blachami, a nad wzmocnieniami rozciągnięto zasieki. Budynek otacza zaś płot z drutem kolczastym i przeszkodami dla umarłych. Wewnątrz dawne policyjne lady przerobiono na kontuary handlowe, a garaże na warsztat. Wyższe piętra to głównie funkcje mieszkalne, socjalne i techniczne. Dach zaś pełni rolę ogrodu i punktu obserwacyjnego.

ZABEZPIECZENIE

Front budynku pozostaje jedyną kontrolowaną strefą wejścia, chronioną przez stalową klatkę kontrolną i pancerne drzwi, które były już tutaj wcześniej. Każdy przybysz musi oddać broń do skrytek przed wejściem. Parter i okna pierwszego piętra są ufortyfikowane blachą i deskami. Na elewacji i dachu zamontowano reflektory oświetlające przód budynku, włączane w razie potrzeby. Wyższe kondygnacje są zamknięte dla gości i dodatkowo chronione wewnętrznymi kratami.

DODATKOWE INFORMACJE


Piwnica: Główny magazyn, archiwum, skład broni i leków.

Parter: Strefa handlu, wartownia, biuro oraz garaż z warsztatem.

1. Piętro: Cele, strefa socjalna i gabinet medyczny.

2. Piętro: Część prywatna. Pokoje mieszkańców, pokój organizacyjny z mapami i wewnętrzna zbrojownia.

3. Piętro: Centrum łączności, filtracja wody i baterie.

Dach: Panele fotowoltaiczne, prowizoryczny ogródek warzywny i punkty obserwacyjne.

Grupa ocalałych liczy obecnie 5 osób, choć dawniej było ich więcej (wiele pokoi na 2. piętrze stoi pustych). Budynek zbiera wodę podczas deszczu, jak i zasila się panelami. Prądu wystarcza na różne czynności, jednak musi on być konserwowany i używany z rozwagą.

Lynx prowadzi stąd regularne audycje radiowe dla innych ocalałych w okolicy.

Główny komisariat policji w Colorado Springs

Awatar użytkownika

Wyt

1

Sil

1

Zmy

1

Cha

1

Zre

1

Int

1

Szc

0

wszystko i nic
Boli głowa

Przy sobie:

wszystko i nic
Boli głowa
2
Boli głowa
wszystko i nic
7 lipca, późne popołudnie

Robiło się już późno, dochodziło praktycznie późne popołudnie, a niedługo zacznie się już robić całkowicie ciemno. Rowan odepchnął się od barierki, która ogradzała dach, na którym znajdowały się doniczki, panele i inne rzeczy. Wszystko było dosyć dobrze poukładane, tak jak trzeba. Całe to miejsce było zorganizowane, czyste, kable były pozabezpieczane i ogólnie wszystko to działało tak, jak powinno. Rowan był z tego powodu całkiem zadowolony, ponieważ elektryczność była dosyć kluczową kwestią dla jego małej „przychodni medycznej”, w której łatał nie tylko swoich ludzi, ale i innych — oczywiście nie za darmo.

Poza tym nie mógł się skupić na niczym innym, więc sprzątał w oczekiwaniu na powrót Ashera. Jego brat pojechał i zabrał się jeszcze z jakimiś innymi ludźmi z Colorado Springs na wymianę — cenne części do samochodów w zamian za trochę broni. Wszystko to głównie po to, by w razie czego mogli się bronić. Rowan sam chciał pojechać na wymianę, ponieważ wiedział, że Asher nie zna się aż tak dobrze na broni. W sumie on sam też gówno wiedział, jednak... No cóż. Asher przynajmniej ma tę część dotyczącą wyglądu — bywał postrachem okolicy, umiał się bić i dyskutować jak „mężczyźni”, więc to on pilnował dzisiejszej wymiany.

Rowan zaś został na posterunku wraz z Mayą i Lynx. Trójka siedziała teraz na dachu, wypatrując, aż mężczyzna wróci do bazy, jak i snując ewentualne plany na kolejne dni. Rowan podszedł do ich stołu powolnym krokiem i dodał:

— Lynx, jutro mam pacjenta z okolicy, będziesz w stanie dopilnować, żeby baterie były naładowane i tak dalej? Będę przeprowadzał wyjęcie pocisku, który ponoć zrósł się już z tkanką. Trzeba będzie naciąć ten cały śmierdzący, zropiały tunel, który wytworzył się wokół ołowiu. Mam nadzieję, że ropa nie tryśnie mi prosto w twarz, bo przy takim zapaleniu potrafi cuchnąć jak rozkładające się zwłoki w pełnym słońcu.

Rowan lubił mówić w detalach o tym, co będzie robił. Podobnie zachowywał się dawniej, gdy jeszcze pracował w szpitalu w Teksasie. Lubił rozmawiać ze swoimi przyjaciółmi po fachu o przeprowadzanych zabiegach i, ogólnie, poprawiać swoje umiejętności. Tutaj jednak mało kto był mu w stanie odpowiedzieć...

— Ach, Maya. Jeszcze jedna sprawa — będziemy musieli zacząć zamykać nieco lepiej szafki na piętrze z lecznicą, ponieważ w ostatnim tygodniu po inwentaryzacji zauważyłem, że brakowało nam dwóch ampułek. Jestem pewien, że ich nigdzie nie posiałem, ale mogło zdarzyć się tak, że jakiś pacjent...

Ogólnie Rowan nie operował wcale ludzi z okolicy aż tak często, ale to zawsze jakaś forma zarobku — handel wymienny był dla nich niezwykle ważny. A co było jeszcze ważniejsze? Kwestie organizacji, inwentaryzacji i dobre rozplanowanie, ponieważ kiedy tylko w stronę tej dobrze naoliwionej maszyny zostanie rzucony jakiś klucz francuski i trafi w złe miejsce, to wszystko się posypie. Rowan i tak już się mocno męczył i martwił o to, czy uda im się utrzymać to miejsce w piątkę, jednak... Jakoś szło. Aczkolwiek niewiele dzieliło ich od porażki, a narastające konflikty w okolicy tylko się ku temu przyczyniały.

Rowan nie lubił polityki, bo teraz niewiele miała ona wspólnego z polityką, a bardziej była wyrazem siły. Jednak zdawał sobie sprawę z obecnej sytuacji w różnych grupach i że za jakiś czas ich „neutralny” outpost handlowy być może takim nie będzie. Zresztą już teraz wiedzieli, że handlując z Aerosec, który swoją drogą miał sporo zasobów i to istotnych, nie mogli handlować z tymi, do których Aerosec by strzelał, czyli z Lotnikami, czy kim oni tam byli... Wszystko to zaczynało przypominać skomplikowaną sieć powiązań i zależności, co doprowadzało Rowana do szewskiej pasji. Lubił skomplikowane rzeczy, jednak nie w ten sposób...

Wyciągnął więc z kieszeni miniaturową książeczkę z sudoku i innymi zagadkami matematycznymi i zaczął je rozwiązywać przy użyciu małego ołówka. Dla niego rozmowa była skończona, chyba że tamci będą się zwracali bezpośrednio do niego...
Informacja od Mistrza Gry
@Maya Fisher @Lily Mercer Kolejność w sumie dowolna

Główny komisariat policji w Colorado Springs

Awatar użytkownika

Wyt

0

Sil

0

Zmy

0

Cha

0

Zre

0

Int

3

Szc

0

wszystko i nic
Pełnia zdrowia

Przy sobie:

wszystko i nic
Pełnia zdrowia
3
Pełnia zdrowia
wszystko i nic
Lynx siedziała oparta bokiem o fragment niskiej nadbudówki technicznej, z jedną nogą podciągniętą pod siebie, drugą wyciągniętą przed sobą. Na kolanie trzymała notatnik z prowizorycznym schematem instalacji całego budynku - panele, regulator, akumulatory, kilka opisów zapisanych szybkim, technicznym pismem i parę dopisków, które miały sens tylko dla niej. Co jakiś czas zerkała na dachowe okablowanie, jakby samo patrzenie miało upewnić ją, że nic nie postanowiło się samoistnie przepalić, rozłączyć albo eksplodować dla urozmaicenia dnia.

Na wzmiankę Rowana uniosła głowę i przez chwilę patrzyła na niego z wyrazem twarzy kogoś, kto bardzo chciał odpowiedzieć profesjonalnie, ale właśnie otrzymał obraz mentalny, którego wcale nie zamawiał.

- Jasne. Dopilnuję baterii, regulatorów i całej reszty tej naszej świętej elektrowni dachowej. - odparła, stukając ołówkiem w notatnik. - Ale będziemy musieli od rana trochę przykręcić zużycie. Żadnych zbędnych świateł, żadnych zabaw z narzędziami na prąd, żadnego ładowania pierdół, które mogą poczekać.

Zrobiła krótką pauzę, a potem westchnęła teatralnie.

- I najgorsze ze wszystkiego… nici z kawy z ekspresu. Wiem. Barbarzyństwo. Upadek cywilizacji zaczął się od martwych na ulicach, ale skończy się dopiero wtedy, kiedy w naszych kubkach z rana nie zawita kawa, a czysta woda... bleh.

Kącik jej ust drgnął, choć zaraz potem skrzywiła się lekko, bo opis zabiegu wciąż nie chciał opuścić jej wyobraźni.

- A co do tego… ropnego horroru… dzięki za szczegóły. Naprawdę. Czuję, że moje życie było puste bez tej wiedzy. - przesunęła palcami po skroni i pokręciła głową. - Przez ostatnie dziesięć miesięcy człowiek mógł się przyzwyczaić do smrodu trupów, smarów, paliwa, starej krwi i konserw, które zdecydowanie nie powinny już istnieć, ale to dalej nie znaczy, że chcę zaczynać dzień od aromatu śmierdzącej ropy.

Mówiła lekko, jak zwykle trochę uciekając w suchy humor, ale jej spojrzenie na moment powędrowało poza krawędź dachu, ku ulicom ciągnącym się między budynkami. Ciemność zbliżała się powoli, wciskając się w zaułki i puste okna.

- Myślałam też o czymś jeszcze. - dodała po chwili, już spokojniej. - O wabiku. Zdalnym. Kilka przecznic stąd. Coś, co dałoby się odpalić z dachu albo z okna. Dźwięk, światło, może jakaś stara syrena samochodowa, może radio podpięte pod timer. Gdyby kiedyś większa grupa zgniłków zaparkowała nam pod drzwiami i uznała, że to świetne miejsce na rodzinny piknik, moglibyśmy odciągnąć ich gdzie indziej, zamiast strzelać, krzyczeć i modlić się, żeby ściany miały lepszy dzień niż my.

Przerzuciła kartkę w notatniku i pokazała pobieżny szkic: pudełko, akumulator, antena, głośnik, kilka znaków zapytania oraz dopisek "przypadkiem nie spalić miasta".

- Nie musi być piękne. Właściwie lepiej, żeby nie było, bo wtedy nikt normalny tego nie ukradnie. Wystarczy, że będzie działać przez parę minut i zrobi tyle hałasu, żeby trupy poszły za nim jak dzieci za lodziarką.

Lynx zacisnęła usta, po czym wypuściła powietrze nosem. Jej żartobliwy ton na moment zelżał, zostawiając pod spodem zmęczenie, którego nie dało się do końca ukryć.

- Tylko… no. Pięć osób to mało. Na dach, lecznicę, handel, garaż, pilnowanie wejścia, naprawy, wypady, inwentaryzację i udawanie, że wszyscy mamy pełną kontrolę nad rzeczywistością. - zerknęła na Rowana, potem znów na notatnik. - Da się. Na razie się udaje. Ale jeśli okolica zacznie się bardziej gotować, ktoś prędzej czy później postanowi sprawdzić, czy nasza neutralność jest kuloodporna. Już teraz jest nas ledwie czwórka, kiedy jeden postanowił pohandlować.

Przez sekundę milczała, obracając ołówek między palcami.

- Dobra wiadomość jest taka, że jesteśmy zbyt uparci, żeby się od razu poddać. Zła wiadomość jest taka, że nasz plan awaryjny wciąż brzmi mniej więcej: "nie umrzeć i jakoś to będzie".

Podniosła wzrok i uśmiechnęła się krzywo.

- Ale hej. To i tak bardziej rozbudowana strategia niż większość rzeczy, które widziałam po końcu świata. Plus mamy dach z pięknym widokiem na zachód, panele i człowieka z książeczką sudoku. To prawie jak centrum dowodzenia. Tylko mamy mniej komputerów i gorszy catering.

@Maya Fisher @Mistrz Gry Maggie

Główny komisariat policji w Colorado Springs

Awatar użytkownika

Maya Fisher

@gabomor | 3 postów

Wyt

0

Sil

0

Zmy

1

Cha

1

Zre

1

Int

0

Szc

0

Nóż wojskowy, papierosy, zapalniczka, Sig Sauer P320 + dwa magazynki, manierka z wodą, notes w formacie paszportowym i długopis, paralizator, krótkofalówka, tamagotchi, orzeszki.
Pełnia zdrowia

Przy sobie:

Nóż wojskowy, papierosy, zapalniczka, Sig Sauer P320 + dwa magazynki, manierka z wodą, notes w formacie paszportowym i długopis, paralizator, krótkofalówka, tamagotchi, orzeszki.
Pełnia zdrowia
4
Pełnia zdrowia
Nóż wojskowy, papierosy, zapalniczka, Sig Sauer P320 + dwa magazynki, manierka z wodą, notes w formacie paszportowym i długopis, paralizator, krótkofalówka, tamagotchi, orzeszki.
Maya opierała się nisko o barierkę, obserwując miasto i jego okolice. Nie lubiła gdy ktoś z nich wychodził poza komisariat, szczególnie sam... albo z kolegami, których nie znała. Kiedy wychodzili we dwójkę, na miejscu zostawały tylko trzy osoby, za mało, więc tak naprawdę każdy scenariusz nie był idealny i być może dlatego łapała paranoję podczas każdego z nich. Mogła to przynajmniej zwalić na wydarzenia z przeszłości, podczas których jej koledzy wychodzili i nigdy nie wracali, przez co miała ochotę stać na tym dachu jak latarnia morska i czekać aż kogoś zobaczy, a najlepiej to jeszcze być w dwóch miejscach naraz... ale tak się nie dało i była tego boleśnie świadoma. Za każdym razem czuła się tak, jakby mieli rozstawać się na zawsze. Przynajmniej zachód słońca był ładny. Świat się kończy, ale zachody dalej są tak romantyczne jak zawsze, co za paranoja.

Słowa Rowana docierały do niej jak przez bańkę, nie mówił do niej, więc z początku się nie skupiła, ale po usłyszeniu barwnego opisu skrzywiła się i oderwała spojrzenie od zachodu, by na niego zerknąć z miną wyrażającą obrzydzenie.
Zadbaj o wentylacje jak będziesz to robił, o której przychodzi? — wtrąciła się, ze smutkiem słuchając, że nie będzie jutro kawy. Wiedziała, że w tych czasach to luksus, a jednak miło by było zacząć dzień z ciepłym kubkiem w dłoni, no ale narzekać nie będzie. Przynajmniej na głos.

Odkleiła się od barierki, prostując się wreszcie i wyciągając tak, jakby była złożona w harmonijkę przez ostatnią godzinę, a przez jej twarz przebiegł pochmurny grymas na wieść o znikających zapasach. Nie mogli tracić leków, były zbyt cenne, by jacyś randomowi ludzie zabierali je za frajer. Z bólem serca już dawno odkryła, że wszystko na tym świecie ma cenę, mimo że pieniądze nie mają już żadnej wartości.
Poszukam kluczyków od tych szafek. Powinny być dwa komplety, jeden dla ciebie, drugi dla mnie. — Skinęła głową, uznając temat za skończony, bo Lynx zaczęła mówić. Oparła się plecami o barierki, raz po raz wyglądając za ramię jak paranoiczka, w nadziei, że zobaczy żywego i oddychającego Ashera wracającego do domu, ale wabiki zabrzmiały wystarczająco ciekawie, że znów wróciła do nich z całą swoją uwagą.
Podoba mi się — zaczęła z lekkim uśmiechem, ale ten natychmiast zniknął. — A jakie są realne szanse, że uda ci się coś takiego zrobić? Bezpiecznie? — podkreśliła, bo Lynx od razu zaadresowała jej obawy. To całe przedsięwzięcie powoli robiło się zbyt duże na piątkę ludzi. Wabik był kuszący, pomocny i wzmacniał ich szansę na przetrwanie, to jego instalacja ją martwiła. Co jeśli odpali się w trakcie? Cała horda zgnilizny rzuci się na Lynx, której nie mogli stracić. Zagryzła wargę, przestępując z nogi na nogę. Nie lubiła o tym myśleć, a robiła to zbyt często.

Po chwili jednak parsknęła, kręcąc głową.
Powiem Sophie o tym cateringu. — Wytknęła jej język i wzięła głęboki wdech, odwracając się z powrotem w stronę barierki, by oprzeć się o nią na prostych łokciach. — Wiecie co, martwi mnie trochę to, że ci Lotnicy będą chcieli zabrać nam komisariat, więc może te wabiki są idealną bronią. — Zerknęła na nich kątem oka. — Z Aerosec nie mieli problemów, co ich zatrzymuje przed przyjściem tu? Nie mogą się dowiedzieć ilu nas jest. — Zmarszczyła czoło. Skala wywalenia Aerosecu z ich bazy jest dla niej tak ogromna, że piątka ludzi wygląda przy tym jak robak. Nikt nigdy nie może się dowiedzieć ilu ich jest, bo inaczej mają przesrane. Teraz sama ma ochotę pójść i zamontować te wabiki.

@Mistrz Gry Maggie @Lily Mercer

Główny komisariat policji w Colorado Springs

Awatar użytkownika

Wyt

1

Sil

1

Zmy

1

Cha

1

Zre

1

Int

1

Szc

0

wszystko i nic
Boli głowa

Przy sobie:

wszystko i nic
Boli głowa
5
Boli głowa
wszystko i nic
W sumie jedyne słowo, które rzeczywiście interesowało Rowana, to było to „jasne”. Tyle chciał wiedzieć! Musiał mieć wystarczająco dużo energii, żeby w razie czego mógł mieć dobre oświetlenie i być w stanie użyć jakiejś maszyny, choć też nie mieli ich wielu, plus oczywiście żarły one prąd. Pokiwał do niej głową i wysilił się na lekki uśmiech jako podziękowanie za to, że ta tego dopilnuje.

— Jutro rano. Nie pamiętam o której — wyjaśnił Rowan, bo nie pamiętał. Niektórzy mieli luksus posiadania zegarka i on był jednym z nich, ale poza nimi to mało kto miał takie bajery.

Tak to wszystko tutaj działało, wszystko zależało od ich kooperacji i wzajemnego informowania się o różnych rzeczach. I jakoś tak ciągnęli dalej tę bazę, żyjąc. Czasem z dnia na dzień, choć pewnie lepiej niż wiele innych osób wokół nich. Jednak wszystko to, co mieli, wypracowali sobie. Rowan wierzył, że właśnie w taki sposób uda im się odzyskać jakąś namiastkę normalnej społeczności, jak dawniej. Inni ludzie jednak nie mieli aż takiej samokontroli jak oni tutaj i kolejne grupy wokół nich się rozpadały. Cóż, oni sami prawie się rozpadli, gdy ludzie zaczęli umierać lub nie wracać.

— I tak w sumie wolę tę sypaną — stwierdził, wzruszając ramionami. Taka prawda, ogólnie to niespecjalnie mu zależało na tym ekspresie. No trudno.

— Tak ja będę jutro zaczynał swój dzień. Stwierdziłem, że może warto będzie się tym podzielić? To istotne. Gdybyście kiedyś same miały coś takiego robić, to będziecie wiedzieć, czego się spodziewać — wyjaśnił, starając się nie brzmieć na poirytowanego. Naprawdę chciał, żeby wiedziały! Żeby znały się na tych rzeczach, albo nawet i lepiej — by od czasu do czasu ktoś mu asystował tu czy tam. Aczkolwiek i tak już wszyscy byli dosyć mocno zajęci innymi, swoimi rzeczami.

Pokiwał głową w odpowiedzi na słowa Mayi. I dobrze, potem dostanie klucz i będzie problem z głowy.

Rowan zaczął znowu rozwiązywać swoje sudoku, gdy Lily opowiadała o swoich pomysłach. Szczerze, to po prostu się na tym nie znał i wolał się nie angażować, bo zakładał, że Asher będzie tym, kto się rzeczywiście zaangażuje. A tych dwóch to lepiej nie zamykać w jednym pomieszczeniu i kazać stworzyć coś z niczego. Szczególnie jeśli to ten drugi ma istotne ku temu umiejętności.

Że też sekundę temu Lynx martwiła się o kawę z ekspresu... Bardziej palące problemy mieli na wyciągnięcie ręki i to nimi trzeba się było zająć. Jednak Rowan się na tym nie znał, nie wiedział, co mógłby zrobić. Wolał więc skupić się na tym, co robił dobrze. Nie znał się na obronie i planowaniu, więc zdecydował, że niech kobiety dyskutują. Albo Asher. Asher się na tym znał...

@Lily Mercer @Maya Fisher

Główny komisariat policji w Colorado Springs

Awatar użytkownika

Wyt

0

Sil

0

Zmy

0

Cha

0

Zre

0

Int

3

Szc

0

wszystko i nic
Pełnia zdrowia

Przy sobie:

wszystko i nic
Pełnia zdrowia
6
Pełnia zdrowia
wszystko i nic
Lynx najpierw spojrzała na Mayę z miną absolutnie niewinną, co w jej wykonaniu zwykle oznaczało, że właśnie szykowała się do powiedzenia czegoś, czego prawdopodobnie nie powinna mówić.

- Bezpiecznie? Maya, proszę cię. Ja wszystko robię bezpiecznie. - powiedziała z pełną powagą, po czym po sekundzie dodała - Pomijając trzy drobne pożary, jeden wybuch kondensatora i tamten raz, kiedy przez przypadek zrobiłam z tostera urządzenie do odstraszania gryzoni. Ale to był przełom naukowy, a nie błąd.

Uśmiechnęła się do niej krzywo, po czym przesunęła ołówkiem po szkicu wabika, dorysowując kilka kolejnych linii. Jej ton, mimo żartów, stał się odrobinę bardziej rzeczowy. To był ten moment, kiedy Lynx przestawała mówić tylko po to, żeby rozładować napięcie, a zaczynała układać w głowie konkretny plan działania.

- Realne szanse? Duże. Pod warunkiem, że nie będziemy próbować zrobić z tego cudownego pudełka "wszystko w jednym". Prosty układ. Mały akumulator, zdalne odpalenie, głośnik, coś migającego, obudowa odporna na deszcz i głupotę - chociaż to drugie od zawsze było koszmarem dla inżynierów.

Zerknęła na Mayę, która znów spoglądała przez ramię w stronę miasta. Lynx widziała ten ruch już tyle razy, że mogłaby go narysować z pamięci. Maya niby była tutaj, niby rozmawiała z nimi, ale jakaś jej część cały czas stała przy krawędzi dachu i szukała sylwetki Ashera między martwymi ulicami. Robiła to tyle razy przez ostatnie miesiące, że było jej momentami żal Mayi. Martwiła się o każdego z pozostałych bardziej, niż o samą siebie.

Lynx ściszyła głos, już mniej zaczepnie.

- Nie będę tego montować tam sama, jeśli o to pytasz. Wiem, że jestem urocza, genialna i niezastąpiona, ale mam też instynkt samozachowawczy. Taki lekko używany, ale działa. - przechyliła głowę - Możemy najpierw zrobić wersję testową tutaj, na dachu z samymi lampkami. Potem zamontować ją gdzieś blisko, ale nie za blisko, z dwa - trzy budynki dalej.

Wtedy zerknęła na Rowana nad jego sudoku.

- Bez urazy, doktorku. Po prostu staram się ograniczyć twój repertuar artystyczny, ale wiesz, że zawsze chętnie ci pomogę, prawda?

Kącik jej ust zadrżał, ale spojrzenie miała ciepłe. Lubiła Rowana i wiele się od niego nauczyła przez ostatnie miesiące. Nawet jeśli czasem zachowywał się tak, jakby najchętniej zamknął się w pokoju z książeczką z zagadkami, zapasem bandaży i absolutnym zakazem zadawania mu pytań. W pewnym sensie rozumiała to. Każde z nich miało własny sposób na przetrwanie końca świata. Rowan miał lecznicę, sudoku i paskudnie szczegółowe opisy medyczne. Maya miała paranoję, czujność i serce za duże jak na te czasy. Asher miał pięści, instynkt i tę irytującą zdolność wyglądania, jakby wszystko miał pod kontrolą. A Lynx? Lynx miała cały złom i sprzęt, a także ciągły strach przed tym, że jeśli przestanie coś naprawiać, to cały budynek podda się, a ci dla których to robi, znajdą się w niebezpieczeństwie. Poniekąd czuła się równie odpowiedzialna za nich wszystkich jak Maya.

- A Sophie możesz powiedzieć o cateringu. - rzuciła do Mayi, wracając do lżejszego tonu - Tylko delikatnie. Nie chcę, żeby zatłukła mnie chochlą. To byłaby upokarzająca śmierć. Bardzo domowa, ale jednak upokarzająca.

Potem uniosła lekko brwi, gdy Maya wspomniała o Lotnikach. To nie był już temat na żarty, chociaż Lynx oczywiście i tak spróbowała znaleźć dla niego jakieś krzywe obejście.

- Wabiki jako broń przeciw ludziom… brzmi jak coś, co przed końcem świata skończyłoby się komisją etyki i bardzo nudnym szkoleniem BHP. Teraz pewnie skończyłoby się tym, że ktoś powiedziałby: "niegłupie, zrób trzy".

Oparła łokcie na kolanach i spojrzała na rozciągające się pod nimi ulice. Komisariat był solidny. Zaadaptowany, łatany, wzmacniany, poprawiany każdego tygodnia. Ale nie był twierdzą. Nie przeciwko każdemu. Nie przeciwko grupie, która potrafiła wyrzucić Aerosec z bazy.

- Masz rację. Nie mogą wiedzieć, ilu nas jest. - powiedziała ciszej. - Ani jak bardzo polegamy na tym, że każdy z nas robi za trzy osoby i pół zapasowego generatora. Z zewnątrz musimy wyglądać na większych, lepiej zorganizowanych i bardziej upierdliwych, niż jesteśmy naprawdę. Jednak patrząc szczerze, jak długo jesteśmy w stanie to robić? Zbudowaliśmy tu coś solidnego, ale to wymaga większej ilości ludzi... na dłuższą metę.

Spojrzała znów na Mayę, tym razem z cieniem zaczepnego uśmiechu.

- Chociaż ty akurat już wyglądasz, jakbyś mogła pilnować całego budynku samym spojrzeniem. Gdyby paranoję dało się podłączyć pod akumulatory, Maya, mielibyśmy prądu na ekspres, lodówkę i dyskotekę na dachu.

Zaraz potem podniosła ręce w obronnym geście, jakby już spodziewała się riposty.

- Komplement. To był komplement. Taki mój. Trochę słaby, ale szczery.

Przesunęła notatnik bliżej środka stołu, żeby oboje mogli widzieć szkic.

- Możemy wykorzystać wabiki na dwa sposoby. Pierwszy: awaryjnie, gdy trupy podejdą za blisko. Drugi: odstraszająco. Nie na ludzi bezpośrednio, ale wyobraźcie sobie, że ktoś próbuje podejść nocą pod komisariat, a kilka przecznic dalej nagle odpala się hałas i światło. Trupy zmieniają trasę, robi się chaos, intruzi muszą wybierać, czy próbują dalej, czy ratują własne tyłki. To nie zatrzyma armii, ale może zepsuć komuś plan i dać nam czas. A psucie cudzych planów to w zasadzie moja specjalizacja. Zaraz po naprawianiu rzeczy i mówieniu czegoś niezręcznego przy ładnych kobietach.

Nie spojrzała od razu na Mayę. Wytrzymała całe dwie sekundy, po czym jednak zerknęła kątem oka, z tym swoim bezczelnym, trochę zmęczonym uśmiechem. Uwielbiała ją zaczepiać.

- Czyli wiesz. Pełen profesjonalizm.

Dopiero po chwili odchyliła się lekko i spojrzała w stronę zejścia z dachu, jakby dopiero teraz przypomniała sobie, że Sophie rzeczywiście nie było z nimi na górze.

- Swoją drogą, gdzie Sophie?

Sophie była jej rodzoną siostrą, ale przez ostatnie dziesięć miesięcy ta granica dziwnie się rozmyła. Nie w sensie krwi. Krew dalej miała znaczenie. Ale codzienne pilnowanie siebie nawzajem, dzielenie ostatniej puszki, łatanie ran, kłótnie o głupoty i wspólne nasłuchiwanie kroków na schodach robiły z ludźmi coś, czego Lynx nie umiała nazwać inaczej niż rodziną. Pokręconą. Zmęczoną. Ale rodziną.

- A co do przyszłości… - zaczęła wolniej, znów patrząc na miasto - Jest jeszcze ta nowa grupa w zoo, prawda? Na południu. Mało o nich wiemy, poza plotkami. Jedni mówią, że trzymają się razem, mają zapasy i potrafią dogadać się z ludźmi. Inni, że nie warto nawiązywać kontaktu, bo to sprowadzi na wszystkich nowe kłopoty, patrząc po Lotnikach.

Postukała ołówkiem w kartkę.

- Może to złote jajko znoszące kury? W każdym razie: może to okazja do handlu, informacji, może nawet jakiegoś układu. A może kolejny powód, żeby spać z jednym okiem otwartym.

Spojrzała po nich, najpierw na Mayę, potem na Rowana.

- Tak czy inaczej, zanim Lotnicy, Aerosec, Zoo albo ktokolwiek inny postanowi zrobić z nas punkt na swojej mapie, dobrze byłoby wiedzieć, kto właściwie tam siedzi.

@Maya Fisher @Mistrz Gry Maggie

Główny komisariat policji w Colorado Springs

Awatar użytkownika

Maya Fisher

@gabomor | 3 postów

Wyt

0

Sil

0

Zmy

1

Cha

1

Zre

1

Int

0

Szc

0

Nóż wojskowy, papierosy, zapalniczka, Sig Sauer P320 + dwa magazynki, manierka z wodą, notes w formacie paszportowym i długopis, paralizator, krótkofalówka, tamagotchi, orzeszki.
Pełnia zdrowia

Przy sobie:

Nóż wojskowy, papierosy, zapalniczka, Sig Sauer P320 + dwa magazynki, manierka z wodą, notes w formacie paszportowym i długopis, paralizator, krótkofalówka, tamagotchi, orzeszki.
Pełnia zdrowia
7
Pełnia zdrowia
Nóż wojskowy, papierosy, zapalniczka, Sig Sauer P320 + dwa magazynki, manierka z wodą, notes w formacie paszportowym i długopis, paralizator, krótkofalówka, tamagotchi, orzeszki.
Im dłużej rozmawiali o tych wabikach, tym bardziej jej się to podobało. To było rozsądne, mądre, zrobić z nich broń i dywersję. Jeśli wyszłaby z Asherem, mogłoby nawet obyć się bez paniki podczas montażu. Takie coś zapewniłoby im przewagę, albo chociaż wyrównanie sił, którego bardzo potrzebowali.
Podoba mi się, jak szybko jesteś w stanie się za to zabrać? — spytała zanim jeszcze rozmowa zmieniła ton. Nie wiedziała tylko jak mieliby wyglądać na większych i groźniejszych niż są w rzeczywistości. Komisariat wyglądał jak forteca, okoliczne przybłędy ich szanowały, bo mieli z kim handlować, tylko ułudą było to, że mieli cały zespół operacyjny do tego wszystkiego. Nie mogli nic powiedzieć, nawet wspomnieć.

A co do podłączania paranoi do akumulatorów… chwila, co? Spojrzała na Lily ze spuszczonymi brwiami tak, jakby chciała jej zaraz wszystko wygadać i się wyprzeć, mówiąc, że wcale nie ma żadnej paranoi, ona nawet nie wie co to znaczy, ale chyba sama w to nie wierzyła, porzucając tę myśl w połowie drogi. Szczególnie, że Lily po chwili uniosła w defensywie ręce. Pokręciła głową jak matka do dziecka i potarła grzbiet nosa, postanawiając jednak tego nie komentować.

Nachyliła się z kolei nad planami, które pokazywała im w notesie. Nie za wiele z tego rozumiała, nie była mechanikiem ani żadnym inżynierem, nie rozumiała większości rzeczy, które im pokazywała, wiec tylko kiwała głową. To było genialne. Wyglądała na skupioną, do czasu aż nie usłyszała ostatniego komentarza o pięknych kobietach. Za każdym razem czuła się tak, jakby nabierała się na jakiś głupi żart, gdy tak łapała ją z tymi komentarzami w randomowych momentach. Ona nie czekała dwóch sekund, spojrzała na nią z pełną powagą, ale gdy tylko napotkała jej wzrok, parsknęła cicho pod nosem. Wyprostowała się, dystansując się od tego żartu i westchnęła przeciągle, również spoglądając w stronę wejścia na dach.
Nie mam pojęcia, może w kuchni? — Wzruszyła ramionami i założyła skrzyżowane ramiona na klatce piersiowej. Obejrzała ponownie panoramę miasta i uniosła dłoń do ust, zaczynając podskubywać paznokcie i skórki. To znaczy, że myślała. Kręciła się na boki, skanując martwe ulice, dopóki jej wzrok nie zatrzymał się na rządku sklepów gdzieś w na rogu skrzyżowania. Nagle wzięła szybki, głębszy wdech i odwróciła się gwałtownie w ich stronę. Gdyby była postacią z kreskówki, nad jej głową pojawiłaby się lampka.
Wiem co zrobimy. — Podeszła do nich. — Możemy się zbroić ile się da, ale to co jeszcze możemy zrobić, to przygotować się na najgorsze. Przygotujemy każdemu z nas plecaki ewakuacyjne i schowamy je tam, gdzie tylko my będziemy wiedzieć. Przygotujemy jedno auto z zapasowym paliwem i gdyby cokolwiek poszło nie tak, zabieramy plecaki i uciekamy. — Rozłożyła ramiona. — A gdybyśmy się rozdzielili, ustalimy, że zbieramy się w jednym miejscu. Możemy do tego przygotować jakiś sklep na końcu ulicy, chyba że macie lepszą propozycję. — Uniosła brwi, czekając na ich reakcje, przeskakując wzrokiem z Rowana na Lynx i z powrotem.
A co do zoo… — Znów zaczęła skubać wargi. — Trzeba się dowiedzieć ilu ich jest i co tam robią, zanim spróbujemy się z nimi skontaktować. Możemy wysłać dwie osoby na przeszpiegi. Co wy na to? Mogę być jedną z nich.

@Lily Mercer @Mistrz Gry Maggie

Główny komisariat policji w Colorado Springs

Awatar użytkownika

Wyt

1

Sil

1

Zmy

1

Cha

1

Zre

1

Int

1

Szc

0

wszystko i nic
Boli głowa

Przy sobie:

wszystko i nic
Boli głowa
8
Boli głowa
wszystko i nic
Tak, wiem.
Powiedział i pokiwał głową, chociaż wiedział też, że pewnie nie ma to aż tak wiele wspólnego z prawdą. To trudna robota i niech Lily lepiej robi to, na czym się zna. Tak to zwykle bywało — z jednej strony narzekał, że nikt mu tutaj nie pomaga, a z drugiej nie było tutaj zbyt wielu godnych osób, które mogłyby podawać skalpel. Oczywiście poza jedną.
Cóż, zobaczę się z wami później na kolacji. Mam jeszcze coś do zrobienia u siebie.
Podsumował mężczyzna. Nie znał się na dowodzeniu i planowaniu, więc uśmiechnął się, wstał, pokiwał głową i poszedł. Być może rzucić okiem, czy u Sophie wszystko okej, albo po prostu żeby trochę odpocząć. Asher wróci, był tego pewien. Prędzej czy później, zawsze wracał. Był trochę jak taki karaluch...

@Lily Mercer @Maya Fisher
Informacja od Mistrza Gry
Wołajcie jak coś!

Główny komisariat policji w Colorado Springs

Awatar użytkownika

Wyt

0

Sil

0

Zmy

0

Cha

0

Zre

0

Int

3

Szc

0

wszystko i nic
Pełnia zdrowia

Przy sobie:

wszystko i nic
Pełnia zdrowia
9
Pełnia zdrowia
wszystko i nic
Lynx odprowadziła Rowana wzrokiem, marszcząc lekko brwi. Nie zatrzymywała go. Jeśli chciał zejść, to znaczyło, że albo potrzebował ciszy, albo własnych czterech ścian, albo miejsca, gdzie nikt nie będzie wciągał go w rozmowę o wabikach, Lotnikach i możliwym końcu ich małej cywilizacji. Był dzisiaj jakiś nie w sosie. Tyle potrafiła wywnioskować.

- Tylko nie zapomnij wrócić na kolację, doktorku. - rzuciła za nim cieplej.

Uśmiechnęła się krzywo, ale kiedy Rowan zniknął przy zejściu, ten uśmiech trochę jej zelżał. Czasem pomagała mu w lecznicy. Nie dlatego, że była do tego stworzona. Po prostu wszyscy tutaj musieli się uzupełniać. Pewnie tylko dlatego ta buda jeszcze stała.

Lily była pewna siebie przy technologii. Przy kablach, akumulatorach, panelach, pompach i wszystkim, co dało się rozkręcić, przekląć, a potem zmusić do działania. Ale ludzkie ciało? Broń? Udawanie twardzielki? To było terytorium Rowana, Ashera i Mayi. Każdy miał swoją rolę. Rowan łatał ludzi, Asher robił za golema, Maya pilnowała wszystkiego i wszystkich. A Lynx trzymała przy "życiu" światło, wodę i te drobne wygody, dzięki którym mogli czuć się nieco lepiej aniżeli ci, którzy musieli non-stop zmieniać lokalizację i żyli na plecaku.

Potrafiła podejmować trudne decyzje. Potrafiła też ustawić Ashera do pionu, zwłaszcza gdy widziała, że Maya ma już dość. Ale podnieść broń na człowieka? Naprawdę wycelować i nacisnąć spust? To było trudniejsze, niż brzmiało w opowieściach czy filmach. Nauczyła się czegoś od Rowana o leczeniu i czegoś od Mayi o broni, ale nadal wolała narzędzia. Maszyny były dla niej mniej skomplikowane. Dopiero po chwili spojrzała z powrotem na Mayę.

- A co do tego, że Rowan jest bardziej kwaśny niż zwykle... trudno się dziwić. Dziesięć miesięcy apokalipsy, braki w lekach, trupy na ulicach, pacjent z ropnym tunelem w planie dnia i prawdopodobnie zero porządnego seksu od początku tego całego cyrku. - zmrużyła oczy. - Chociaż nie wiem. Może ktoś tu coś ukrywa. Jeśli tak, jestem obrażona, że nie ma plotek. Plotki to fundament zdrowej społeczności.

Spojrzała na Mayę z udawaną powagą.

- Zaraz po czystej wodzie, amunicji i przynajmniej dwóch posiłkach dziennie.

Potem wróciła wzrokiem do szkicu i westchnęła.

- Plecaki ewakuacyjne to dobry pomysł. Każdy niech ma swój. Woda, jedzenie, bandaże, zapalniczka, latarka, baterie, kawałek mapy, nóż, może małe radio, jeśli uda mi się coś poskładać. I żadnych sentymentalnych bzdetów, bo wtedy pierwsza osoba uciekająca z takim bagażem dostanie ode mnie wykład motywacyjny połączony z przemocą werbalną.

Przesunęła palcem po blacie, jakby rysowała niewidzialną mapę.

- Auto też. Jedno zawsze gotowe. Paliwo, sprawny akumulator, podstawowe narzędzia. Tylko nie może stać na widoku, bo każdy z oczami i połową mózgu zrozumie, że to nasza droga ucieczki. Zamiast sklepu wybrałabym jednak mniej... oczywiste miejsce. Bądź co bądź, sklepy wciąż może ktoś przetrząsnąć i przypadkiem znajdzie nasze zapasy. Może coś mniej przyciągającego uwagę, jakiś garaż pospolitego magazynu?

Dopiero przy temacie zoo spoważniała. Spojrzała na Mayę uważniej, zwłaszcza gdy ta powiedziała, że może być jedną z osób na przeszpiegi.

- Nie podoba mi się wysyłanie dwóch osób. - powiedziała w końcu. - Nie dlatego, że to głupi pomysł. W normalnej grupie pewnie byłby najlepszy. Ale nas jest pięcioro, Maya.

Postukała palcem o blat.

- Jeśli wyjdą dwie osoby i nie wrócą, zostaje trójka. Trójka do pilnowania dachu, lecznicy, handlu, zasilania, gotowania, wart i udawania, że komisariat dalej jest czymś więcej niż ładnie oświetlonym magazynem pełnym łupów. A jeśli wtedy ktoś postanowi sprawdzić, ile naprawdę mamy ludzi, możemy pakować manatki. O ile będziemy mieli czas.

Skrzywiła się lekko.

- Kogo wyślemy? Ciebie? Tracimy osobę, która najlepiej pilnuje, czy ktoś nie wchodzi nam z butami do domu. Ashera? Tracimy chodzący straszak na idiotów. Rowana? Bez niego większa rana robi się wyrokiem. Sophie? Nie ma mowy. Mnie? Pierwsza awaria zasilania robi nam z dachu latarnię dla całej okolicy.

Zerknęła na Mayę łagodniej, choć z cieniem zaczepności.

- Wiem, brzmię jak nudna laska od zasad bezpieczeństwa. Sama siebie trochę nie znoszę w tej wersji. Ale każdy z nas jest filarem. Krzywym, zmęczonym i pyskatym, ale filarem. A ty jesteś jednym z tych, które wyjątkowo źle wyglądałyby wynoszone w worku. Więc wybacz, jeśli nie klaszczę na pomysł, że pójdziesz do Zoo sprawdzić, czy siedzą tam mili sąsiedzi, czy kolekcjonerzy ludzkich skór.

Pozwoliła sobie na krótką pauzę.

- Może najpierw radio. Jeśli mają jakąkolwiek strukturę, jest szansa, że nasłuchują. Możemy spróbować nawiązać z nimi kontakt, zanim postanowimy pakować się na minę.

Zastukała ołówkiem o notes.

- Radio ma tę zaletę, że jeśli po drugiej stronie są kanibale, to nie im Mayi w ładnym opakowaniu zwiadowczym.

Spojrzała na nią z ukosa.

- Bardzo ładnym, swoją drogą. Tragicznie niepraktycznym do stracenia.

Uśmiechnęła się krótko, po czym wróciła do konkretów.

- Potem obserwacja z dystansu. Mamy lornetki, lunety. Nie wchodzimy na teren zoo, nie podchodzimy pod bramę. Sprawdzamy ruch, dym, światła po zmroku, warty, ślady transportu. Najlepiej dopiero kiedy Asher wróci. Najpierw radio, potem obserwacja, potem decyzja.

Zamknęła notatnik, ale zostawiła dłoń na okładce.

- Czyli tak: ja zaczynam prototyp wabika. Ty możesz rozpisać plecaki ewakuacyjne, bo masz ten przerażający talent do myślenia o wszystkim, co może nas zabić. Razem wybierzemy punkt zbiórki. A Zoo... najpierw spróbujemy złapać przez radio.

Po chwili dodała ciszej:

- Jeśli okażą się złotym jajem, świetnie. Jeśli kurami, Sophie się ucieszy. A jeśli kolejnym powodem do niepokoju, to przynajmniej dowiemy się tego bez wysyłania połowy naszej rodziny prosto w pułapkę. Nie pozwolę nikomu podjąć takiego ryzyka, ani na zwiadzie, ani osłabiając naszą pozycję.

@Maya Fisher

Główny komisariat policji w Colorado Springs

Awatar użytkownika

Maya Fisher

@gabomor | 3 postów

Wyt

0

Sil

0

Zmy

1

Cha

1

Zre

1

Int

0

Szc

0

Nóż wojskowy, papierosy, zapalniczka, Sig Sauer P320 + dwa magazynki, manierka z wodą, notes w formacie paszportowym i długopis, paralizator, krótkofalówka, tamagotchi, orzeszki.
Pełnia zdrowia

Przy sobie:

Nóż wojskowy, papierosy, zapalniczka, Sig Sauer P320 + dwa magazynki, manierka z wodą, notes w formacie paszportowym i długopis, paralizator, krótkofalówka, tamagotchi, orzeszki.
Pełnia zdrowia
10
Pełnia zdrowia
Nóż wojskowy, papierosy, zapalniczka, Sig Sauer P320 + dwa magazynki, manierka z wodą, notes w formacie paszportowym i długopis, paralizator, krótkofalówka, tamagotchi, orzeszki.
Z lekkim smutkiem pożegnała się z Rowanem, odprowadzając go spojrzeniem w stronę drzwi. Mało z nim rozmawiała i trochę żałowała, ale czasem nie potrafiła go rozgryźć, a nie była zbyt dobra z small talku i ciągnięciem rozmów, więc te siłą rzeczy się rozpadały. Mimo wszystko czuła do niego sympatię, był uprzejmy, pomagał, a to była rzadkość w tych czasach. Rzeczywistość w postaci Lynx jednak bardzo szybko ją zweryfikowała, uderzając w nią mentalnym młotem. Otworzyła szerzej oczy, piorunując ją spojrzeniem, bo ostatnie co chciała, to plotkować o preferencjach seksualnych ludzi, z którymi dzieliła dach.
Lynx, litości. — Uniosła oczy ku niebu, wdzięczna, że wróciły do bardziej praktycznych rzeczy. Choć lubiła pogadać sobie o pierdołach raz na jakiś czas, to dzisiaj nie był ten dzień i nie chciała tego rozgrzebywać.

Przysunęła się bliżej, gdy zaczęła rysować palcem po blacie i skinęła głową.
Albo biblioteka. Czego można szukać w bibliotece? — zaproponowała, ciesząc się, że pomysł się przyjął. Będzie spokojniejsza wiedząc, że zawsze mają jakiś plan B. Zawsze powinni mieć plan B.

Jej niesmak dotyczący przeszpiegów w zoo jednak wytrącił ją z pantałyku. Uważała to za bardzo rozsądny pomysł, właściwie najlepszy w tej całej sytuacji, w której się znaleźli. Zmarszczyła brwi, słuchając jej do końca, choć miała ochotę przerwać jej już na samym początku. Nie potrzebowała wykładów o bezpieczeństwie, ona nim była... a przynajmniej tak chciała myśleć.
Nie wyślemy jednej osoby za nic w świecie. Muszą iść dwie jeśli chcemy kogokolwiek wysyłać. — Skrzyżowała ramiona na piersi i pokręciła głową od razu jak tylko Lynx zarzuciła pomysłem, by wywoływać ich przez radio.
Jeśli wywołamy ich przez radio, to będą się nas spodziewać. Cały sens w przeszpiegach leży w tym, by nawet nie przeszło im przez myśl, że ktoś na nich patrzy. Nie zamierzam pukać im do drzwi. Myślałam bardziej o tym, by poobserwować ich z daleka, jak mówisz. Radio najpierw jest bardzo złym pomysłem. — Przekrzywiła głowę w bok. — Wywołałabym ich po tym jak zobaczymy, że jest w ogóle warto to robić.

Wzięła głębszy wdech i jej spojrzenie złagodniało.
Lily… co chwila wychodzimy, by szukać towarów. To nie pierwszy raz kiedy w komisariacie zostaje trójka z nas. To ważne.

@Lily Mercer
ODPOWIEDZ

Wróć do „MIEJSCA”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 0 gości

Zaloguj się