Pełnia zdrowia
wszystko i nic
Lynx najpierw spojrzała na Mayę z miną absolutnie niewinną, co w jej wykonaniu zwykle oznaczało, że właśnie szykowała się do powiedzenia czegoś, czego prawdopodobnie nie powinna mówić.
- Bezpiecznie? Maya, proszę cię. Ja wszystko robię bezpiecznie. - powiedziała z pełną powagą, po czym po sekundzie dodała
- Pomijając trzy drobne pożary, jeden wybuch kondensatora i tamten raz, kiedy przez przypadek zrobiłam z tostera urządzenie do odstraszania gryzoni. Ale to był przełom naukowy, a nie błąd.
Uśmiechnęła się do niej krzywo, po czym przesunęła ołówkiem po szkicu wabika, dorysowując kilka kolejnych linii. Jej ton, mimo żartów, stał się odrobinę bardziej rzeczowy. To był ten moment, kiedy Lynx przestawała mówić tylko po to, żeby rozładować napięcie, a zaczynała układać w głowie konkretny plan działania.
- Realne szanse? Duże. Pod warunkiem, że nie będziemy próbować zrobić z tego cudownego pudełka "wszystko w jednym". Prosty układ. Mały akumulator, zdalne odpalenie, głośnik, coś migającego, obudowa odporna na deszcz i głupotę - chociaż to drugie od zawsze było koszmarem dla inżynierów.
Zerknęła na Mayę, która znów spoglądała przez ramię w stronę miasta. Lynx widziała ten ruch już tyle razy, że mogłaby go narysować z pamięci. Maya niby była tutaj, niby rozmawiała z nimi, ale jakaś jej część cały czas stała przy krawędzi dachu i szukała sylwetki Ashera między martwymi ulicami. Robiła to tyle razy przez ostatnie miesiące, że było jej momentami żal Mayi. Martwiła się o każdego z pozostałych bardziej, niż o samą siebie.
Lynx ściszyła głos, już mniej zaczepnie.
- Nie będę tego montować tam sama, jeśli o to pytasz. Wiem, że jestem urocza, genialna i niezastąpiona, ale mam też instynkt samozachowawczy. Taki lekko używany, ale działa. - przechyliła głowę
- Możemy najpierw zrobić wersję testową tutaj, na dachu z samymi lampkami. Potem zamontować ją gdzieś blisko, ale nie za blisko, z dwa - trzy budynki dalej.
Wtedy zerknęła na Rowana nad jego sudoku.
- Bez urazy, doktorku. Po prostu staram się ograniczyć twój repertuar artystyczny, ale wiesz, że zawsze chętnie ci pomogę, prawda?
Kącik jej ust zadrżał, ale spojrzenie miała ciepłe. Lubiła Rowana i wiele się od niego nauczyła przez ostatnie miesiące. Nawet jeśli czasem zachowywał się tak, jakby najchętniej zamknął się w pokoju z książeczką z zagadkami, zapasem bandaży i absolutnym zakazem zadawania mu pytań. W pewnym sensie rozumiała to. Każde z nich miało własny sposób na przetrwanie końca świata. Rowan miał lecznicę, sudoku i paskudnie szczegółowe opisy medyczne. Maya miała paranoję, czujność i serce za duże jak na te czasy. Asher miał pięści, instynkt i tę irytującą zdolność wyglądania, jakby wszystko miał pod kontrolą. A Lynx? Lynx miała cały złom i sprzęt, a także ciągły strach przed tym, że jeśli przestanie coś naprawiać, to cały budynek podda się, a ci dla których to robi, znajdą się w niebezpieczeństwie. Poniekąd czuła się równie odpowiedzialna za nich wszystkich jak Maya.
- A Sophie możesz powiedzieć o cateringu. - rzuciła do Mayi, wracając do lżejszego tonu
- Tylko delikatnie. Nie chcę, żeby zatłukła mnie chochlą. To byłaby upokarzająca śmierć. Bardzo domowa, ale jednak upokarzająca.
Potem uniosła lekko brwi, gdy Maya wspomniała o Lotnikach. To nie był już temat na żarty, chociaż Lynx oczywiście i tak spróbowała znaleźć dla niego jakieś krzywe obejście.
- Wabiki jako broń przeciw ludziom… brzmi jak coś, co przed końcem świata skończyłoby się komisją etyki i bardzo nudnym szkoleniem BHP. Teraz pewnie skończyłoby się tym, że ktoś powiedziałby: "niegłupie, zrób trzy".
Oparła łokcie na kolanach i spojrzała na rozciągające się pod nimi ulice. Komisariat był solidny. Zaadaptowany, łatany, wzmacniany, poprawiany każdego tygodnia. Ale nie był twierdzą. Nie przeciwko każdemu. Nie przeciwko grupie, która potrafiła wyrzucić Aerosec z bazy.
- Masz rację. Nie mogą wiedzieć, ilu nas jest. - powiedziała ciszej.
- Ani jak bardzo polegamy na tym, że każdy z nas robi za trzy osoby i pół zapasowego generatora. Z zewnątrz musimy wyglądać na większych, lepiej zorganizowanych i bardziej upierdliwych, niż jesteśmy naprawdę. Jednak patrząc szczerze, jak długo jesteśmy w stanie to robić? Zbudowaliśmy tu coś solidnego, ale to wymaga większej ilości ludzi... na dłuższą metę.
Spojrzała znów na Mayę, tym razem z cieniem zaczepnego uśmiechu.
- Chociaż ty akurat już wyglądasz, jakbyś mogła pilnować całego budynku samym spojrzeniem. Gdyby paranoję dało się podłączyć pod akumulatory, Maya, mielibyśmy prądu na ekspres, lodówkę i dyskotekę na dachu.
Zaraz potem podniosła ręce w obronnym geście, jakby już spodziewała się riposty.
- Komplement. To był komplement. Taki mój. Trochę słaby, ale szczery.
Przesunęła notatnik bliżej środka stołu, żeby oboje mogli widzieć szkic.
- Możemy wykorzystać wabiki na dwa sposoby. Pierwszy: awaryjnie, gdy trupy podejdą za blisko. Drugi: odstraszająco. Nie na ludzi bezpośrednio, ale wyobraźcie sobie, że ktoś próbuje podejść nocą pod komisariat, a kilka przecznic dalej nagle odpala się hałas i światło. Trupy zmieniają trasę, robi się chaos, intruzi muszą wybierać, czy próbują dalej, czy ratują własne tyłki. To nie zatrzyma armii, ale może zepsuć komuś plan i dać nam czas. A psucie cudzych planów to w zasadzie moja specjalizacja. Zaraz po naprawianiu rzeczy i mówieniu czegoś niezręcznego przy ładnych kobietach.
Nie spojrzała od razu na Mayę. Wytrzymała całe dwie sekundy, po czym jednak zerknęła kątem oka, z tym swoim bezczelnym, trochę zmęczonym uśmiechem. Uwielbiała ją zaczepiać.
- Czyli wiesz. Pełen profesjonalizm.
Dopiero po chwili odchyliła się lekko i spojrzała w stronę zejścia z dachu, jakby dopiero teraz przypomniała sobie, że Sophie rzeczywiście nie było z nimi na górze.
- Swoją drogą, gdzie Sophie?
Sophie była jej rodzoną siostrą, ale przez ostatnie dziesięć miesięcy ta granica dziwnie się rozmyła. Nie w sensie krwi. Krew dalej miała znaczenie. Ale codzienne pilnowanie siebie nawzajem, dzielenie ostatniej puszki, łatanie ran, kłótnie o głupoty i wspólne nasłuchiwanie kroków na schodach robiły z ludźmi coś, czego Lynx nie umiała nazwać inaczej niż rodziną. Pokręconą. Zmęczoną. Ale rodziną.
- A co do przyszłości… - zaczęła wolniej, znów patrząc na miasto
- Jest jeszcze ta nowa grupa w zoo, prawda? Na południu. Mało o nich wiemy, poza plotkami. Jedni mówią, że trzymają się razem, mają zapasy i potrafią dogadać się z ludźmi. Inni, że nie warto nawiązywać kontaktu, bo to sprowadzi na wszystkich nowe kłopoty, patrząc po Lotnikach.
Postukała ołówkiem w kartkę.
- Może to złote jajko znoszące kury? W każdym razie: może to okazja do handlu, informacji, może nawet jakiegoś układu. A może kolejny powód, żeby spać z jednym okiem otwartym.
Spojrzała po nich, najpierw na Mayę, potem na Rowana.
- Tak czy inaczej, zanim Lotnicy, Aerosec, Zoo albo ktokolwiek inny postanowi zrobić z nas punkt na swojej mapie, dobrze byłoby wiedzieć, kto właściwie tam siedzi.
@Maya Fisher @Mistrz Gry Maggie