Odpowiedziała sucho na słowa Claire. Informacja o tym, że wielu obietnic ostatnio nie dotrzymała, raczej nie wprawiała rudej w dobry nastrój, a wręcz przeciwnie. Jednak nie chciała tego dać po sobie poznać, bo już i tak była smutna i sfrustrowana, co bardzo starała się ukryć.
Mimo to doceniała szczerość Claire i było jej żal, że ona sama nie potrafi odpowiedzieć jej tym samym i też powiedzieć, co jej tam leży na sercu. No trudno.
Gaby wysłuchała słów Claire, uważnie analizując każde z nich, delikatnie kiwając przy tym głową. Niektóre z tych wieści były dla niej nowe, a o innych coś tam, mniej więcej, wiedziała. Maddie mogła być kimś z Breckenridge (mieli przecież całkiem pokaźną liczbę osób...) lub krewnym kogoś? Nie dziwiło jej wcale to, że ktoś wiedział o ich grupie, nawet w tak wielkich detalach. Wiadomo, nie było to tak do końca normalne, ale też wiedziała, że inni wiedzieli i że podczas pożaru ludzie rozbiegli się jak mrówki z mrowiska, w które ktoś włożył patyk. Tak czy siak, miała zamiar działać na jeszcze bardziej podniesionych obrotach i być jeszcze bardziej uważną.
“ Zaopiekuję się Jen i przekażę jej, kiedy już was nie będzie. Będę też pilnować. Jest w weterynarii? ”
Spytała, starając się ułożyć sobie taki plan patrolu, by móc mieć na widoku i bramę, i okolice, i to, gdzie jest Jen... Cholera, przecież się nie rozdwoi! Choć sytuacja wymagała, by się w sumie roztroiła albo poczwórkowała... Jakkolwiek to określić. Zmarszczyła czoło. Musiała się brać do pracy, a nie siedzieć tutaj i rozmyślać nad swoim życiem miłosnym. Nie było to coś, co dawna Gaby by zrobiła...
“ Coś jeszcze, Claire? Weźmy się za to, co trzeba dziś zrobić. ”
Zadecydowała, prostując się i przybierając nieco lepszą postawę, jakby miała wyglądać na pewniejszą siebie, niż rzeczywiście była.
@Claire Williams