Pełnia zdrowia
wszystko i nic
Lynx zatrzymała się przy oknie, zanim zdążyła odejść dalej. Nie dlatego, że nagle zapomniała, po co wyszła z jadalni. Po prostu ruch na ulicy od razu przyciągnął jej uwagę. Dwójka ludzi szła w stronę komisariatu. Kobieta i mężczyzna. Okolica wyglądała względnie czysto. Nie widziała trupów kręcących się między samochodami ani niczego, co mogłoby od razu rzucić się im na plecy. To jednak nie znaczyło, że było bezpiecznie. W tych czasach względnie bezpiecznie oznaczało tylko tyle, że problem jeszcze nie wyjrzał zza rogu.
Lynx zmrużyła lekko oczy, przyglądając się im uważniej. Dopiero po chwili zauważyła wstążkę przy plecaku kobiety. Znak. Wiedzieli, do kogo idą i przyszli tutaj z konkretną sprawą. Czyli albo pacjent Rowana, albo ktoś, kto chciał nim koniecznie zostać. Usłyszała za sobą kroki Sophie, ale nie odwróciła się od razu. Dłoń odruchowo przesunęła jej się bliżej pistoletu w kaburze. Nie sięgnęła po niego, nie było takiej potrzeby. Jeszcze nie.
- Nie wiem, czy wszystko okej. - powiedziała w końcu, cicho, ale bez udawania.
- Właśnie idą do nas goście.
Dopiero wtedy spojrzała na siostrę. Przez moment patrzyła na nią tak, jakby próbowała wybrać, od czego zacząć. Od złości? Od strachu? Od tego, że miała ochotę potrząsnąć Sophie za ramiona i zapytać, kiedy zamierzała powiedzieć jej o wyprawie? Zamiast tego wypuściła powietrze nosem i wróciła wzrokiem do okna.
- I nie, Sophie. Nie wszystko jest okej.
Powiedziała to spokojnie. Może zbyt spokojnie.
- Kiedy zamierzałaś mi powiedzieć, że idziesz na zewnątrz beze mnie? Jak już będziesz przy drzwiach? Czy może po powrocie, jeśli wszystko pójdzie dobrze?
Nie podniosła głosu. Właśnie to było chyba gorsze. Lynx rzadko robiła awantury wtedy, kiedy naprawdę ją coś ruszało. Złość była łatwa. Żarty były łatwe. Gorzej było mówić wprost, że coś zabolało.
- Ja wiem, że nie jesteś dzieckiem. Wiem. I nie mogę cię wiecznie pilnować. Tylko że to nie jest wyjście na spacer ani dyskoteka, gdzie najwyżej wrócisz później i będę marudzić pod nosem, albo odbiorę cię samochodem pijaną od koleżanki. Czasy się zmieniły.
Spojrzała na nią krócej, ale bardziej miękko niż wcześniej.
- Jesteś moją młodszą siostrą. Kocham cię nad życie, nawet jeśli czasem mam ochotę zamknąć cię w schowku na szczotki dla twojego własnego dobra. Kiedy jesteś blisko, żyje mi się trochę łatwiej. Kiedy wychodzisz bez mnie... nie mam nad tym żadnej kontroli. A ja bardzo źle znoszę brak kontroli.
Ostatnie zdanie zabrzmiało niemal jak przyznanie się do winy. Bo trochę nim było. Lynx nigdy nie lubiła myśleć o sobie jak o kimś, kto próbuje rządzić życiem innych. Nie chciała być matką Sophie. Nie wprost. Nie tak, żeby siostra czuła się zamknięta pod kloszem. Ale po śmierci ojca wiele rzeczy spadło na nią samo. Firma. Decyzje. Odpowiedzialność. Udawanie, że wie, co robi, nawet wtedy, kiedy wcale nie wiedziała.
I Sophie. Zawsze była Sophie. Lynx była kobietą, ale miała w sobie coś, co od lat kazało jej stawać twardo, nawet kiedy w środku wszystko się sypało. Umiała podwinąć rękawy, przejąć stery i nie czekać, aż ktoś ją uratuje, aż ktoś inny podejmie decyzje. To dzięki temu pociągnęła rodzinny biznes po stracie ojca. To dzięki temu potrafiła utrzymać ludzi w ryzach, naprawić to, co inni uznali za stracone, i iść dalej, choćby na samym uporze i hektolitrach kawy.
Tylko przy Sophie ten upór czasem robił się niewystarczający.
- Pomogę ci dobrać broń. - dodała po chwili.
- I sprawdzę plecak. Ale najpierw pomożesz mi wprowadzić tych dwoje.
Skinęła głową w stronę okna.
- Standardowo. Klatka bezpieczeństwa, żadnego wpuszczania od razu do środka. Najpierw mają zdać broń przez okienko. Wszystko, co mają. Pistolet, nóż, cokolwiek. Dopiero potem wchodzą. Ty stoisz tak, żeby mieć ich na oku, ale nie wchodzisz im pod ręce. Musisz zachować dystans aby zdążyć zareagować. W razie problemów wiesz co robić, prawda? Wyciągasz pistolet i strzelasz po nogach. Lepiej mieć pacjenta zamiast trupa.
Mówiła już inaczej. Spokojniej, konkretniej. Jak ktoś, kto właśnie odsunął emocje na bok, bo pojawiło się zadanie do wykonania. Ale po chwili znowu spojrzała na Sophie.
- I jeszcze jedno. Nie musisz mnie zaskakiwać tym, że sobie radzisz. Ja wiem, że sobie radzisz. Naprawdę wiem. Tylko chcę wiedzieć wcześniej o takich sprawach, a nie jak dynamit do owsianki.
Nie czekała długo na odpowiedź, bo dwójka na zewnątrz była coraz bliżej wejścia. Lynx poprawiła kaburę przy pasie, ostatni raz zerknęła przez okno i ruszyła w stronę klatki bezpieczeństwa.
- Chodź, rudzielcu. Zobaczymy, czy to pacjent Rowana, czy kolejny problem którym trzeba się zająć.
@Sophie Mercer @Mistrz Gry Maggie
@Maya Fisher dla spójności